01:28 03 Lipiec 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
COVID-19 w Polsce (97)
570
Subskrybuj nas na

Od środy 25 marca ruszają lekcje online. Nie do pozazdroszczenia jest teraz sytuacja rodziców mających dzieci w wieku szkolnym. Problemy już zaczynają odczuwać Polacy, którzy są gorzej usytuowani oraz ci, którzy podczas epidemii muszą normalnie chodzić do pracy.

Premier Morawiecki oczywiście twierdzi, że wszystko jest w porządku.

Już wiemy, że ponad 90 procent szkół zorganizowało naukę zdalną – mówił w ubiegły piątek podczas konferencji prasowej. Wówczas ogłosił stan epidemii i przedłużenie zamknięcia placówek oświatowych do połowy kwietnia.

Dziennikarze TVN24 stwierdzili, że dane te zdobyło MEN od kuratoriów. Wyglądało to w ten sposób, że 19 marca rozesłano maile do dyrektorów szkół z ankietami. Dostali na nie jeden dzień. Czas na odpowiedź mijał 20 marca o 10 rano. I, podobnie jak z naszych statystyk dotyczących zachorowań na COVID-19, ze statystyk przygotowania do nauczania zdalnego wyłania się bardzo optymistyczny obraz. A prawda wygląda tak, że z częścią uczniów w malutkich miejscowościach nauczyciele nawet nie mogą się skontaktować.

Wcześniej nauczyciele wykorzystywali e-learning nieobowiązkowo, nie mogli rozliczać uczniów z wyników osiąganych na bonusowych, zdalnych zajęciach. Teraz to wszystko ma się zmienić.

W mniejszych miejscowościach, takich jak Augustów, oblężenie przeżywają szkolne biblioteki. Na przykład w Szkole Podstawowej nr 4 jest ich sześć. Dziennikarze TVN24 zapytali Monikę Rowińską, bibliotekarkę z tej placówki, czy dzieci nadążą za zdalnym nauczaniem. Okazuje się, że to nierealne oczekiwanie. Jedna z uczennic, regularnie korzystająca z bibliotecznego komputera, mieszka w domu dziecka. Tam braki sprzętowe są dramatyczne. Jeden komputer i słuchawki wystarczyć muszą grupie 15 dzieci.

Sama mieszkam poza miastem i mam słaby internet. Laptop przed chwilą oddałam córce, bo musiała połączyć się z panią od matematyki, więc ja swoje rzeczy robiłam na komórce. Mam trójkę dzieci i jeden komputer, drugi właśnie pożyczyliśmy od teściów, ale wiem, że nie wszyscy mają taką możliwość. Jestem wychowawczynią szóstej klasy, więc piszą do mnie dzieci i rodzice i stąd wiem, jakie mają problemy – powiedziała nauczycielka w rozmowie z TVN24.

Szkoły z problemami sprzętowymi zwracają się do samorządów. Te zaś pokazują puste kieszenie.

Rozmowa w biurze
© Depositphotos / DmitryPoch
Minister edukacji Dariusz Piątkowski tych nauczycieli, którzy nie mają nielimitowanego internetu, zaprosił do pracy bezpośrednio w budynku szkoły. Zapewnił, że jest tam bezpiecznie, jednak zapomniał, że nauczyciele również mają rodziny – często… dzieci w wieku szkolnym. Mają problem z opieką, a nierzadko sami muszą „szarpać się” o jednego laptopa. W szkołach znajduje się wiele przestarzałych sprzętów. Według danych Systemu Informacji Oświatowej z grudnia 2018, ponad połowa szkolnych komputerów jest starsza niż 5 lat. „W połowie 2019 roku do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej i szerokopasmowego internetu było podpiętych tylko 3,2 tysięcy szkół, a w Polsce mamy ich ponad 25 tysięcy” – alarmuje TVN24.

List o tym, że nauczycielom brakuje narzędzi do pracy, napisał do rządu Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jednak jego list pozostał bez odpowiedzi.

Najwyraźniej wystarczy powtarzać: „Jesteśmy przygotowani, jesteśmy przygotowani”… aż uwierzymy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
COVID-19 w Polsce (97)

Zobacz również:

Warszawa zmaga się z koronawirusem. Czy to będzie drugie Bergamo?
Bezterminowa kwarantanna: czy koronawirus na długo sparaliżuje ten kraj?
Książę Karol ma koronawirusa
Tagi:
kwarantanna, szkoła
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz