12:33 30 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
7490
Subskrybuj nas na

W kontekście oświadczeń komisarza spraw zagranicznych Komisji Europejskiej Josepa Borrella o tym, że na świecie rozpoczął się „wiek azjatycki” po „amerykańskim”, można oczekiwać, że Waszyngton będzie próbował zwiększyć presję na Brukselę.

Takie założenie o kolejnych działaniach Waszyngtonu może być dokonane choćby na podstawie doświadczeń historycznych z ostatnich 15-20 lat, ktróre wskazują, że każda próba polityków europejskich (i nie tylko europejskich) poczuć smak wolności i wybiec poza geopolityczne granice, starannie ułożone przez dyplomatów Departament Stanu i innych wysłanników amerykańskiego „głębokiego państwa”, kończyła się ostrą zemstą przy użyciu nacisków dyplomatycznych, sankcji, a w razie potrzeby nawet technologii „kolorowych rewolucji”.

W związku z tym oświadczenie, że Unia Europejska nie będzie młodszym sojusznikiem USA w walce z Chinami, co jest oczywistym i głównym zadaniem geopolitycznym Stanów Zjednoczonych przez co najmniej następną dekadę, nie mogło pozostać bezkarne. Co więcej, Unia Europejska złożyła również wniosek o niezależną politykę zagraniczną w Azji, a nawet zaczęła realliować swoje groźby dotyczące pozbawienia amerykańskich gigantów IT (takich jak Facebook czy Microsoft) możliwości zaangażowania się w optymalizację podatkową w Unii Europejskiej.

Kara rzeczywiście nastąpiła – niedawno amerykańskie media ujawniły plan tej kary, ale istnieje ważny niuans: wielu, w tym amerykańscy, eksperci, słusznie uważa, że działania te prawdopodobnie zwiększą dystans między USA a Unią Europejską, a nawet będą na rękę Rosji.

Sztandar amerykańskich mediów biznesowych „The Wall Street Journal”, w odniesieniu do źródeł własnych i potwierdzeń otrzymanych od wysokich rangą urzędników Pentagonu, informuje o pokazowym ukaraniu Niemiec (jako faktycznego przywódcy Unii Europejskiej) za zachowania antyamerykańskie:

„Prezydent Trump polecił Pentagonowi wycofać tysiące żołnierzy amerykańskich z Niemiec do września, co powinno radykalnie zmienić amerykańską pozycję wojskową w Europie i odzwierciedlić rosnące napięcia między Waszyngtonem a Berlinem w związku z wydatkami na wojsko i innymi kwestiami bezpieczeństwa, podali przedstawiciele rządu USA.

Rozkaz wycofania wojskowych ograniczyłby obecność wojsk amerykańskich w Niemczech o 9,5 tysiąca (z 34,5 tysiąca żołnierzy, którzy tam stale stacjonują). Ograniczy to (maksymalną – red.) liczbę żołnierzy amerykańskich w Niemczech w przyszłości.

Zgodnie z obowiązującą praktyką całkowita liczba personelu wojskowego (Stanów Zjednoczonych w Niemczech – red.) może osiągnąć 52 tysiące, jeśli jednostki będą obecne na zasadzie rotacji i będą brać udział w ćwiczeniach”.

Jeśli podążymy za oficjalną logiką dyskursu politycznego Waszyngtonu, a konkretnie wersją percepcji świata, promowaną przez pewien segment amerykańskiej elity politycznej, do której należy sam Trump, istotą kary jest to, że Niemcy są pozbawieni amerykańskiej ochrony wojskowej. Spadek „poziomu bezpieczeństwa” nie jest całkowity, ale ma charakter demonstracyjny, to znaczy jest konieczny jako dowód, że jeśli Berlin i Bruksela nie chcą płacić dziesiątek lub setek miliardów dolarów rocznie na wsparcie NATO (i w rzeczywistości na rzecz amerykańskiego budżetu wojskowego), to Stany Zjednoczone opuszczą Niemcy, a nawet całą Unię Europejską całkowicie bezbronną wobec rosyjskiej agresji.

W oficjalnym amerykańskim obrazie świata, który głoszą nawet najgorsi wewnętrzni przeciwnicy polityczni, tacy jak CNN i Foxnews, tylko obecność wojsk amerykańskich na ziemi niemieckiej jest rodzajem magicznego uroku, który chroni Berlin przed Moskwą. W związku z tym, jeśli „niewdzięczna Merkel” nie chce płacić, a europejscy dyplomaci nie chcą spieszyć się do chińskich ambasad w Hongkongu w zwartym szyku i z flagą amerykańską w rękach, to wówczas wycofanie około jednej trzeciej amerykańskich żołnierzy z Niemiec jest dowodem gotowości do oddania Niemiec i Unii Europejskiej do zjedzenia głodnemu rosyjskiemu niedźwiedziowi.

Dla nas (jak dla wielu Europejczyków) ta logika wydaje się absurdalna i śmieszna, ale oficjalny dyskurs polityczny i stereotypy propagandowe w pewnym momencie stają się zakładnikami własnych przeszłych sukcesów, a ponieważ ten wizerunek Rosji budowany jest od wielu lat, to powiedzieć teraz coś innego amerykańskiemu społeczeństwu nie jest już możliwe: po prostu nie zrozumie ono tak szybkiej zmiany w obrazie świata.

W konsekwencji przeciwnicy Trumpa krytykują tę decyzję, ale nie z punktu widzenia tego, że pokazuje ona niemożność po prostu „uszczypnięcia” europejskich polityków, tak jak zrobiłby to każdy prezydent, ale z punktu widzenia tego, że ta decyzja jest „prezentem dla Kremla”.

Specjalista telekanału CNN ds. bezpieczeństwa narodowego Jim Sciutto skomentował decyzję o zmniejszeniu obecności wojskowej USA w Niemczech:

Najbardziej bezpośrednim beneficjentem tego jest Rosja.

​Jedyną korzyścią z tej decyzji dla Rosji jest to, że Waszyngton nie jest w stanie skutecznie „naciskać” na Niemcy, co negatywnie wpływa na postrzeganie Stanów Zjednoczonych jako hegemona na świecie.

Mogłoby się wydawać, że zamiast nacisków dyplomatycznych lub wojskowych USA pod prezydentem biznesmenem Trumpem zdecydowały się przejść na presję gospodarczą i sankcję, ale są też z tym trudności. Na przykład z jakiegoś powodu nowy pakiet sankcji wobec Nord Stream 2 nie zawiera sankcji wobec nabywców rosyjskiego gazu, co amerykańskie media i źródła próbowały przestraszyć europejskich i rosyjskich inwestorów.

„The New York Times” donosi o prawdziwej treści nowego pakietu sankcji: „Amerykańscy senatorowie opublikowali w czwartek projekt ustawy o rozszerzeniu sankcji na rosyjski gazociąg Nord Stream 2, mający na celu projekt, który zdaniem Waszyngtonu wzmocni ekonomiczne i polityczne wpływy Moskwy w Niemczech i innych krajach europejskich. (...) Nowy projekt ustawy, zaproponowany przez senatorów – republikanina Teda Cruza i demokratę Jeanne Shahin – sugerują rozszerzenie sankcji drogą włączenia w nie kar finansowych dla stron zaangażowanych w układanie rurociągu oraz stron zapewniających usługi ubezpieczeniowe lub reasekuracyjne dla projektu. Cruz powiedział, że „jasne jest, że ktokolwiek jest związany ze statkami instalującymi rurociąg, spotka się z poważnymi konsekwencjami i natychmiastowymi sankcjami”. Sankcje okazały się raczej nieprzekonujące, choć trzeba przyznać, że nie jest jeszcze za późno na zwiększenie ich agresywności.

Można założyć, że ostatnim argumentem USA w walce o utrzymanie globalnego statusu hegemona byłoby masowe użycie „pomarańczowych technologii” w walce z Chinami i Unią Europejską, nie mówiąc już o Rosji. Takie próby rzeczywiście są, ale nie zaobserwowano żadnych nowych sukcesów, ale amerykańskie elity już wyraźnie używają „kolorowych technologii” do walki między sobą i są duże szanse, że po zakończeniu tej wewnętrznej wojny elit Stany Zjednoczone nie będą w stanie przywrócić dawnej dominacji gospodarczej, nie tylko na świecie, ale nawet wśród własnych sojuszników, takich jak Niemcy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Na Ukrainie zapowiedziano upadek Rosji
„Chcesz kupić złote sztabki lub monety? Powodzenia!”: „koniec świata” na rynku złota
„Wojna o maski” – innowacyjne amerykańskie podejście do partnerstwa
Obrót handlowy między USA i Chinami spada
MSZ Niemiec o stosunkach z USA: To bardzo trudne
Tagi:
sankcje, Nord Stream 2, Rosja, Kreml, wojsko, Niemcy, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz