12:05 07 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
4313
Subskrybuj nas na

Ułaskawienie Jana Śpiewaka przez urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę to tylko objaw marnej jakości teatru, który przyzwyczailiśmy się nazywać polityką. Nie należy mieć nadziei, że w przyszłości będzie to cokolwiek oznaczać.

Piosenka o reprywatyzacji

Sprawa tzw. reprywatyzacji nieruchomości w Warszawie nie jest nowa, ale szczególnie tutaj budzi kontrowersje. Mówimy bowiem o mieście, które w erę powojenną wchodziło jako absolutna ruina. Historycy są zgodni co do tego, że zniszczeniu uległo ok. ¾ zabudowy miasta. Tej samej zabudowy, którą wysiłkiem kilku pokoleń w Polsce Ludowej zrekonstruowano i przekazano na użytkowanie mieszkańcom, zgodnie zresztą z ich interesem. To temu służył demonizowany dziś „dekret Bieruta”, który ma być straszakiem na wszystkich negujących „święte prawo własności”. Bez tego rodzaju prawa nie byłoby jednak możliwości przywrócić Warszawy do stanu używalności.

Samo więc pojęcie „reprywatyzacji” jest już kłamstwem. Mówimy o przekazaniu w prywatne ręce majątków i odszkodowań (sic!) za mienie, które zostało w PRL postawione ze środków publicznych na nowo. Przedwojenni właściciele i ich spadkobiercy zwracali się więc nie o żaden „zwrot”, ale o „dar” na podstawie mętnie rozumianej sprawiedliwości dziejowej. I zupełnie wbrew interesowi mieszkańców.

Czerowna Gwiazda na Kremlu
© Sputnik . Ilja Pitalew
Kolejne kamienice zagarniane w ten sposób składały się na ogólny spadek zasobów komunalnych Warszawy, a to przy rosnącym popycie na przestrzeń mieszkaniową w stolicy oznaczało tylko wzrost cen, zarówno samych nieruchomości jak i ich wynajmu. Porównajmy to z Wiedniem, gdzie mieszkań w dyspozycji miasta jest pełno i koszt najmu jest po uwzględnieniu zarobków około 4 razy mniejszy. Za cały ten szwindel płacą więc właściwie wszyscy w tym stolicy, również piszący te słowa.

Dla porządku dodajmy też, że w proceder umoczone są wszystkie władze Warszawy w czasach III Rzeczypospolitej. Całe prawodawstwo skonstruowane było w taki sposób, by w rękach samorządowców pozostawić jak największy stopień decyzyjności. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że to raj dla korupcji i kolejnych przekrętów. To co z tematem stało się w ostatnich latach to tylko przekroczenie masy krytycznej, ale przez dziesięciolecia nikt nie pytał o zasadność „roszczeń” i praktycznej likwidacji stanu posiadania miasta stołecznego.

Śpiewak tańczy na scenie

Jan Śpiewak na arenę „walki o sprawiedliwość” wkroczył stosunkowo późno. Jest synem prof. Pawła Śpiewaka, działacza NSZZ Solidarność w latach PRL oraz posła na Sejm V kadencji z ramienia Platformy Obywatelskiej. Wybitnego badacza polskiej i zagranicznej myśli politycznej. Wspomniany Jan przez długie lata był w kręgu establishmentu duopolu PO-PiS. W 2006 pracował w sztabie wyborczym Hanny Gronkiewicz-Waltz, a w 2010 u Czesława Bieleckiego z PiS. Tzw. reprywatyzacja szalała wtedy w najlepsze.

Oczywiście Jan Śpiewak po latach obserwacji procederu mógł się po prostu nawrócić i nie można mu prawa do zmiany poglądów odmawiać. Nie jest to jednak Piotr Ikonowicz, który o prawa lokatorskie walczy nieugięcie od wielu lat, a jednak „symbolem” został nie on.

Pałac prezydencki w Warszawie
© Sputnik . Igor Zarembo
Śpiewak przy krytyce mafii reprywatyzacyjnej pozwolił sobie napisać tekst, który uraził córkę byłego ministra Ćwiąkalskiego, prawniczkę oczywiście, która miała reprezentować „odzyskiwaczy majątków”. Poczuła się urażona i złożyła przeciw Śpiewakowi pozew. Zagranie z punktu widzenia PR idiotyczne, bo dzięki temu kwestia napisana przez autora tekstu była powtórzona jakoś z tysiąc razy częściej, niż gdyby Bogusława Górnikowska przeszła nad tym do porządku dziennego. Proces jednak wygrała, a Śpiewak został skazany. Skazany zwrócił się o ułaskawienie do Prezydenta Dudy, a ten postanowił je po cichu zastosować. I tak oto do rodziny Śpiewaków „wielka polityka” wróciła z hukiem.

W trwającym sporze politycznym Śpiewak został więc zakwalifikowany przez liberałów do obozu Andrzeja Dudy i PiS. Wielkopańskie snoby są bowiem zdania, że przyjmowanie czegokolwiek od rządzących jest niemoralne. Dodatkową pułapkę stanowi też trwający spór wokół sądownictwa i zamachu partii Kaczyńskiego na jego kształt. Śpiewak został skazany przez sąd niekaczyński, więc wg liberałów wyrok jest słuszny. Dla Prezydenta Dudy odwrotnie. Choć za rządów nieżyjącego już (a przecież dla PiSu legendarnego!) Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, proces reprywatyzacyjny również miał miejsce, to jednak rządzący starają się odgrywać rolę „obrońców lokatorów”. O dość obrzydliwych aspektach tego rodzaju działań mogliśmy się dowiedzieć przed paroma dniami z reportażu na jednym z popularnych portali informacyjnych.

A koncert trwa w najlepsze...

Wszystko to jest jednak tylko polityką. Ani mafia reprywatyzacyjna, ani mniej lub bardziej wiarygodni obrońcy lokatorów, nie są w stanie wydobyć z siebie postulatu renacjonalizacji zasobów mieszkaniowych w Warszawie czy innych miastach. Złamałoby to bowiem mit, którego są dysponentami, czyli mit wspaniałej Solidarności zaprowadzającej wolność w „umęczonym najstraszniejszą komuną” kraju. Świętej własności prywatnej, którą komuniści i/lub Rosjanie „zabrali wszystkim Polakom”, żyjącym przecież w II RP w przepychu. Pogoni za Zachodem, w imię której państwo polskie przez lata pozbawiało się nawet strategicznej własności narodowej, bo przecież tak „doradzono” w amerykańskiej ambasadzie.

Cały problem polega bowiem na tym, że walkę o „pamięć zbiorową” wygrał w Polsce obóz postsolidarności, który chwilę potem podzielił się na dręczący ten kraj od prawie 15 lat obóz PO-PiS. Spory, które te partie między sobą prowadzą są może i realne i wywołują emocje, ale w gruncie rzeczy sprowadzają się do tego kto jest bardziej z Solidarności, a kto bardziej z ZOMO; kto jest bardziej zachodni, a kto jest rosyjską onucą i czy bardziej należy wysługiwać się Niemcom czy Stanom Zjednoczonym. Spory te nie są w stanie jednak podważyć mitów założycielskich III RP, a więc nie są też żadną alternatywną propozycją wobec status quo.

Jan Śpiewak nie jest tu ani bohaterem ani czarną owcą. Jest mentalnym dzieckiem Solidarności i jego wyobrażenie o Polsce w pełni to oddaje. Opór Śpiewaka jest oporem nie przeciwko reprywatyzacji, a przeciwko jej oburzającym skutkom. To wciąż żywy duch Jacka Kuronia, który potrafił lamentować nad ludźmi upokorzonymi balcerowiczowską antyterapią, ale który sam te pomysły żyrował i opowiadał, że nie ma dla nich alternatywy.

Kapitalizm jako system potrzebuje takich zawodowych „naprawiaczy” jego ubocznych efektów. Zbiórek Jurka Owsiaka, datków Dominiki Kulczyk i jęków Śpiewaka również. Dopóki nie stoją one w kontrze do systemu – dopóty są mu bardzo użyteczne, także do bieżącego politycznego teatru.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Warszawa: Moje boje z reprywatyzacją
TVP oskarża celebrytów: kupili mieszkania po reprywatyzacji
Duda ułaskawił Śpiewaka. Chodzi o aferę reprywatyzacyjną
Tagi:
mieszkanie, procesja, reprywatyzacja, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz