13:12 07 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Polska walczy z koronawirusem (103)
0 121
Subskrybuj nas na

W dobie pandemii koronawirusa nasze konsumenckie zachowania ulegają zmianie. Zmienia się wszystko. Nie tylko preferencje, priorytety, ale i forma zakupów. Powodem tych zmian jest i izolacja, i strach przed nadchodzącym kryzysem gospodarczym.

Codzienne zakupy stały się wyzwaniem dla niemal co trzeciego Polaka. W trakcie epidemii do najpotrzebniejszych produktów należą artykuły spożywcze, lekarstwa i te związane z higieną. Na to wydaliśmy w ostatnim czasie najwięcej pieniędzy. Obecnie jednak ta sprzedaż spada chwilowo, bo teraz zjadamy zapasy, które zgromadziliśmy w marcu i zużywamy papier, którego zapasy powinny starczyć nam na cały rok, a może i dłużej.

Sprzedaż ciągle spada

Sprzedaż spadła drastycznie, w szczególności usług wszelakich i korzystanie z dóbr kultury. Bo przecież nie można iść do fryzjera, do kina, teatru, na basen czy na kurs tańca towarzyskiego. Ale spadła też sprzedaż wielu towarów.

W czwartym tygodniu ograniczeń spowodowanych koronawirusem, spadek sprzedaży firm zablokowanych przez pandemię sięgnął 41 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Na przykład samochodów, których produkcja stanowi blisko 8 proc. w PKB Unii Europejskiej, sprzedaje się znacznie mniej. W marcu w Europie wyprodukowano o 1,2 mln samochodów mniej, niż przewidywano.

W całej Europie sprzedaż aut spadła o 55 proc. We Włoszech sprzedaż samochodów spadła w tym miesiącu o 85 proc., we Francji – o 72 proc., a w Hiszpanii o 69 proc. W Niemczech, gdzie najpóźniej wprowadzono restrykcje, sprzedaż spadła o 38 proc. U nas w Polsce mówi się o spadku sprzedaży do końca roku o 20 proc., ale jest to bardzo optymistyczna prognoza. W związku z tym spada sprzedaż paliw. Cena ropy spadała już nawet poniżej zera, bo jej spożycie drastycznie zmalało.

Spada także sprzedaż odzieży. Dla przykładu sprzedaż znanego polskiego producenta obuwia, firmy Wojas spadła w marcu o 34 proc. CCC w I kwartale tego roku odnotowało stratę 340 mln złotych.

Może wzrosła za to sprzedaż kapci? Z domu nie wychodzimy, to i buty nie są nam potrzebne. Za to szybciej zdzieramy kapcie pokonując w nich codziennie kilometry drogi od telewizora do kuchni, do łazienki i z powrotem?

Sprzedaż odzieży spadła z kilku powodów. Po pierwsze, o czym wspomniałem, po co komu nowe ciuchy, jak się siedzi w domu, a po drugie nie każdy jest gotów kupować ubrania przez Internet. Są ludzie, zwłaszcza kobiety, którzy lubią coś przymierzyć, przejrzeć się w lustrze zanim coś kupią i naprawdę w ostateczności dopiero skorzystają z oferty sklepu internetowego.

Co ciekawe, produkcja i sprzedaż dolnej i górnej części garderoby nie spada równomiernie. Znacznie bardziej spada sprzedaż spodni, spódnic, butów niż górnych części ubrania. Według danych z amerykańskiej sieci sprzedaży detalicznej Walmart wzrosła sprzedaż koszul, a spodni spadła.

Skąd się to bierze? Tłumaczy się to tym, że wielu ludzi pracuje w domu i podczas tej pracy biorą udział w różnych spotkaniach na wideokonferencjach. A do tego spodnie nie są potrzebne. Wystarczą majtki, a i one nie są konieczne, bo nikt nie zobaczy, czy je mamy na sobie.

W Rosji sprzedaż koszul damskich od czasu przeniesienia pracowników firm do pracy zdalnej wzrosła o 240 proc., a koszul męskich o 358 proc. Nie inaczej jest zapewne w Polsce, ale trudno dotrzeć do danych na ten temat. Wiadomo natomiast, że wiele małych polskich zakładów krawieckich przestawiło produkcje na szycie maseczek. Te sprzedają się teraz całkiem nieźle. Dochody z tej produkcji nie wystarczają jednak na podstawowe wydatki związane z utrzymaniem firmy.

Coraz bardziej przekonujemy się do zakupów w Internecie

W kwietniu analitycy prognozowali, że spadek sprzedaży detalicznej sięgnie 20%. Ale sprzedaż internetowa jednak wzrosła. I to znacznie. Sytuacja związana z pandemią koronawirusa spowodowała, że sprzedawcy zaczęli otwierać kolejne sklepy internetowe. W czasie domowej izolacji i zamkniętych galerii handlowych Internet jest dla wielu jedyną szansą na sprzedaż. Według danych zebranych na platformie sklepów internetowych Shoper zainteresowanie otwarciem sklepu internetowego, w marcu 2020 wzrosło o połowę w porównaniu z rokiem ubiegłym. Teraz może być jeszcze większe.

Sprzedaż w Internecie zwiększyła się – o 8,3 proc. w stosunku do lutego i o 12,5 proc. w stosunku do marca 2019 roku. Sprzedaż w Internecie wzrosła we wszystkich grupach produktów z wyjątkiem odzieży, przy czym największy wzrost – o 47,4 proc. wobec lutego – dotyczył zakupów internetowych z supermarketów. Ogółem sprzedaż towarów przez Internet stanowi obecnie 22,3 proc. całej sprzedaży detalicznej, mierzonej pod względem wartości, co jest najwyższym odsetkiem w historii.

Nie można wyjść, to chociaż się napijmy?

Wzrosła w nienotowany do tej pory sposób sprzedaż alkoholu, która w pierwszym tygodniu kwietnia zwiększyła się o 26,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Prawdziwe rekordy w tym względzie bije jednak sprzedaż internetowa alkoholu, po który nie chce nam się już wychodzić do sklepu, czy też ze strachu, że zaczepieni przez policję otrzymamy mandat, gdy ta nie uzna, że zgrzewka piwa ma zaspokoić nasze niezbędne potrzeby, które uzasadniały nasze wyjście z domu.

Sprzedaż alkoholu w Internecie wzrosła gigantycznie, bo o 387 proc.! Alkohol to jedyny łatwo dostępny rozweselacz w tych ciężkich czasach. W odrywaniu się od rzeczywistości wychodzą nam na przeciw sieci handlowe. Specjalną ofertę znieczulającą ból istnienia osamotnionych w domach ludzi, przygotowała Biedronka. Prawie na wszystkie wina wprowadziła promocje 2+1. Wystarczy kupić 2 wina, by trzecie otrzymać za darmo!

W ten sposób, małym kosztem, zamiast myśleć o tym, że właśnie pracodawca wręczył nam wypowiedzenie, czy obniżył nam pensję, a jutro nie będzie co do garnka włożyć, możemy przenieść się do świata baśni 1000 i jednej nocy i nie myśleć o złych rzeczach? Gdy już kiedyś ten stan epidemii zniosą, na ulice wyjdą zombie w kapciach i dresach, wprost na terapię uzależnień.

Ludzie nie chcą umierać?

Wydawałoby się, że w dobie śmiertelnej pandemii jedna branża może zacierać ręce i liczyć zyski. To branża pogrzebowa. O dziwo jednak w niej też nie dzieje się dobrze. Mimo codziennych komunikatów o kolejnych ofiarach śmiertelnych zakażeń COVID-19, ludzie chyba tego nie słuchają i na złość przestali umierać?

Przedsiębiorcy pogrzebowi nawołują do powstrzymania się od straszenia zabójczym wirusem. Alarmują, że liczba pogrzebów w niektórych częściach kraju w marcu spadła nawet o 40 proc.! Branży grozi zapaść?

Paradoksalnie spadek liczby pogrzebów, a tym samym zgonów wynika z ograniczonego działania szpitali. Jeśli odwołane są zabiegi planowe, to jest mniej przypadków śmierci na salach operacyjnych. Ze względu na mniejszy ruch drogowy jest mniej tragicznych wypadków – komentuje Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Następnym zjawiskiem wpływającym na zmniejszenie liczby zgonów i spadku obrotów w branży jest, według Czyżaka, fakt, że ludzie teraz rzadziej chodzą do lekarza, a przez to ci przepisują im mniej tabletek, które do tej pory nałogowo łykali i się nimi truli. „Wynika to z ograniczonego dostępu do lekarzy, co z kolei przekłada się na straty w branży” – konkluduje Czyżak.

Trudno to wyjaśnić. Polski przedsiębiorca zawsze narzeka. Każdy, a nie tylko ten pogrzebowy. A to na ZUS, a to na podatki. Zawsze ktoś go okrada. Jak nie pracownicy swoją roszczeniowością to państwo polskie. Gdy wychyli się ze swego mercedesa rzadko powie, że mu się wiedzie, ale raczej – panie, ja do tego interesu tylko dokładam!

Ale fakty są trochę inne. Według danych z Ministerstwa Cyfryzacji przesłanych do GUS w marcu 2020 roku zmarło 36 tys. 557 osób. Różnica w stosunku do poprzedniego roku jest niemal niezauważalna – tylko 213 zgonów więcej. A więc chyba i 213 pogrzebów więcej? To jeszcze nie tragedia, bo w marcu 2018 roku zmarło 40 tys. Polaków, a nie było żadnej epidemii. No chyba, że wbrew lamentom grabarzy, ludzie jednak umierają, tylko nie korzystają z usług zakładów pogrzebowych.

Nowe trendy, nowe branże. Nowe nadzieje?
Powstają też na koronawirusowej fali, całkiem nowe interesy i branże. Nie chodzi tylko o branżę maseczek. Wielu ludzi jest przekonanych, że za epidemię jest odpowiedzialny Bill Gates, który chce nas zaszczepić i zaczipować. Inni się z nich śmieją mówiąc, że to teorie spiskowe, bo dobrze wiedzą, że winne są maszty 5G.

W mojej skrzynce pocztowej znalazłem wczoraj ulotkę jakiejś firmy o nazwie – „5G busters”, czyli „pogromcy 5G”. W ulotce wyjaśniają nam, że od 1 stycznia podniesiono w Polsce normy promieniowania elektromagnetycznego, a to może wywołać u mnie raka i zmniejsza moją odporność oraz podatność na zakażenie wirusem! Oczywiście także tym budzącym dziś największą grozę – COVID-19. A więc 2 metry odstępu i maseczka na twarzy to za mało?

W ulotce obiecano mi, że ustawią mi w domu router Wi-Fi, tak by mnie ono nie zabiło, nie wyjaśniając jednak czemu po jakiś 15 latach używania go jeszcze żyję? Wykonają „profesjonalne pomiary mocy promieniowania radiowego (elektrosmogu) w mieszkaniu”. Zainstalują też „kompleksowy system ochrony przed falami elektromagnetycznymi”. Na koniec w ulotce posłużyli się hasłem, które codziennie słyszę przez okno z przejeżdżającego radiowozu – „Chroń siebie i swoich bliskich!”.

Natychmiast zadzwoniłem do tych pogromców, by poznać szczegóły i koszty, być może obłożenia moich ścian ołowianymi płytami? Tyle ołowiu mogłoby mnie dużo kosztować. 

Zaproponowano mi przeprowadzenie szczegółowych pomiarów, bo na pewno, o czym mogę nie wiedzieć, gdzieś blisko mam już jakiś ukryty maszt 5G. Zaproponowano mi malowanie mieszkania specjalną chroniącą przed promieniowaniem czarną farbą na bazie grafitu, przez którą żaden promień się nie prześlizgnie. Do tego specjalne wykładziny i siatki na okna.

Wiązałoby się to z tym, że nie mógłbym już korzystać z telefonu komórkowego. Zapytałem o samą sypialnię. Jeden pokój to koszt około 10 000 zł. Jest tez tańsza wersja. Podwieszany pod sufitem namiot, kojec taki otoczony specjalną siatką. Tu koszt to jedynie 5000 zł… Czy są chętni? Sadzę, że się tacy znajdą, bo rynek właśnie wyszedł naprzeciw strachom, które siedzą w wielu ludziach i są gotowi zapłacić każde pieniądze za choćby iluzję bezpieczeństwa.

Sytuacja na rynku będzie się zmieniać. Wkrótce ludziom może się skończyć zgromadzony papier toaletowy i ryż. Wtedy wyjdą uzupełnić zapasy. Nastąpi zapowiadane przez władze ożywienie? Powstaną też nowe biznesy, o których przed epidemią filozofom się nie śniło.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Polska walczy z koronawirusem (103)

Zobacz również:

Bezdomni do domu! - wideo
Czy zmierzamy ku dyktaturze?
W Polsce znów skazuje się ludzi za ich poglądy
Poluzowanie postronka – czyli idziemy do parków – wideo
Jak żyć panie premierze?
Wojenne opowieści. Romualda Gościniak: Po ukończeniu 14 lat Niemcy zmuszali nas do pracy – wideo
Tagi:
pieniądze, koronawirus, gospodarka, handel, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz