02:06 08 Kwiecień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2234
Subskrybuj nas na

Renata Piżanowska, położna z Nowego Targu, dostała wypowiedzenie od dyrektora szpitala. Za to, że w mediach społecznościowych ujawniła, że na jej oddziale brakuje maseczek i w związku z tym personel ma utrudnione warunki pracy. Kobieta zapowiada, że pójdzie do sądu.

Dzień po opublikowaniu swojego pierwszego wpisu na Facebooku, 19 marca, dostała informację o tym, że „rażąco naruszyła obowiązki pracy”. Położna zastanawia się, jak to możliwe, skoro wcześniej już sam dyrektor informował opinię publiczną o tym, że w jego placówce brakuje maseczek ochronnych i prosił o wsparcie. Mimo to kobieta, wbrew zdecydowanemu stanowisku związków zawodowych działających w szpitalu, została zwolniona w trakcie trwania pandemii.

Kobieta nie zgadza się z decyzją dyrektora Marka Wierzby. Natychmiast poszła ze sprawą do mediów.

„Nie zgadzam się z tym. Pójdę do sądu”

– Na swoim profilu facebookowym pokazałam moje ręce po dyżurze oraz maseczkę, którą sama wykonałam, ponieważ brakowało ich na naszym oddziale. To spowodowało, że dyrektor wręczył mi wypowiedzenie dyscyplinarne. Dyrektor powiedział mi, że naruszam dobre imię szpitala i straszę pacjentów, a swoją decyzję argumentował ciężkim naruszeniem podstawowych obowiązków pracownika – opowiedziała „Faktowi”.

– Wyleciałam, bo na moim prywatnym profilu na portalu Facebook wstawiłam post, gdzie pokazałam maseczkę ochronną i moje ręce po 12-godzinnej pracy, które były podniszczone po stosowaniu płynów ochronnych – powiedziała w rozmowie z „Gazetą Krakowską”.

Opublikowała również post na stronie Ministerstwa Zdrowia, gdzie opisała całą sytuację.

Kobieta tłumaczy, że nie naruszyła żadnej zawodowej tajemnicy. Po pierwsze, nie podała nazwy szpitala, po drugie – dyrekcja już wcześniej sama zgłaszała kłopot z dostępem do maseczek.

Odpowiedź szpitala: Kobieto, nie siej paniki

„Post tej Pani był sianiem paniki wśród ludzi, co w obecnej sytuacji może mieć opłakane skutki. Przekazywanie nieprawdziwych informacji w przestrzeni publicznej może mieć dramatyczne skutki. Potencjalny pacjent musi mieć zaufanie do placówek medycznych. Podkreślam, że na chwilę obecną nowotarski szpital posiada pełne zabezpieczenie, jeśli chodzi o środki ochrony osobistej – oczywiście są problemy z kupnem masek, kombinezonów czy przyłbic, ale na razie jako placówka jesteśmy całkowicie zabezpieczeni w tej kwestii” – to fragment odpowiedzi dyrektora szpitala, przesłanej do redakcji „GK”. Dyrektor Marek Wierzba utrzymuje, że owszem, są problemy z dostępem do maseczek, ale na razie nowotarska placówka „jest zabezpieczona”. Trudno o jednoznaczną interpretację tej deklaracji. Dyrektor nie wyjaśnia, ile ma zapasów środków higieny osobistej, ani w jaki sposób zarządza nimi personel.

Całej sprawie pikanterii dodaje fakt, że sam dyrektor…

może być chory na COVID-19

I w związku z tym to zwolniona położna zapowiada, że jeśli testy dadzą wynik pozytywny, pierwsza pozwie go za narażenie zdrowia i życia. Dyrektor bowiem od poniedziałku przebywa na kwarantannie. W ubiegłym tygodniu Marek Wierzba spotkał się z posłem Edwardem Siarką, który zaraził się koronawirusem. Po spotkaniu z parlamentarzystą dyrektor do końca tygodnia przychodził do pracy.

Zwolniona położna po utracie zatrudnienia nie będzie objęta ubezpieczeniem zdrowotnym.

– Jeśli okażę się, że jestem chora, wówczas pozwę dyrektora o celowe narażenie mnie na utratę zdrowia i życia – twierdzi kobieta.

Po ujawnieniu braków kadrowych i sprzętowych polskich placówek – m.in szpitala w Łomży, który miał przekształcić się w szpital zakaźny – zawieszona w prawach członka PiS została Bernardeta Krynicka.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wirusowe wpadki minister Emilewicz
Zbigniew Ziobro walczy z fake newsami na temat koronawirusa
Tagi:
koronawirus, szpital, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz