13:14 07 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
22783
Subskrybuj nas na

Szczęśliwym musi być kraj, którego nominalny kontrwywiad zajmuje się wszystkim, tylko nie realnym zabezpieczeniem Polski przed działaniami obcych agentur.

Po co to wszystko?

Ustawa o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wymienia cały szereg działań, którymi ta służba winna się zajmować, działań o charakterze przede wszystkim kontrwywiadowczym (czyli np. ochroną informacji niejawnych), ale też znajdziemy w niej wyróżnione kompetencje takie jak: walka z korupcją, handlem bronią, handlem ludźmi itp. Jest to zresztą przekleństwo Rzeczypospolitej, że niejasne są zadania jakie stoją przed całą gamą służb specjalnych. Doprawdy nie wiadomo jaki ma sens dublowanie np. wspomnianej walki z korupcją, którą może zajmować się tak Policja, ABW jak i specjalnie do tego wyodrębnione CBA.

W Polsce służby specjalnie skazywane są na konkurencję, zamiast mieć jasno wyznaczone obszary pracy i zachowywać jednolitość działań państwowych.

Nie wpływa to na fakt, że istotnie każde szanujące się państwo posiada własny kontrwywiad. Nie w każdym jednak państwie działa on tak jak u nas. W Polsce ery Prawa i Sprawiedliwości służba ta narażona jest na brak wiarygodności choćby przez samą osobę Ministra Koordynatora Mariusza Kamińskiego, który został nieprawomocnie skazany na karę bezwzględnego więzienia za… nadużycia przy prowadzeniu służb specjalnych. Druga instancja nie miała już miejsca, bo ułaskawił go Prezydent RP, Andrzej Duda. To oczywiście zatrzymało bieg sprawy, ale instytucja „ułaskawienia” to nie to samo, co „uniewinnienie”, a wręcz przeciwnie – jeżeli ktoś podlega pod prawo „łaski”, to ten którego wina jest bezsporna. O ile krok głowy państwa pozwolił więc Kamińskiemu sprawować swoją funkcję, o tyle wizerunkowo naraził go co najmniej na utratę powagi.

Mariusz Kamiński to wieloletni współpracownik Jarosława Kaczyńskiego i jeden z najbardziej zaufanych jego ludzi. Ale byłoby nadużyciem akurat jego uznać za sprawcę całego nieszczęścia wprowadzania do ABW amatorszczyzny.

Dla koncesjonowanej opozycji parlamentarnej bohaterami są teraz poprzedni szefowie służb, ale to jeszcze za ich rządów odebrano akredytację dziennikarską Leonidowi Swiridowowi, korespondentowi rosyjskich mediów w Polsce. Niebywałe jest tutaj to, że stało się to bez podania przyczyny.

Ot, po prostu ABW uznała, że „nie powinien przebywać w Polsce” jak to ostatnio wyraził się Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy tej służby.

Sprawa będzie ciągnąć się pewnie latami, bo redaktor Swiridow wykorzystuje do odwołania wszystkie instytucje w tym te unijne. Na finał wciąż więc czekamy.

Kreml – ministerstwo ds. polskich

Mniej więcej od przełomu 2014 i 2015 roku mamy w Polsce wysyp „ekspertów” ds. rosyjskich i inżynierię społeczną polegająca na kilku zabiegach. Po pierwsze tworzy się wrażenie, że interesy Rosji i Polski są nie do pogodzenia.

Zwyczajny dogmat, a z tym jak wiadomo się nie dyskutuje. Niekiedy dany „ekspert” nawet skusi się by to argumentować, ale ponieważ wychodzi to dość żenująco, zazwyczaj pozostaje się przy „stwierdzeniu”, a każdego podważającego je – kwalifikuje się jako „agenta”. Swoją drogą słowo to zrobiło w ostatnich latach zawrotną karierę i nie zazdroszczę agentom ubezpieczeniowym, bo muszą się w tym zawodzie czuć cokolwiek nieswojo.

Po drugie, no właśnie, publicyści antyrosyjskiego obozu w Polsce starają się rozciągnąć definicję „agenta” do granic możliwości, podpinając pod to swoich polemistów, działaczy społecznych czy polityków, którzy nie podzielają ich opinii.

Dowody? Nie trzeba, wystarczy że ktoś pojechał do Rosji, ma rosyjskich znajomych albo prowadzi w Federacji Rosyjskiej interesy.

Brak tu jednak konsekwencji, bo całe to nowoczesne rozumienie „agentury” odnosi się tylko do Rosji. Gdybyśmy bowiem chcieli zastosować podobną interpretację do działań innych krajów, z naciskiem na Niemcy bądź Stany Zjednoczone Ameryki – w krótkim czasie okazałoby się, że polska debata publiczna jest wprost opanowana przez samych szpiegów. Popularne stało się oświadczenie dziennikarzy TVN, którzy uznali się za „niezależnych”, bo należą do… amerykańskiej spółki. Proszę sobie wyobrazić analogiczne oświadczenie ze strony rosyjskich środków masowego przekazu i reakcje establishmentu na takowe.

Po trzecie, aby stworzyć atmosferę paranoi, usilnie pracuje się nad wrażeniem jakoby Polska była głównym tematem i pierwszym przeciwnikiem w Rosji. Zamiennie do słowa „Rosja” używa się terminów typu „Kreml” lub „Moskwa”, ewentualnie przymiotnika „putinowski”, by podkreślić, że nie chodzi o Rosjan jako takich, ale o najwyższe władze Federacji Rosyjskiej, które powołane zostały głównie po to, by nieustannie rywalizować z najjaśniejszą Rzecząpospolitą. I tak oto dowolny wpis na portalu społecznościowym czy artykuł na jakimkolwiek rosyjskim portalu dotyczący Polski jest z góry kwalifikowany jako „działania rosyjskich władz”. Twórcy tego rodzaju tępej narracji nie zdają sobie sprawy, że przypisują tym samym rosyjskiemu państwu absolutną omnipotencję, możliwość decydowania o najdrobniejszych szczegółach, a przecież to nie udało się do tej pory żadnemu imperium.

Nie bardzo też pasuje to do równocześnie kreowanego obrazu Rosji jako państwa będącego w stanie wiecznego kryzysu, które lada moment upadnie, a głodni jego obywatele muszą polować na niedźwiedzie na ulicach Moskwy. Ale kto powiedział, że propaganda musi być mądra?

Silni – zwarci – gotowi

Hasło z międzytytułu brzmi w Polsce ironicznie, bo tak właśnie prężyli muskuły sanacyjni przywódcy, którzy we wrześniu 1939 uciekli do Rumunii pozostawiając Polaków na łasce i niełasce niemieckich agresorów, ale w takich wyżej opisanych warunkach działa właśnie polski kontrwywiad i nie tylko temu ulega, ale też co jakiś czas stara się uwiarygadniać swoje działania i podsycać antyrosyjskie nastroje – byle zaspokoić oczekiwania „opinii publicznej” kreowanej przez powiązane z zachodnimi centrami dezinformacji środki masowego przekazu, mające w Polsce właściwie monopol na „jedyne słuszne” interpretacje wydarzeń w kraju i na świecie. To w tym należy upatrywać wściekłych ataków na Sputnik Polska – atak na konkurencję.

To właśnie ABW zajmowała się anulowaniem prawa do pobytu kolejnych Rosjan w Polsce, których wprost oskarżano o „kwestionowanie polskiej polityki historycznej i zastępowanie jej narracją rosyjską” co samo w sobie zawiera przecież stwierdzenie iż historia nie może być przedmiotem debaty i dyskusji, ale organy państwa przypisują sobie prawo do decyzji o tym jak ją przedstawiać. Szkoda tylko, że nie ma tego w ustawie o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Jeszcze większą kompromitacją było przecież niemal trzyletnie aresztowanie Mateusza Piskorskiego. Były poseł oczerniany był przez różne szczekaczki jako „rosyjski szpieg”, a w końcu gdy prokuratura „pochwaliła się” aktem oskarżenia, okazało się, że jego główną przewiną miało być „wpływanie na opinię publiczną”.

Mateusz Piskorski
© East News / Anna Abako
Warto dodać, że Piskorski wychodząc z aresztu za kaucją został więc pierwszym szpiegiem w historii, który w takim trybie wyszedł na wolność. W każdym razie – czego również nie ma w ustawie o ABW – kontrwywiad przyznał sobie tym samym prawo do decydowania o tym kto może w Polsce kształtować postawy społeczne.

Mimo kolejnych kompromitacji, które przecież narażają na szwank dobre imię Rzeczypospolitej, ABW zdaje się kontynuować tę politykę. Niepodpisany z nazwiska „Rzecznik Ministra Koordynatora Służb Specjalnych” publikuje cała masę zrzutów ekranu z rosyjskich stron internetowych opisując je po kolei jako „wojnę informacyjną”. Znajdują się tam zresztą różne newsy, czasem faktycznie niemądre, ale czy autor dysponuje jakimikolwiek dowodami na to, że to działania inspirowane przez władze Federacji Rosyjskiej? A przecież tam nawet padają stwierdzenia co do tego co było „celem” konkretnych działań. Skąd ta wiedza?

Konkluzja jest prosta, choć przerażająca, ABW przyznaje sobie wyłączne prawo do decyzji o tym co jest elementem „wojny hybrydowej” bez żadnych dowodów, a tylko na podstawie własnych przypuszczeń, a na tej podstawie niszczy życie kolejnym ludziom.

Czy ktokolwiek jest w stanie to zatrzymać?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Mateusz Piskorski dla Sputnika: Zawsze mówię to, co uważam za słuszne
Agent Tomek miał włoską knajpę. Działała tylko rok
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Trump broni „rosyjskich agentów”
ETPC przyjął pozew Swiridowa przeciwko polskim władzom
Polski wywiad „werbuje agentów” na targach pracy
Krym: zatrzymano agentów ukraińskiego wywiadu. Przygotowywali zamachy
Tagi:
rusofobia, polityka, Mateusz Piskorski, Leonid Swiridow, PiS, Jarosław Kaczyński, Władimir Putin, Putin, Kreml, agenci zagraniczni, zagraniczny agent, agent, agenci, Polska, ABW
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz