19:26 22 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Polska walczy z koronawirusem (103)
23302
Subskrybuj nas na

Prywatna opieka zdrowotna w czasie epidemii COVID-19 nie zdaje egzaminu. Prywatne kliniki „kłopotliwych” pacjentów odsyłają do placówek państwowych. Dlaczego, skoro jedne i drugie leczą za pieniądze z puli NFZ?

Na to pytanie odpowiada wicedyrektor Wielkopolskiego Centrum Onkologii Andrzej Marszałek, cytowany przez „Rz”: – Choć placówki publiczne i prywatne leczą za pieniądze z NFZ, w jednostce prywatnej można dokonywać „wyboru” pacjentów, np. takich, którzy spełniają kryteria dobrze finansowanego programu lekowego, a jednostka publiczna musi zająć się wszystkimi.

Taka selekcja pacjentów wzbudza zdecydowany sprzeciw i pogłębia i tak już wyraźnie zarysowane nierówności w dostępie do fachowej opieki. 

Płacą i płaczą

W Polsce powszechna jest wszak strategia: „Póki mnie stać – chodzę prywatnie”: do ginekologa, stomatologa, dermatologa, na zabiegi (USG, tomografia). Polacy jeśli tylko mogą, płacą – bo alternatywą jest stanie w kolejkach lub abstrakcyjne terminy „za rok–dwa”. W dodatku kobiety coraz rzadziej decydują się na naturalny poród (a jak wiadomo, w niektórych prywatnych klinikach bywa, że liczba „cesarek” dochodzi do 100 procent).

Ale wszystko wskazuje na to, że w okresie pandemii, zgodnie z popularnym przysłowiem „jak trwoga to do Boga”, ten sam schemat zaczyna działać w przypadku szpitali prywatnych. Karolina Kowalska na łamach „Rz” pisze zdecydowanie: one rejterują. I podaje przykład czterech pacjentów onkologicznych z prywatnej placówki, odesłanych w bardzo złym stanie do Wojskowego Instytutu Medycznego (WIM) w Warszawie. Trafili od razu na OIOM. Dwóch z nich nie żyje.

Tydzień przed tym, jak trafili do WIM, wypisano ich do domów z zaleceniem przestrzegania domowej kwarantanny, ale ich stan w ciągu kilku dni się znacznie pogorszył. Oddział prywatnego szpitala, na którym leżeli, okazał się ogniskiem SARS-Cov-2. To ponoć nie są jedyne przykłady rejterady prywatnych placówek. Mają odsyłać „na państwowe” również pilnych pacjentów ortopedycznych, którym odwołano zaplanowane zabiegi. Lekarze obawiają się, że to samo stanie się z rodzącymi ich dziećmi, gdy okaże się, że pojawią się komplikacje.

Eksperci są jednomyślni: NFZ powinien żądać ciągłości leczenia pacjenta, podpisując kontrakt.

Bayer Full: zakaz wstępu do szpitala

Krowa
© Zdjęcie : Pixabay / Ulrike Leone
Skutki pandemii odczuwają znani pacjenci korzystający z prywatnej służby zdrowia. Lider popularnego zespołu disco polo Sławomir Świerzyński zdradził mediom, że po drugiej operacji biodra jest w nie lada kłopocie: został pozostawiony sam sobie. Wprawdzie nie odesłano go „na państwowe”, ale tu problem jest inny – brak dostępu do rehabilitacji.

– Przerwano mi rehabilitację w szpitalu i nie mam tam prawa wstępu – tłumaczy dziennikarzom. – Wszystkie rehabilitantki wzięły urlopy, żeby opiekować się dziećmi, które nie mogą chodzić do szkoły. Poza tym boją się wirusa.

Wprawdzie lider Bayer Full dostał instrukcje internetowe, jak samodzielnie wykonywać ćwiczenia, jednak to nie zastąpi pracy z profesjonalistą.

– Niestety ja sam tak nie wymasuję swoich bioder i blizny po operacji, jak by to zrobiły one (rehabilitantki – przyp. TD). Mało tego, ja mam tę rehabilitację opłaconą, bo korzystam z usług prywatnego szpitala, a teraz muszę ćwiczyć sam – mówi muzyk.

Zwolennicy prywatyzacji służby zdrowia zdecydowanie powinni poszukać na nią nowej formuły, albo zrewidować podejście, gdy w sytuacji zagrożenia „ucieka” się pod państwowe skrzydła.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Polska walczy z koronawirusem (103)

Zobacz również:

W Polsce ruszyła produkcja testów na koronawirusa
Polska ma szybkie testy na koronawirusa. Dają wynik w 15 minut
Niepokojące prognozy dla Polski: jesienią czeka nas nowa fala zachorowań na koronawirusa
Tagi:
koronawirus, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz