Piszą dla nas
Krótki link
Autor
431
Subskrybuj nas na

Od 18 maja działają już salony piękności. Co się zmieniło w ich funkcjonowaniu?

Klienci i klientki ruszyli do fryzjerów oraz na manicure. Ja sama, kiedy tylko dostałam powiadomienie, że mój ulubiony salon otwiera się od 18 maja, chwyciłam za telefon i zarezerwowałam sobie termin.

Siedząc już na fotelu, z rozmowy z ekipą dowiedziałam się wielu ciekawostek, których nie da się znaleźć w prasie. Do fryzjerów, jak się okazuje, ruszyły nie tylko panie, ale głównie panowie. Nie każdy bowiem czuł się na siłach sam chwycić za nożyczki i wystylizować sobie fryzurę, jak zrobił to minister Szumowski (przyznał się do tego podczas jednej z wideokonferencji). Polki starały się radzić sobie same podczas pandemii. Wiele z nich samodzielnie nakładało sobie na włosy farby ze sklepów i drogerii (o ile w przypadku brunetek jest to dosyć bezpieczne, to już dla blondynek było to o wiele większe wyzwanie – prawdopodobieństwo, że kolor wyjdzie nie taki jak planowałyśmy, znacznie wzrasta w przypadku rozjaśniania. To tak naprawdę ruletka. Blondynki często mierzą się też z niechcianym efektem „żółtych włosów”. Nie każda z pań wie, jak go zneutralizować. Są wprawdzie przeznaczone do tego specjalne „fioletowe” płukanki i szampony, ale zawsze lepiej oddać się w ręce profesjonalistów).

Niedźwiedź
© Sputnik . Максим Блинов
Salony nie powinny dopuszczać do sytuacji, by obsługiwana była więcej niż jedna osoba jednocześnie, do tego powinien oferować odpowiednie zabezpieczenia (na przykład płyn do dezynfekcji – w salonie, który odwiedziłam, płyn był dostępny w specjalnym bezdotykowym zbiorniczku). Wodę podaje się na życzenie w małych buteleczkach. Maseczki to oczywiście standard. W salonie nie działa poczekalnia, nie da się wejść „z ulicy”. Klienci przychodzą bezpośrednio na umówioną wcześniej telefonicznie godzinę. Nie powinno się używać telefonu, o czym informują powieszone na drzwiach plakaty.

Pod względem płci rozkłada się pół na pół: panowie zdają się jednak bardziej zdeterminowani. W ich przypadku efekty niestrzyżenia przez dwa miesiące są widoczne gołym okiem.

Test na obecność koronawirusa
© Sputnik . Denis Abramov
Jeśli mamy nawyk, aby pamiętać o pielęgnacji włosów – nakładać maski, mgiełki, odżywki, to ten dwumiesięczny detoks wcale nie musiał włosom zaszkodzić, nawet pomimo pozostawania w domu. U niektórych pań włosy wręcz odpoczęły od codziennego układania i stylizowania do pracy za pomocą lakierów i pianek. Co ciekawe, włosom, zwłaszcza cieńszym, wcale nie służy codzienne mycie. Wypada też pamiętać, aby pod koniec mycia do ostatniego spłukiwania użyć chłodniejszej wody (by zamknąć łuski włosów). Podobnie jest z suszeniem. Najlepiej w ogóle nie używać suszarki, jeśli nie musimy, ale jeśli już – ustawmy nawiew powietrza na „chłodne”, przynajmniej na koniec suszenia (ten sam mechanizm co przy spłukiwaniu). To błędy, które Polki popełniają bardzo często. Podobnie jak nietrzymanie się czasu wskazanego na opakowaniach farb czy odżywek. Panie nakładają je na włosy i nie nastawiają stopera, ale liczą „na oko”.

Jeśli chodzi o manicure, stanowisko przedzielone jest ścianką pleksi, a jeśli w salonie znajduje się więcej niż jedno, również oddziela je od siebie plastikowa ścianka, tak, aby zachować bezpieczną odległość. Stałe klientki zjawiły się natychmiast po otwarciu, ale te, które bywały „na paznokciach” okazjonalnie, nie ruszyły gremialnie do salonów. Wiele kobiet w internecie chwaliło się zakupem lampy UV i lakierów hybrydowych. Najprostszy manicure tego rodzaju da się oczywiście wykonać w domu, choć wymaga on sporej precyzji. Aby wykonać bardziej skomplikowany manicure, z naklejkami, wzorkami, trzeba już mieć do tego przygotowanie.

Najczęstsze błędy, jakie popełniają kobiety wykonujące hybrydę samodzielnie według manicurzystek? To oczywiście zbyt grube warstwy lakierów i topu, przez co manicure nie trzyma się płytki.

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy salon miał tyle szczęścia – ten, w którym byłam podczas pandemii nie tylko nie upadł, ale wręcz przeszedł lifting. Natomiast oficjalne statystyki Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego mówią, że do salonów wróciło mniej więcej 50-60 proc. klientów, zaś kalendarze fryzjerów wypełnione są na 2 tygodnie do przodu (od siebie dodam, iż najchętniej rezerwowane są godziny popołudniowe i wieczorne). Niestety, jak podawał na początku maja Forbes, tylko sześć na dziesięć salonów fryzjerskich w Polsce ma odłożone środki finansowe jedynie na miesiąc działalności.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Nie chcę głodować”. Jak działa fryzjerskie podziemie
Kolejny etap luzowania ograniczeń. Czas na fryzjera, kosmetyczkę i restauracje
Fryzjerzy i kosmetyczki wracają do pracy: III etap poluzowania obostrzeń w toku
Tagi:
Polska, koronawirus, epidemia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz