19:57 18 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
6391
Subskrybuj nas na

Bezwzględny ostrzał wszelkiego rodzaju amunicją, przyspieszenie silnika do warunków krytycznych, tysiące marszów i setki strzałów z dział - przed oddaniem do użytku nowe rosyjskie czołgi przechodzą surowe testy.

Jeśli to możliwe, sprzęt wojskowy jest wysyłany do strefy prawdziwych działań wojennych. Ostatnio szef Ministerstwa Przemysłu i Handlu Denis Manturow powiedział, że najnowszy czołg T-14 Armata został przetestowany w Syrii. O trudnych „egzaminach” rosyjskich czołgów - w materiale Sputnika.

Od teorii do praktyki

Sprawdzenie, czy nowy czołg jest zgodny ze specyfikacjami taktycznymi i technicznymi czasami trwa ponad rok. Pojazdy opancerzone są testowane zgodnie z kilkoma państwowymi standardami: w odniesieniu do komponentów, elementów konstrukcyjnych i całego produktu. Testy rozpoczynają się w fabryce - każde przedsiębiorstwo przemysłu obronnego jest zobowiązane do niezależnej kontroli swoich produktów.

Następnie czołg jest wysyłany do testowania państwowego. To jest najciekawsze: pojazdy opancerzone są bombardowane różnymi rodzajami amunicji, przy użyciu wszystkich znanych broni przeciwpancernych, wysadzane w powietrze na minach, obok nich eksplodują bomby powietrzne, pociski artyleryjskie i badane są skutki promieniowania i substancji bakteriologicznych.

Przede wszystkim podczas ostrzału prototypów sprawdzana jest przebijalność pancerza i połączeń spawanych, a także poszczególnych części kadłuba. Kolejnym ważnym etapem jest próba klimatyczna.

„Sprzęt powinien działać w zakresie temperatur od minus 50 do plus 50 stopni Celsjusza” - mówi Wiktor Murachwski, redaktor naczelny czasopisma „Arsenał Otieczestwa”.

W fabrykach są specjalne komory klimatyczne, w których czołg sprawdza się przez długi czas w niskich i wysokich temperaturach.

Maszyny są testowane w różnych regionach kraju - w lodowatej Arktyce i na gorącym południu, gdzie w lecie jest 40-45 stopni. Ponadto silnik, system kierowania ogniem i broń są testowane w górach.

Tysiące kilometrów

Szczególną uwagę zwraca się na wytrzymałość maszyn przy długim ruchu, gdy testuje się nie tylko silnik i przekładnię, ale także elementy sterujące i łączność.

„Trzydniowy ruch w tempie 300-400 kilometrów dziennie wpływa nie tylko na mobilne elementy” - zauważa Murachowski.

„Ważne jest, aby zrozumieć, jak działa system kierowania ogniem, w jakim stanie jest amunicja, jak ogólnie czuje się załoga, czy pozostaje w gotowości bojowej, czy nie. Oznacza to, że testowana jest ergonomia”.

Według byłego szefa Głównej Dyrekcji Pancernej Ministerstwa Obrony generała-pułkownika Siergieja Majewa, w czasach radzieckich czołgi były testowane w całym kraju przez kilka dni.

„Konwoje perspektywicznych pojazdów przejeżdżały od półtora do dwóch tysięcy kilometrów”, wspomina generał.

Do każdego czołgu dołączano specjalistę z instytutu projektowego lub Akademii Sił Pancernych. Oceniali oni wszystkie parametry zapewniające użycie bojowe i skuteczność. Z reguły z takimi operacjami się nie afiszowano - wszystkie czołgi były pod osłoną, to w końcu nowe opracowanie.

Marsze rodzimych czołgów o długości tysięcy kilometrów mają długą historię. Przypomnijmy choćby próby legendarnego „34” w 1940 roku. Dwa eksperymentalne pojazdy własną mocą przejechały od Charkowa do Moskwy i z powrotem. Lider projektu T-34, projektant Michaił Koszkin, osobiście uczestniczył w tym marszu.

Świadomy wybór

Finał programu testowego to tak zwana eksperymentalna wojskowa eksploatacja. Dopiero potem komisja państwowa podpisuje akt, zalecający przyjęcie nowego czołgu do użycia.

„Żołnierze ostatecznie określają niezawodność czołgu, wyciągają wniosek o jego łatwości obsługi lub, przeciwnie, trudności, o możliwościach działania oraz niezbędnych środkach serwisowania i naprawy,” powiedział Murachowski.

W czasach radzieckich nowy T-64, T-72, T-80 weszły do arsenału właśnie w ten sposób. Teraz Ministerstwo Obrony złożyło również zamówienie na czołgi „Armata”, ciężkie pojazdy bojowe piechoty oraz opancerzone pojazdy remontowo-ewakuacyjne.

Niemniej jednak, nawet jeśli czołg został już przyjęty, testy są kontynuowane. Maszyny eksportowe przechodzą osobny etap. Rozpoczynają się testy porównawcze głównych pretendentów na dostawy zagraniczne.

Tak było na przykład z T-80, który Rosja zaoferowała Grecji w latach 90. W przetargu wzięło udział sześć czołgów - z USA, Niemiec, Francji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii i Rosji. Maszyny, według Siergieja Majewa, przeszły bardzo surowe testy, w tym przebieg na dystansie około 2,5 tysiąca kilometrów. Ale Grecja wówczas wybrała sprzęt innego producenta.

Majew podaje inny przykład - sprzedaż czołgu T-90 indyjskim siłom zbrojnym. Indie już dokonały wyboru, ale nadal chciały sprawdzić czołg przed zawarciem umowy.

„Trzy czołgi, w towarzystwie rosyjskich specjalistów, zostały wysłane na pustynię Thar na granicy z Pakistanem na trzy miesiące”, opowiada generał.

„Jednocześnie Hindusi zażądali silnika o mocy 1000 koni mechanicznych, ale mieliśmy tylko 840. Szybko stworzyliśmy silnik B-92, zwiększyliśmy moc, przetestowaliśmy i zainstalowaliśmy w maszynie”.

Próby w Indiach były niezwykle trudne. Ogólnie rzecz biorąc, T-90 pomyślnie ukończył program, tylko jeden czołg się przegrzał.

„Indyjski kierowca celowo go przegrzewał, pomimo powtarzających się ostrzeżeń”, wyjaśnił Majew.

Najwyraźniej powierzono mu to zadanie - doprowadził kilkakrotnie temperaturę płynu chłodzącego do niedopuszczalnych wartości, a silnik, jak to się mówi, zaczął płynąć.

Jednak ten epizod był na rękę rosyjskim ekspertom. Nie zmienili całego silnika, chociaż w magazynie były takie, którymi można było go zastąpić. Zreperowano go bezpośrednio „w terenie” za pomocą prostego zestawu do naprawy. W ciągu zaledwie 15 godzin uszkodzony silnik został zrzucony na ziemię, gumowe uszczelki zostały wymienione i zwrócone. Po czym czołg przejechał kolejne 1500 kilometrów.

„W ten sposób potwierdziliśmy wysoką niezawodność i łatwość naprawy T-90, co było decydującym argumentem dla Hindusów podczas jego użytkowania”, mówi Majew.

Wszystko poznaje się w bitwie

Jednak najlepszym testem każdej broni jest prawdziwa bitwa. ZSRR przetestował wiele nowych urządzeń w Afganistanie. Testowano dziesiątki pojazdów opancerzonych, broni strzeleckiej, samolotów i śmigłowców, sprzętu łączności i rozpoznania radarowego oraz amunicji.

Dziś głównym poligonem do testów rosyjskiej broni jest Syria. Podczas operacji wojskowej przetestowano tam ponad dwieście wzorców nowoczesnej i zmodernizowanej broni. W tym najnowsze morskie i powietrzne pociski manewrujące, amunicję o wysokiej precyzji, systemy lotnicze, systemy obrony powietrznej, środki walki elektronicznej i komunikacyjnej.

W Syrii walczył pojazd wsparcia czołgów „Terminator” zbudowany na bazie głównego czołgu T-90A, myśliwce Su-57 piątej generacji, zmodernizowane śmigłowce Mi-28NM „Nocny Łowca”. Rosyjscy wojskowi wykorzystali w Syrii najnowsze robotyczne środki do rozminowania terenu i bezzałogowe statki powietrzne.

Według Ministerstwa Obrony Rosji, na podstawie tych testów w warunkach działań wojennych, dalszy rozwój i produkcja ponad dziesięciu rodzajów rosyjskiej broni została zatrzymana, a kolejne trzysta wcorców zostało zmodernizowanych.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

National Interest: rosyjski czołg T-95 to „koszmar” dla NATO
Czołg T-14 „Armata” przeszedł testy w Syrii
Tagi:
Syria, Afganistan, przetarg, T-14 Armata, ćwiczenia, testy, armata, sprzęt wojskowy, czołg, broń, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz