08:39 23 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Polska walczy z COVID-19 (99)
1710
Subskrybuj nas na

Tego jeszcze nie było: lekarze państwowej opieki medycznej, w telewizji, proszą ludność z bólami i chorobami aby przychodzili do przychodni. Trochę to aberracja, bo jeszcze kilkadziesiąt dni temu apelowali – nie przychodźcie do ambulatoriów bez bardzo koniecznej potrzeby, nie narażajcie się na zakażenie wirusem. No i ludzie przestali przychodzić.

Na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, gdzie w dzień i w nocy było piekło, gdzie zdarzały się niestety zgony, nim pacjenta obejrzał lekarz, nagle zrobiło się cicho. Tak działa strach. Lekarze wpadli we własną pułapkę. Poważni profesorowie oceniają, że jak tak dalej pójdzie to więcej ludzi umrze na zaniedbany, bez medycznej diagnozy początkowy zawał serca niż na Covid -19.

Rezygnacja z zabiegów onkologicznych to następne proszenie się o nieszczęście. Ale w internecie można znaleźć dziesiątki wypowiedzi przerażonych pacjentów, którzy opisują swoje przeżycia. Choćby takie: trzydzieści osób w kolejce do chemioterapii stłoczonych na jednym korytarzu, niby dłonie zdezynfekowali, ale maseczki dostali dopiero po awanturze.

Leczenie telefoniczne lub mailowe

Naturalnie wszytko jest kwestią organizacji. Nie poszło gładko, gdy część szpitali zamieniono na tzw. placówki jednoimienne, czyli po ludzku – szpitale zakaźne. Wszystkich, którzy mieli w nich wyznaczone wizyty odsyłano do innych placówek, jednak najczęściej radzono zostać w domu.

Mężczyzna z papierosem
© Fotolia / Lew Dołgaczow
Pewnym rozwiązaniem miały być konsultacje telefoniczne lub mailowe z lekarzem, ale dla osób starszych to najczęściej abstrakcja. Zresztą jak zrobić USG przez telefon? Pół biedy, kiedy jakaś dama marzy o operacji plastycznej – można jej to, na razie, wyperswadować. Ale bóle w piersiach czy brzuchu to nie żarty, a chorzy przestali się leczyć.

Trochę trudno się dziwić, kiedy w telewizorze ogląda się ratowników pogotowia ubranych niemal jak do podróży w kosmos a zabezpieczenie w przychodniach polega na … przestrzeganiu odległości jeden od drugiego. Sporo osób skorzystało z możliwości uzyskania zwolnienia lekarskiego przez telefon u lekarza prowadzącego w przychodni.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych zarejestrował ogromny wzrost wpływających „L-4”; na razie nie zamierza sprawdzać ich uzasadnienia, bo nie ma takich mocy przerobowych.

Jak się zapłaci to będzie lepiej

W kraju zawsze było tak, że opieka medyczna należy się każdemu, ale jak ktoś bardzo martwi się o swoje zdrowie, to idzie do prywatnego medyka – i to wcale nie jest uwłaczające dla lekarzy państwowej służby zdrowia. Po prostu takie historyczne przekonanie: jak się zapłaci to będzie lepiej.

Logiczne uzasadnienie tego przekonania widać najlepiej w stomatologii. Generalnie jest tak, że każdy ubezpieczony ma prawo do bezpłatnego ratowania ośmiu zębów przednich – u góry i na dole. No i za darmo mogą mu wyrwać następne bolące. Makabra...

Bolących zęby zaczęły też boleć portfele

Od lat prywatne gabinety stomatologiczne nie narzekały na brak klientów. W momencie ogłoszenia pandemii przestały działać. Nic dziwnego, zwyczajny strach. Powoli zaczynały się otwierać ale bolących zęby zaczęły też boleć portfele. To wygląda tak: najpierw umówienie telefoniczne na konkretną godzinę.

Na wejściu wypełnienie kwestionariusza o ostatnich podróżach zagranicznych, stanie zdrowia i spotkaniach z osobami zakażonymi – wszystko pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Niby logiczne, ale wielu prawników ma wątpliwości...

Potem dezynfekcja rąk, jednorazowe rękawiczki, czepek na głowę, ochraniacze na buty. Dla stałych „klientów” gabinetu dopłata za te ochraniacze to 50 zł, dla innych 100 – 150 zł. Bywają sytuacje ekstremalne, gdy za operacyjne usunięcie „zęba mądrości” pacjent musiał zapłacić dodatkowo 800 zł, bo na tyle wyceniono środki ochrony. Szczęka opada...

Czy dentyści stracą pacjentów, a pacjenci zęby?

Dentyści to nie są ludzie bez serca, ale zaraza wymusiła specjalne działania i sprzęt. Muszą mieć specjalne fartuchy czy kombinezony, profesjonalne maski, przyłbice, rękawiczki. Po każdej wizycie pacjenta wymagane jest ozonowanie gabinetu. To kosztuje a prywatni stomatolodzy muszą to kupić z własnych pieniędzy. Są zezłoszczeni.

Prof. Marzena Dominiak, prezydent Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego pisze do ministra zdrowia, że ceny, jakie musi zapłacić lekarz dentysta za środki ochrony indywidualnej, są horrendalne, wynikają z nieuczciwych praktyk rynkowych i prosi o wsparcie resortu w stworzeniu państwowego regulowanego rynku, gdzie stomatolodzy będą mogli kupić za rozsądną cenę to, co jest im potrzebne. Inaczej dentyści stracą pacjentów, a pacjenci zęby...

I to wcale nie jest śmieszne.

Praktycznie we wszystkich gabinetach lekarskich doliczana jest opłata za zabezpieczenia przed wirusem. W Gdańsku do wizyty u ginekologa trzeba dopłacić stówkę, u fizjoterapeuty czy psychologa trochę więcej. No a jak chciało się mieć, tak dla siebie, pewność, że jesteśmy zdrowi, to za badanie identyfikacyjne RNA 2019-nCov metodą PCR w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie trzeba było zapłacić 500 zł.

Ministerstwo Zdrowia zakazało tych praktyk, przynajmniej w szpitalach...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Polska walczy z COVID-19 (99)
Tagi:
pieniądze, finanse, zdrowie, koronawirus, Polska, epidemia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz