20:02 18 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Świat ogarnięty pandemią COVID-19 (105)
1160
Subskrybuj nas na

Podczas epidemii COVID-19 lekarze ciężko pracują: zapomnieli o weekendzie i nie widzą swoich dzieci od tygodni. Lekarze nie narzekają: według nich wszystkie ofiary są uzasadnione, aby tylko udało się powstrzymać epidemię.

I tylko czasami narzekają: gdyby wszyscy pacjenci traktowali sytuację ze zrozumieniem, nie próbowali szybko „uciec” ze szpitala i nie przeszkadzali specjalistom od chorób zakaźnych, łatwiej byłoby pracować.

„Na stanowisku bojowym”

Dina Siemionowa - kierowniczka oddziału republikańskiego klinicznego szpitala zakaźnego im. Agafonowa w Kazaniu. Pod koniec lutego dosłownie mieszkała w pracy przez dwa tygodnie - przywieziono do szpitala ośmiu mieszkańców Tatarstanu, ewakuowanych z liniowca Diamond Princess, na którym odnotowano wybuch koronawirusa. Trójka lekarzy została poddana kwarantannie wraz z pacjentami - byli w szpitalu przez całą dobę.

Nie wiedzieliśmy, w jakim stanie trafią do nas ci ludzie: chodzący czy leżący, czy mają duszności lub zaburzenia hemodynamiczne (przepływu krwi przez naczynia). Mieliśmy gotowy boks do resuscytacji. I nie baliśmy się: w głowach mieliśmy plan działania na wypadek, gdyby coś poszło nie tak, wspomina.

Rosyjscy lekarze w szpitalu w Bergamo
© Sputnik . Ministry of Defence of the Russian Federation
Lekarze mieszkali w „czystej strefie” dla personelu, oddziały pacjentów znajdowały się za szybą. Dla szpitala w Kazaniu jest to pierwsze doświadczenie długiej kwarantanny. Na szczęście sytuacja rozwinęła się zgodnie z najkorzystniejszym scenariuszem - wśród pasażerów ewakuowanych nie było pacjentów w ciężkim stanie. Ale i tak było wystarczająco dużo pracy.

„Codziennie monitorujemy pacjentów. Staliśmy na posterunku bojowym przez całą dobę. Nasi pacjenci nie byli w poważnym stanie, ale większość miała czynniki ryzyka: choroby sercowo-naczyniowe, hormonalne”, opisuje sytuację Siemionowa.

Żegnali się na dwa tygodnie

„Zespół był nastawiony na to, że będą musieli odbyć kwarantannę przez co najmniej dwa tygodnie. Początkowo bali się, że to się przeciągnie, ale czas upłynął szybko.

Oczywiście, tęskniliśmy za naszymi bliskimi, a oni za nami. Staraliśmy się znaleźć czas na odpoczynek - czytaliśmy książki w naszych wolnych godzinach, ćwiczyliśmy jogę, słuchaliśmy muzyki, staraliśmy się być zajęci. Na kolacji dyskutowaliśmy o wydarzeniach dnia, to nas zbliżyło” - powiedziała.

Pacjenci mieli trudniej, ponieważ byli już psychicznie wyczerpani izolacją na pokładzie statku. „Próbowaliśmy stworzyć dla nich wygodne warunki. Oczywiście cieszyli się, że w końcu mogą być w swoim kraju i uzyskać pomoc. Z naszej strony daliśmy z siebie wszystko, więc pacjenci byli nam wdzięczni - nawet współczuli nam, że zostaliśmy tu zamknięci na czternaście dni z nimi”, wspomina Siemionowa.

„Nie uważam tego za heroizm”

Dina Siemionowa mówi, że istnieje mniejsze prawdopodobieństwo zarażenia się w szpitalu niż na zewnątrz, więc nie martwi się o siebie i swoją rodzinę: „Tutaj przestrzegamy zasad przeciwepidemicznych, idąc do pacjentów zakładamy osobisty sprzęt ochronny, stale dezynfekowane są czysta i brudna strefa”.

Szpital w Wuhan
© AP Photo / Xiong Qi / Xinhua
W czasie rozmowy z Siemionową w szpitalu, w którym pracuje, było 19 osób z zakażeniem koronawirusem. Lekarze nie mieszkają już w placówce przez całą dobę, ale nie mają wcale mniej pracy.

Teraz mamy siedem dni roboczych - nie ma dni wolnych. Mam zmianę od 8 do 17 godziny, ale zwykle wychodzę później - przyznaje.

Do tego obciążenie znacznie wzrosło, ale Dina jest spokojna.

„Nie sądzę, żeby to był heroizm - to nasza praca. Wybraliśmy ją i staramy się przeprowadzić ją jak najlepiej. Obciążenia są poważne, ale sytuacja może wymknąć się spod kontroli, więc takie środki są uzasadnione”, mówi.

„Wszystko jest normalnie”

W Lipecku lekarze nadal pracują jak zwykle, ale są gotowi na wzrost liczby zarażonych osób. W Lipeckim Okręgowym Szpitalu Chorób Zakaźnych otwarto szpital do leczenia pacjentów z COVID-19 na pięćdziesiąt łóżek.

„Wszystko jest normalnie, ale teraz, aby przejść do pacjenta, musisz założyć specjalny kombinezon. Nie ma osób w ciężkim stanie, wszyscy są w stanie zadowalającym, niektórzy mają gorączkę, ale większość nawet nie ma temperatury”, opisuje sytuację Galina Sliusarewa, kierownik oddziału zakaźnego.

Wobec nowego wirusa odnosi się ostrożnie, ale bez obaw: „Różne już mieliśmy ogniska infekcji - błonica, wąglik, gorączka krwotoczna. Koronawirus jest porównywalny z wcześniejszymi doświadczeniami”.

Wszyscy pacjenci szpitala w Lipecku są w zadowalającym stanie - dlatego wielu z nich wątpi, że wymagają pozostawania w szpitalu i chcą jak najszybciej wrócić do domu.

„Wierzą, że są zdrowi. Trzeba wiele razy wyjaśniać to samo. To wymaga dużej siły moralnej.

Wielu pacjentów codziennie zadaje te same pytania: dlaczego tu jestem, dlaczego nie pozwalacie mi wyjść. Nie zawsze rozumieją powagę sytuacji. Nie eskalujemy paniki, nie potrzebujemy żadnych emocji, histerycznych działań - wystarczy posłuchać wypowiedzi personelu medycznego. Przestrzegać kwarantanny, aby zapobiec złapaniu wirusa przez dużą liczbę osób.

Jeśli obywatele będą przestrzegać naszych instrukcji, lekarzom będzie łatwiej" - wyjaśnia Sliusarewa.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Świat ogarnięty pandemią COVID-19 (105)

Zobacz również:

Ciężka praca rosyjskich lekarzy w szpitalu w Bergamo
Koronawirus we Włoszech: nie żyje 104 lekarzy
Tagi:
zaburzenia psychiczne, Diamond Princess, kwarantanna, choroba, epidemia, koronawirus, Rosja, lekarz
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz