16:24 04 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
15530
Subskrybuj nas na

Instytut Pamięci Narodowej prowadzi postępowanie, które może zaowocować europejskim nakazem aresztowania 95-letniego dziś Lubomíra Štrougala, byłego szefa rządu Czechosłowacji. Dotyczy ono zabójstw polskich obywateli usiłujących przekroczyć ówczesną granicę tego państwa.

Krakowski pion śledczy IPN od trzech lat prowadzi postępowanie i ustala pełną listę Polaków, którzy w katach 1949-1989 próbowali uciec z Polski i przedostać się przez Czechosłowację do Austrii (również do RFN, choć zdecydowanie rzadziej).

– Zmarli na skutek porażenia prądem na granicy żelaznej kurtyny, zostali zastrzeleni, utonęli, zostali zastrzeleni z samolotu, zginęli, usiłując przekroczyć granicę w samochodzie lub popełnili samobójstwo w sytuacji znalezienia się w potrzasku – tak historycy piszą o cywilach, którzy wybrali drogę na zachód przez Czechosłowację. Mało kto wie, że w latach 1952-1965 na tamtejszej granicy działała elektryczna zapora, która pozbawiła życia wielu ludzi, w tym 31 obywateli Polski.

Ginęli porażeni prądem

„Rzeczpospolita” podaje wstrząsające kulisy tych prób przekroczenia czechosłowackiej granicy w czasie „żelaznej kurtyny”. Na razie ustalono 31 nazwisk zmarłych Polaków – w większości byli to młodzi ludzie, którzy nie założyli jeszcze rodzin, a ich identyfikacja jest trudna, ponieważ zostali pochowani w bezimiennych zbiorowych grobach, a polskie nazwiska w dokumentach bywają podane w innym brzmieniu.

„Trzy lata temu opublikowane zostały nazwiska kilku z nich, ich dokumenty zostały znalezione w archiwach słowackiej bezpieki. Wśród ofiar znaleźli się: Jan Romańczyk (zginął w 1961 r.), Jan Pletka (1961 r.), Tadeusz Bernard (1962 r.), Bolesław Lipski (1963 r.), Józef Holota (1964 r.), Franciszek Majcherek (1964 r.), Edward Bil (1964 r.)” – czytamy. IPN-owi nazwiska te przekazać mieli przedstawiciele Platformy Europejskiej Pamięci i Sumienia, która zajmuje się rozpowszechnianiem wiedzy na temat systemów totalitarnych i upamiętnianiem ich ofiar.

Spoczywają na cmentarzach w Czeskich Budziejowicach, Brnie oraz Bratysławie.

– Według historyków czeskiego Urzędu Dokumentacji i Badania Zbrodni Komunizmu ciała ofiar granicy celowo – bez informowania rodziny – były przekazywane do spopielenia albo chowane na terenie innym niż ostatnie miejsce zamieszkania. Pogrzeb miał się odbyć w tajemnicy, a mogiła nie mogła być oznaczona nazwiskiem – czytamy w opracowaniu sprzed trzech lat.

Według danych śledczych, ginęli tragicznie, rażeni prądem podpiętym do zawieszonych wzdłuż granicy drutów kolczastych. Napięcie środkowego drutu sięgało od 4 do 5 tys. V. Istnieją zeznania mówiące o celowym dobijaniu uciekinierów przez funkcjonariuszy służby granicznej (np. zamiast zdjąć z drutów nieprzytomnego mężczyznę, który raz już został porażony prądem, pogranicznicy mieli włączyć wysokie napięcie po raz kolejny – aby spowodować jego śmierć). Zaraz za drutami kolczastymi zaczynał się zaminowany teren, były także patrole funkcjonariuszy z psami. O zagrożeniu nie informowały żadne znaki ostrzegawcze, dlatego uciekinierzy usiłujący przekroczyć granicę nie mieli pojęcia o śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Kto odpowie za ich śmierć?

Według ustaleń IPN w sumie z powodu zapory elektrycznej zginęło 428 osób w latach 1952-1965.

Prokurator prowadzący Wojciech Pardyak zapowiedział, że „śledztwo wkroczyło w fazę badania możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności karnej osób, które w przestępczy sposób doprowadziły do śmierci obywateli polskich”. I tutaj pojawia się właśnie postać Lubomíra Štrougala.

Poszukuje się także pojedynczych funkcjonariuszy służby granicznej, którzy włączali prąd. Na razie skazano czterech (za śmierć rażonych prądem obywateli Niemiec). Jednak czeski wymiar sprawiedliwości nie uznał tego za zbrodnię przeciwko ludzkości.

IPN od początku udostępnia mediom sporo szczegółów dotyczących śledztwa. Między innymi podaje, że jego celem jest doprowadzenie do poniesienia odpowiedzialności Lubomira Štrougala. Dlaczego to on ma być ścigany? „Zdaniem przedstawicieli IPN i Platformy Europejskiej Pamięci i Sumienia  głównym odpowiedzialnym za to, co działo się na „elektrycznej granicy” jest właśnie Štrougal: były szef MSW, członek Biura Politycznego Komunistycznej Partii Czechosłowacji, były szef rządu” – czytamy w materiałach IPN. – „Po uzyskaniu wskazanych dokumentów od strony czeskiej i słowackiej konieczne będzie ich wyselekcjonowanie i dokonanie  tłumaczenia na język polski, co umożliwi przejście do kolejnej fazy postępowania przygotowawczego poprzez wydanie ewentualnego postanowienia o przedstawieniu zarzutów i podjęcie dalszych czynności sądowych, łącznie z rozważeniem wystąpienia z wnioskiem o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania” – zapowiadano już na początku śledztwa.

Więcej można przeczytać na stronie Instytutu. 29 maja opublikowano informację, że zakończyło się zbieranie dowodów.

Problematyczna kwestia przedawnienia

Czy rzeczywiście uda się pociągnąć do odpowiedzialności polityków najwyższego szczebla?

– To zależy od kwalifikacji czynu. Decyduje prawo międzynarodowe  – komentuje dr Krzysztof Karolczak, specjalista Ośrodka Analiz Politologicznych UW, a także Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, specjalizujący się w bezpieczeństwie narodowym i wewnętrznym i zwalczaniu terroryzmu. – Druty pod napięciem na granicy zlikwidowano w 1965 roku, minęło grubo ponad 50 lat. Jeżeli po zakończeniu śledztwa czyny te zostaną zakwalifikowane jako ludobójstwo, wówczas nie obowiązuje przedawnienie. Czesi jednak się na taka kwalifikację nie zdecydowali. W Niemczech działa osobna komisja historyków. Pamiętajmy, że zarówno Lubomir Štrougal, jak i pogranicznicy są już bardzo wiekowymi ludźmi – i nawet jeśli ruszyłby proces, istnieje duża szansa, że po prostu wcześniej umrą (brzmi to oczywiście bardzo cynicznie). Biegli sądowi mogą też orzec, że Štrougal  ze względu na stan zdrowia nie może stanąć przed sądem. Natomiast to śledztwo jest istotne w symbolicznym wymiarze. Pociągnięcie do odpowiedzialności konkretnych osób może być trudne. W zasadzie aby być konsekwentnym należałoby uznać całe tamtejsze prawodawstwo za zbrodnicze. A ponieważ mamy ciągłość prawa i państwa, to spowodowałoby chaos. W czasach żelaznej kurtyny sam miałem okazję przekraczać granicę między Polską i NRD, a potem NDR i RFN. Wyglądało to dosyć ponuro, ale były wyraźne oznaczenia. Na granicy czechosłowackiej ich nie było. Ludzie, którzy próbowali ją przekroczyć, spodziewali się po prostu bezbolesnego przejścia przez zieloną granicę. Można dyskutować o etycznym wymiarze elektrycznej zapory i tym, czy zasłużyli na śmierć. Jednak zdecydowanie było to wówczas olbrzymie ryzyko.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wódka Misiewiczówka – prosto od byłego rzecznika MON!
17 czerwca debata prezydencka w TVP
Policja: aż 13 tys. mandatów za brak maseczek
Tagi:
Czechosłowacja, Polska, IPN
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz