Piszą dla nas
Krótki link
Autor
425
Subskrybuj nas na

Jeszcze do niedawna ekonomiści wieszczyli, że w dobie koronawirusa ceny lokali znacznie się obniżą. Jednak okazuje się, że zamiast spadać, wciąż rosną, a o kredyt coraz trudniej, bo banki zaostrzają kryteria przyznawania kredytów na własne M.

Mieszkania wciąż drożeją: wprawdzie nie tak dynamicznie jak przed pandemią, ale jednak.

– Nowe lokale w Gdańsku, Krakowie i Łodzi w kwietniu podrożały ofertowo o około 2 procent w stosunku do marca. Nieco wolniej, bo o ułamek procenta stawki za mkw. wzrosły w Warszawie i Poznaniu. Jedyną lokalizacją z sześciu głównych rynków kraju, gdzie zanotowano spadki, był Wrocław z obniżką o dokładnie 1 procent. W sumie jednak jednomiesięczne zmiany na plus okazały się ponownie istotne – stwierdził Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. To on przygotował dla money.pl raport dotyczący średnich cen zakupu mieszkań w największych polskich miastach. Wszędzie, poza Wrocławiem, zapłacimy dziś więcej.

Raport bazuje na cenach ofert (nie uwzględnia negocjacji i tego, jak bardzo deweloperzy są w stanie zejść z cen, ale umówmy się – cenę można stargować w ograniczonym zakresie).

W stolicy metr kwadratowy kosztuje już średnio powyżej 10 tys. złotych, a dokładniej 10 583 złote. To o 0,8 proc. więcej niż przed miesiącem. Najczęściej wybieranym metrażem w Warszawie jest 60-62 m2. Za takie mieszkanie w stanie deweloperskim zapłacić trzeba zatem około 657 tys. zł – ponad pół miliona! Inne miasta, takie jak Gdańsk, Łódź czy Kraków, odnotowały nawet większe wzrosty cen niż stołeczne 0,8 procenta.

Jest i dobra wiadomość: według analityków ceny mieszkań rosną jeszcze niejako z rozpędu, ale wkrótce powinny się ustabilizować.

A o kredyty hipoteczne coraz trudniej. Banki już niechętnie stawiają na uruchomienie kredytu z zaledwie 10 proc. wkładu własnego. Obecnie na rynku takie kredyty oferują jedynie Santander, Alior Bank, Bank Millennium, Credit Agricole i mBank (od 3 lat jest to niezgodne z rekomendacjami KNF, która zaleca 20 procent ale dopuszcza opcję z 10-procentowym wkładem przy dodatkowym ubezpieczeniu kredytu).

PKO BP dotąd dopuszczało zabezpieczenie w wysokości 10 proc. ale teraz wymaga 20 proc. Pekao Bank Hipoteczny podniósł próg z 10 do 20 proc. ING Bank Śląski zaś z 20 na 30 proc. Bank Ochrony Środowiska to absolutny rekordzista: podniósł wysokość wkładu z 30 na 40 proc. Jednak okazało się to warunkiem zaporowym na tyle, że – według informacji Business Insidera, BOŚ już zrezygnował z tych obostrzeń.

Jednak 20 i 30 procent wkładu raczej już z nami zostanie. Z najnowszej kwartalnej ankiety NBP wynika, że banki przygotowują dalsze zaostrzanie polityki kredytowej.

Na szczęście aby podpisać umowę kredytową nie trzeba przynieść bankowi w walizce kilkudziesięciu tysięcy złotych – wkład własny, o czym nie wszyscy wiedzą – to nie tylko gotówka. Jak podaje direct.money.pl, wkładem własnym może być też działka, na której powstanie nieruchomość, materiały na budowę domu, zaliczka dla dewelopera po odpowiednim udokumentowaniu, premie gwarancyjne z książeczki mieszkaniowej czy oszczędności zgromadzone na IKE, IKZE lub PPK.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Dlaczego życie w mieszkaniu jest niebezpieczne?
„Lepiej niż za Gierka”. Raport o budowie mieszkań w Polsce
Łódzka tragedia: zlicytowano ich mieszkanie. Poszło za grosze – wideo
Tagi:
nieruchomości, mieszkanie
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz