16:30 01 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
14596
Subskrybuj nas na

Okrągła rocznica katastrofy smoleńskiej to okazja do wspomnień o tych, którzy wtedy odeszli, refleksji o stanie państwa, któremu taka tragedia po prostu nie miała prawa się przydarzyć, ale także o tym, jak przez dekadę rozwinięto w Polsce antyrosyjską propagandę i do czego nas to doprowadziło.

Miłe złego początki

Wszyscy to pamiętamy. Premier Donald Tusk w ramionach Premiera Władimira Putina. Fotografia, która mogła zapowiadać pojednanie, ale niedługo później okazało się być na odwrót.

Rosyjska telewizja emituje „Katyń” Andrzeja Wajdy, dzięki któremu wielu Rosjan w ogóle o tej zbrodni się dowiaduje. Ich niewiedza nie była zresztą efektem „złej woli”, ale raczej skali, gdyż liczba ofiar Katynia to nawet nie 1% ofiar Wielkiej Wojny Ojczyźnianej po stronie radzieckiej. Był więc to odważny i potrzebny na drodze do pojednania krok rosyjskich mediów.

Ale to nie wszystko. Zmieniający oblicze na czas kampanii prezydenckiej Jarosław Kaczyński, przywdziawszy inteligenckie okulary, wygłasza pojednawczą mowę wobec narodu rosyjskiego. To dość epokowe wydarzenie bo jest przecież niekwestionowanym przywódcą formacji budowanej na antyrosyjskim micie Rzeczpospolitej, sięgającym jeszcze czasów przedzaborczych. W tym wypadku nie można abstrahować od wątku prywatnego - w tej katastrofie ginie jego brat, bliźniak. Byli razem od kołyski, razem w życiu prywatnym, razem w polityce. Więź rodzinna potęgowana przez działalność publiczną. A jednak lider PiS zdobywa się na taki gest.

Naród polski w swojej masie zachowuje się raczej godnie. Pogrzeby kolejnych ofiar stają się okazją do manifestowania jedności w obliczu tragedii, politycy nawzajem się wspominają, unikając wcześniejszych urazów. Nawet Lech Kaczyński, przedtem dość bezpardonowo atakowany przez liberałów, dostaje od nich pośmiertne słowa uznania. Kością niezgody staje się jego pochówek na Wawelu, ale „kwestia rosyjska” jeszcze nie istnieje. Spiskolodzy są skutecznie wyciszani przez środki masowego przekazu. Władze Federacji Rosyjskiej robią wszystko, by okazać solidarność z całą Polską. Mimo chmury z islandzkiego wulkanu, która objęła Europę i utrudniła transport, na pogrzebie Prezydenta RP pojawia się jego rosyjski vis ã vis Dimitrij Miedwiedew.

Sukces „Akcji Macierewicz”

W końcu jednak kończy się kampania wyborcza, a Prawo i Sprawiedliwość traci prezydencki przyczółek. Na poziomie władz centralnych pełnię władzy sprawuje koalicja PO-PSL, a partia Jarosława Kaczyńskiego rozpoczyna „Akcję Macerewicz”. Kojarzony raczej z dość radykalną prawicą polityk wraca na scenę i staje się twarzą spiskowych teorii na temat katastrofy. W ciągu najbliższych lat będziemy czytać i słyszeć o „pancernej brzozie”, „bombie termobarycznej”, „sztucznej mgle”, dwóch bombach, śladach trotylu itd.

To, co jednak znacząco odmieniło klimat relacji Polska-Rosja, to poważna kampania propagandowa prowadzona w przychylnych PiSowi mediach, często związanych z neokonserwatywnymi zachodnimi ośrodkami, co właściwie powinno stać się przedmiotem bardziej szczegółowych badań. Decyzja o rozpętaniu histerii jest jednak polityczna. PiS musi grać na antyrosyjskiej strunie, by podważać zaufanie Polaków do PO. Wykorzystać zaszłości historyczne do najpoważniejszego oskarżenia władz o „zdradę narodową”. Nowo wybrany prezydent zostaje więc ochrzczony „komoRUSKIM”, a media obiega zdjęcie uśmiechniętych Tuska i Putina z miejsca katastrofy.

Platforma Obywatelska jednak wcale nie zamierza bronić racjonalno-pojednawczego tonu wobec Rosji. Za kilka lat, gdy role się odwrócą, to ona będzie podsycać podobne nastroje. Przez kilka lat trwają przepychanki o wyjaśnienie przyczyn tragedii, ale ocieplenie polsko-rosyjskich relacji wyraźnie się kończy. Brakuje woli do wykonania kolejnych gestów. Być może Donald Tusk uznał, że nie chce się już narażać przeciwnikom. Choć przecież racjonalnie rzecz biorąc, rządy PO-PSL to głównie serwilizm wobec... RFN, czego symbolem staną się słowa ówczesnego ministra Sikorskiego popierającego i wzywającego Niemców do większej aktywności.

Sny o imperium… amerykańskim

 Jarosław Kaczyński podczas obchodów 10. rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem
© Sputnik . Alekseiy Vitvitckiy
W końcu nadchodzi listopad 2013 roku. Trzy i pół roku od tragedii smoleńskiej. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz odmawia podpisania umowy o współpracy z UE. Uznaje, że Ukrainy na to nie stać. Integracyjną kontrofertę dla Kijowa, bardziej korzystną finansowo, przedstawia Rosja. Ukraińska opozycja wyciąga ludzi na Majdan Niepodległości. Dla wytresowanych już polskich polityków to świetna okazja, by pokazać się jako bohaterscy rycerze, ochotnicy wojny z Rosją. „Wojny z Rosją”, której co prawda nie ma, ale czy to nawet nie lepiej walczyć z wrogiem nieistniejącym? Polska klasa polityczna chyba uwierzyła w jakąś odbudowę imperium w stylu I Rzeczpospolitej przez zostanie rzecznikiem interesów Ukrainy w UE. Nie wzięła wszakże pod uwagę, że to nie jej imperium, a „europejska” Ukraina do niczego jej nie potrzebuje.

Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, gdy na Ukrainie realizuje się zamach stanu, a na Krymie odbywa się referendum ws. integracji z Rosją, staje się początkiem „nowej ery”, w której permanentny konflikt z Moskwą zostaje doktryną polskiej polityki zagranicznej. Barwy partyjne odchodzą na bok - liczy się interes państwa. Szkoda tylko, że nie polskiego…

Od tej pory wśród establishmentu rozpoczyna się trwała licytacja na to, kto jest bardziej antyrosyjski. Środowiska nie godzące się z takim postawieniem rzeczy wystawione są na ataki w środkach masowego przekazu i oskarżane, a to o zdradę, a to o szpiegostwo. Trzyletnia izolacja Mateusza Piskorskiego pod zarzutem „wpływania na opinię publiczną” ma być przykładem odstraszającym.

Polska popada w coraz większy absurd i, co gorsza, horyzontu nie widać. Komentatorzy prześcigają się w co bardziej absurdalnych teoriach nt. „planów Moskwy”, a nieodłączną frazą polskiej debaty publicznej staje się fraza „na Kremlu strzelają korki od szampana”. Władza dewastuje kolejne pomniki poświęcone ratującym Polaków od niechybnej śmierci w imię Lebensraumu żołnierzom radzieckim, w tym te, na których znajduje się figura żołnierza polskiego. Kult tzw. wyklętych uprawia się na Ziemiach Odzyskanych, czyli tam, gdzie operowała niemiecka nazistowska partyzanka. W międzyczasie zmienia się rząd i pojawiają się publicyści w rodzaju Tomasza Piątka, który próbuje stworzyć wrażenie, że „rosyjską agenturą” jest w istocie Prawo i Sprawiedliwość.

Quo Vadis?

W efekcie stan na 2020 rok jest taki, że Rosja jest obwiniana w Polsce o dokładnie każde nieszczęście, a politycy potęgują wrażenie, że Kreml to jedno wielkie „ministerstwo ds. polskich”. I zastanawiając się, do czego to prowadzi, zwłaszcza przy okazji tej rocznicy, na miejscu będzie chyba pytanie „czy leci z nami pilot?”

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Warszawa: obchody 10. rocznicy katastrofy pod Smoleńskiem
Tagi:
Dmitrij Miedwiediew, Antoni Macierewicz, Lech Kaczyński, Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, katastrofa smoleńska, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz