09:06 26 Listopad 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
COVID-19 w Polsce (97)
14184
Subskrybuj nas na

W Polsce z powodu zamknięcia granic i obostrzeń w przemieszczaniu się ucierpiało już ponad tysiąc zwolnionych pracowników z branży hotelarskiej. Gości nie ma, sieci odnotowują straty. Już nawet prezes Hiltona stwierdził, że to największy kryzys w branży od 100 lat.

Polska 2020: 2,6 tys. hoteli, ponad 140 tys. pokoi hotelowych Rynek hotelowy odpowiedzialny jest za produkcję 12 proc. polskiego PKB. A raczej – był.

Z dnia na dzień wszystko zniknęło

Marcin Podobas na łamach „Forbesa” pisze o tym, że mamy do czynienia z kryzysem, który dosłownie wykosi tę gałąź gospodarki. Porównuje sytuację do tej z czasów kryzysu 2008-2009. „Ludzie podróżowali, spadki były liczone w okolicy 20–30 proc. obrotów. To było załamanie, ale następowało stopniowo i można było z nim walczyć. Teraz się nie da. Z dnia na dzień zniknęło wszystko” – pisze.

Dodaje też, że nawet ci szczęśliwcy, którzy prowadząc hotele w ostatnich latach odnotowywali wyłącznie zyski, nie mając kredytów (co praktycznie się nie zdarza), mogą upaść. Są bowiem w stanie funkcjonować tylko przez jakiś czas. Muszą opłacać rachunki, płacić wynagrodzenia, podatki.

Rząd nie chce rozmawiać

Jan Wróblewski, współzałożyciel grupy Zdrojowa Invest & Hotels, w rozmowie z „GW” skarży się na rząd, który nie ma sieciom hotelowym nic do zaproponowania.

– Tam nie ma żadnego wsparcia dla nas, czyli dla branży turystyczno-hotelarskiej – mówi z żalem o tzw. tarczy antykryzysowej. – Razem z Arche Hotele, Malinowe Hotele, Hotele Diament, Hotel Arłamów, Hotele Nadmorskie, Ośrodki Sandra Spa i Uzdrowiskiem Ustka (Grand Lubicz) zatrudniamy 4400 pracowników. Już zwolniliśmy łącznie 1200 pracowników. Inni też zwalniają, choć nikt się głośno do tego indywidualnie nie przyznaje…

Według Wróblewskiego podstawowy problem jest taki, że większe hotele, nie będące korporacjami (te sobie poradzą), są przez rząd traktowane jak duże przedsiębiorstwa, a więc „nie łapią się” nawet na odroczenie spłat składek (te przewidziano tylko dla samozatrudnionych oraz malutkich firm do 9 osób).

Rozmówca „GW” podaje też przykłady, gdy właściciele hoteli poprosili o wsparcie. Jeden z nich zwrócił się do ZUS o zawieszenie składek, w efekcie jednak… zajęto mu konto za zaległą składkę. Innemu bank wypowiedział umowę kredytową, ponieważ uznano, że jego działalność nie rokuje dobrze.

Hotelarze są zgodni: nie tak powinna wyglądać tarcza antykryzysowa. Pobór podatków i składek ZUS powinien być zawieszony, raty kredytów – nie na wniosek zainteresowanego – tylko systemowo odroczone, harmonogramy spłat rat powinny być poodraczane. Tak się jednak nie dzieje. W najgorszej sytuacji są ci, którzy hotele otworzyli niedawno i nie mieli jeszcze czasu, by zgromadzić rezerwy.

Co to będzie, co to będzie?

Autor analizy Forbesa, założyciel i partner zarządzający FORTECH Consulting, uważa, że to, czy branża w ogóle przetrwa, zależy od tego, ile jeszcze potrwa epidemia. Nadziei upatruje w tzw. popycie wewnętrznym (o turystach zza granicy będzie na razie można zapomnieć, jednak klienci biznesowi będą się przemieszczać). „Ale wszyscy, podkreślam wszyscy, będą chcieli wiedzieć jedno – czy jest bezpiecznie?” – podsumowuje Marcin Podobas i podsuwa pomysł: „Singapur, kraj który jest o co najmniej kilka tygodni bardziej doświadczony w walce z koronawirusem niż Polska i ma za sobą epidemie SARS i MERS, a hotele w nim wciąż działają, wprowadził dla branży specjalny certyfikat higieniczny”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
COVID-19 w Polsce (97)

Zobacz również:

Koszmar na Teneryfie. Hotel, w którym mieszka turysta z podejrzeniem koronawirusa, odizolowany
Chiny: Pod gruzami hotelu znaleziono 50 osób. Przebywali na kwarantannie
Chiny: Pies złapał koronawirusa, kiedy ratował ludzi spod gruzów hotelu
Tagi:
koronawirus, epidemia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz