18:29 10 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Protesty po śmierci George'a Floyda (76)
5261
Subskrybuj nas na

Masowe zamieszki w USA prowokuje Moskwa, a demonstranci atakują posterunki policji, ściśle przestrzegając „rosyjskiej metodyki”. Takie zarzuty wysunęła była doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice. Zamiast dowodów zasugerowała, by zdać się na jej doświadczenie i intuicję.

Od protestów po grabieże

Centra handlowe w Los Angeles podlegają kwarantannie. Władze Kalifornii planowały ich otwarcie w czerwcu. Ale pierwsi zrobili to rabusie. Teraz drzwi i witryny luksusowych butików są rozbite, wszystko splądrowano. Uczestnicy zamieszek wynosili urządzenia gospodarstwa domowego, ubrania, meble, a nawet żywność. Helikoptery policyjne próbowały powstrzymać wybryki, zrzucając wodę. Ale to nie ochłodziło zapału tłumu.

Protesty, które wybuchły po śmierci Afroamerykanina George’a Floyda podczas policyjnego zatrzymania, w ślad za Minneapolis ogarnęły Waszyngton, San Francisco, Portland, Miami, Indianapolis, Filadelfię i Atlantę. Derek Chauvin, bezpośrednio odpowiedzialny za tragiczny incydent, został zdegradowany, prowadzone jest dochodzenie w jego sprawie. Ale demonstranci żądają nie tylko kary dla stróża prawa, lecz położenia kresu systemowemu rasizmowi w Stanach Zjednoczonych. „Nie ma sprawiedliwości - nie ma pokoju! Nie dla samowoli policji!” - krzyczą demonstranci.

Wielu z nich trzyma transparenty z ostatnimi słowami Floyda: „Nie mogę oddychać”. Setki ludzi położyły się na asfalcie i powtórzyły to zdanie. Ale pokojowe akcje szybko przerodziły się w starcia, a następnie w zamieszki i grabieże.

W dużych miastach wprowadzono godzinę policyjną - to nie pomogło. W Waszyngtonie protestujący otoczyli Biały Dom i próbowali włamać się do środka. W Nowym Jorku tłum obrzucił kamieniami i spalił dwadzieścia radiowozów. W Portland uczestnicy zamieszek podpalili budynek sądu.

„Zamieszki zagrażają społeczeństwu obywatelskiemu i budzą strach”

Początkowo wielu w Stanach Zjednoczonych sympatyzowało z demonstrantami. Lokalne władze starały się nie reagować na prowokatorów, wzywały policję, aby nie używała siły. Ale kiedy na funkcjonariuszy organów ścigania poleciały koktajle Mołotowa, nie mogli już tego dłużej tolerować.

Gubernator Minnesoty wprowadził do stanu Gwardię Narodową, Los Angeles również skorzystało z pomocy wojska. W ruch poszły gaz łzawiący i gumowe pociski.

© Sputnik .
„Poczułem na twarzy strumień gazu pieprzowego”: Rosyjski dziennikarz w USA ucierpiał z rąk policji
To, co dzieje się w Minneapolis, nie jest już związane ze śmiercią Floyda. Zamieszki zagrażają społeczeństwu obywatelskiemu i budzą strach w naszym mieście, ingerują w jego życie - wyjaśnił gubernator Tim Waltz.

Donald Trump zareagował jeszcze ostrzej. Prezydent przyznał, że śmierć Floyda była „tragedią, która wywołała u Amerykanów przerażenie, żal i gniew”. Skrytykował jednak władze stanów, które nie poskromiły na czas tłumu.

Nazwał protestujących „bandytami”, wyraził zgodę na użycie siły. A radykalne lewicowe grupy oskarżył o podżeganie i wezwał do ich rozwiązania.

W niedzielę służba bezpieczeństwa wysłała Trumpa do podziemnego bunkra Białego Domu. Mógł wyjść z niego dopiero wtedy, gdy minęło zagrożenie.

Rosyjski ślad

Dość szybko w zamieszkach „odkryto” rosyjski ślad. „W ostatniej kampanii wyborczej Rosjanie okazali się czarnymi aktywistami. Nie wykluczam, że biorą udział również w zamieszkach” - powiedział na antenie CNN burmistrz Nowego Orleanu Mark Morial. Burmistrz przemilczał wieloletnie dochodzenie, które nie ujawniło ingerencji Moskwy w wybory w 2016 roku.

Po kilku dniach sztafetę przejęła Susan Rice, była doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego administracji Baracka Obamy. W CNN zasugerowała, że ​​protestujący działali zgodnie z „rosyjską metodyką”.

Są pokojowi demonstranci. Oni protestują przeciwko niesprawiedliwości i nierówności. Ale są też prowokatorzy, którzy próbują przechwycić program protestów. Doświadczenie mówi mi, że działają bezpośrednio zgodnie z rosyjskim zbiorem schematów taktycznych - powiedziała Rice.

Przechodząc do poszukiwania „rosyjskiego śladu”, amerykańskie media przypomniały o kolejnym oskarżeniu pod adresem Moskwy. Kilka lat temu Waszyngton twierdził, że rosyjscy hakerzy wspierają ruch Black Lives Matter. Jego działacze również występowali przeciwko samowoli policji.

Dyskusje o „rosyjskim śladzie” skrytykował Trump. Prezydent zasugerował, że CNN robi to w pogoni za rankingami.

Moskwa również tego nie przemilczała. Rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow zaznaczył, że Rosja „nigdy nie ingerowała w amerykańskie sprawy i nie zamierza teraz ingerować”.

Polaryzacja Ameryki

Amerykańskie społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane. Właśnie tym Dmitrij Susłow, zastępca dyrektora Centrum Kompleksowych Studiów Europejskich i Międzynarodowych Wyższej Szkoły Ekonomicznej, tłumaczy masowy charakter protestów. Chodzi o podział wartości, który nasilił się wraz z przejęciem władzy przez Donalda Trumpa.

Część Amerykanów wyznaje liberalne wartości, część - konserwatywne. Są zwolennicy emigracji, ale wielu popiera budowę muru na granicy z Meksykiem. Dodajmy konflikt między globalistami a protekcjonistami. Minneapolis przypomniał także o problemie rasowym. Tygiel zadziałał w stosunku do białej ludności, ale ludność afroamerykańska nie była w stanie stać się pełnoprawną częścią społeczeństwa - wyjaśnia Sputnikowi Susłow.

Pandemia koronawirusa, zdaniem eksperta, podkreśliła wrażliwość Afroamerykanów. „Śmiertelność z powodu infekcji wśród afroamerykańskiej populacji jest znacznie wyższa. Najprawdopodobniej jest to konsekwencja ograniczonego dostępu do służby medycznej. Afroamerykanie nie mogą sobie pozwolić na drogie leczenie z powodu niższych dochodów w porównaniu do białych” - mówi Susłow.

Nowe sankcje

Politolog przypisuje poszukiwanie „rosyjskiego śladu” niechęci władz do uznania wewnętrznych sprzeczności.

„Amerykańska elita uważa, że ​​społeczeństwo jest zdrowe. Wszystko psują Trump i Rosjanie. Jeśli usuniesz Trumpa i wyeliminujesz «rosyjski ślad», kraj wróci do normy. Ale zamieszki w miastach pokazują, że tej normy już od dawna nie ma. Nikt nie uznaje potrzeby poważnych reform” - rozważa Susłow.

Politolog uważa, że ​​przemówienie Rice musi być zgodne z kampanią wyborczą. „Możemy założyć, że była urzędniczka planuje dołączyć do zespołu Joe’a Bidena, jeśli on zostanie kolejnym prezydentem. A oskarżenia pod adresem Moskwy są kontynuacją presji Demokratów na Trumpa, który rzekomo działa wspólnie z Kremlem” - wskazuje ekspert.

Susłow nie wyklucza, że ​​zwycięstwo Bidena będzie początkiem kolejnej „rosyjskiej sprawy”. „Amerykanie natychmiast oskarżyli Moskwę o zamiar wpłynięcia na wybory. Teraz te podejrzenia nasiliły się. Demokraci w Kongresie mogą zaproponować sankcje za zamieszki w Minneapolis. Co więcej, Biden jest w stanie oskarżyć Moskwę o próbę zniszczenia amerykańskiego społeczeństwa i może zrobić z tego jedną z tez wyborczych” - przewiduje politolog.

Ale poszukiwanie zewnętrznego wroga, zdaniem eksperta, nie wróży dobrze ani rosyjsko-amerykańskim stosunkom, ani systemowi bezpieczeństwa międzynarodowego. Co więcej, próba użycia zwykłych stereotypów ideologicznych jest niebezpieczna dla samej Ameryki: w końcu protesty są prawdziwe, jak i problemy, które wywołały burzę. A aluzjami dotyczącymi rosyjskiego śladu niczego się nie rozwiąże.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Protesty po śmierci George'a Floyda (76)

Zobacz również:

„Maszyna fejkowych wiadomości”. Rosja odpowiada na zarzuty o „maczanie palców” w zamieszkach w USA
Tagi:
zamieszki, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz