18:55 11 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
159410
Subskrybuj nas na

Nie przypuszczałam, że kiedyś to powiem, ale zaczynam doceniać wartość prezydentury Donalda Trumpa. A to dlatego, że odraza, jaką budzi w antypisowskich elitach Trump, w połączeniu z wrogością do Andrzeja Dudy, skłania polskich polityków do zadawania pytań, które powinny padać przy każdym polsko-amerykańskim spotkaniu – ale jak dotąd nie padały.

Np. ile tym razem zapłacimy za przejaw amerykańskiej przyjaźni?

Bo – jak trafnie i bezprecedensowo zauważył marszałek Grodzki, słysząc o zaplanowanej na 24 czerwca randce obu prezydentów – „co prezydent Duda pojedzie do Ameryki, to kosztuje to nas wszystkich, podatników, sporo pieniędzy”.

Marszałek Grodzki nie dodaje wprawdzie, że Polacy płacili, finansowo i moralnie, za każde miłosne zbliżenie z amerykańskim przywódcą, niezależnie od tego, kto był przy władzy i tam, i tu. W znakomitej książce Roberta Harrisa „The Ghost” (na jej podstawie Polański nakręcił film, w Polsce pokazywany pod głupawym tytułem „Autor Widmo”) krytyczny wobec USA były brytyjski sekretarz spraw zagranicznych proponuje głównemu bohaterowi, żeby spróbował „wskazać jedną decyzję podjętą przez premiera, która nie byłaby w interesie Stanów Zjednoczonych Ameryki”.

W książce chodzi o konkretnego premiera – wzorowanego na Tonym Blairze – ale niestety, jest to zauważenie uniwersalnie prawdziwe w odniesieniu do wszystkich głów państwa i szefów rządów III RP. Cytując Najdera, cytującego Giedroycia: „cielęcy proamerykanizm” łączył polską klasę polityczną ponad podziałami, choć najbardziej kosztowny był (co wspominam z głębokim bólem) w czasach Millera i Kwaśniewskiego.

Jeśli zatem dziś polscy politycy, a także komentatorzy, zdobywają się na to, żeby mówić źle o jakimkolwiek aspekcie „przyjaźni polsko-amerykańskiej” – to jest to krok w dobrym kierunku. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, jak nieprawdopodobnie niebezpieczna może być ta zabawa z zapałkami.

Skorzystać na antyniemieckiej decyzji Trumpa

Duda i PiS nęcą naród obietnicą wyżebrania od Trumpa części amerykańskiego kontyngentu, który prezydent USA postanowił wycofać z Niemiec, co Niemców ma ponoć strasznie boleć. Z tego powodu, opozycyjni politycy i komentatorzy przestrzegają, że wprawdzie zabieganie o ten skarb, jakim są amerykańskie buty na polskiej ziemi, jest oczywistą oczywistością, ale trzeba to przecież robić tak, żeby nie drażnić Niemców. Jak z wdziękiem ujął to red. Kantereit z TVN24: „Czy my tak ostentacyjnie powinniśmy walczyć o żołnierzy, którzy wycofywani są z Niemiec? Wiadomo, chcielibyśmy, żeby ci żołnierze byli w Polsce, tyle że Niemcy to też nasz ważny partner”...

Podobną optykę zaprezentował red. Marek Świerczyński w „Polityce”: „Polskie władze były wstrzemięźliwe z oficjalnymi komentarzami, ale zakulisowo prowadziły intensywną kampanię, by na antyniemieckiej decyzji Trumpa skorzystać. Rywale z opozycji powinni zapewnić o wsparciu dla większej obecności wojsk USA i rozliczać prezydenta z innych obietnic obronnych”...

Serio? „Wiadomo”, że „chcielibyśmy” „skorzystać”?

Czy stacjonowanie żołnierzy USA w Polsce będzie źródłem dumy i wdzięczności całego narodu?

Osobiście wychowywałam się w kraju, w którym stacjonowała bratnia armia, i – wbrew oficjalnym deklaracjom władz – nie było to źródłem dumy i wdzięczności całego narodu. Co zresztą do dziś znajduje odbicie w badaniach opinii społecznej. W przeprowadzonym latem zeszłego roku sondażu SW Research „Rzeczpospolitej” z pytaniem „Czy poparłaby/poparłby Pani/Pan decyzję o przeniesieniu żołnierzy USA stacjonujących w Niemczech do Polski?” w ogólnej populacji zwolennicy przeważali wprawdzie nad przeciwnikami (44 do 31,5 proc.) – ale wśród osób pięćdziesięcioletnich i starszych proporcja ta się odwracała: 44 procent było przeciw, 36 – za. A było to pytanie postawione w taki sposób, żeby nikogo nie zniechęcić – bez wdawania się w szczegóły na temat warunków, na których mielibyśmy tych wspaniałych gości podejmować.

We wcześniejszym badaniu (IBRiS dla „Rz”, z października 2018), Polacy z pozoru entuzjastycznie odnosili się do konceptu „Fort Trump” (57 do 24 proc.), ale kiedy zapytano ich, czy są gotowi za to zapłacić te dwie duże bańki papieru, które Duda Trumpowi obiecał – to nastrój zmieniał się gwałtownie. Na tak było 33 procent, na nie – 38.

Amerykańscy wojskowi mają podlegać polskiemu prawu – ale nie na serio

A pieniądze to nie wszystko – żeby zacytować tytuł klasyka polskiego kina z czasów wczesnej amerykanizacji. Jest kwestia zasad prawnych, na których Amerykanie mają w Polsce funkcjonować. Obecna umowa SOFA stwierdza, że amerykańscy wojacy podlegają polskiemu prawu – ale nie tak na serio... „Rzeczpospolita Polska uznaje szczególne znaczenie nadzoru dyscyplinarnego władz wojskowych Stanów Zjednoczonych nad członkami sił zbrojnych oraz skutki, jakie taki nadzór ma dla gotowości operacyjnej”. Czytaj: gdyby amerykański żołnierz stanął przed polskim sądem za zgwałcenie Polki, to jak Ruscy nas zaatakują, Amerykanie nie będą w stanie nas obronić... Toteż Polska zobowiązuje się „życzliwie i niezwłocznie rozpatrzyć wnioski władz wojskowych Stanów Zjednoczonych o zrzeczenie się pierwszeństwa Rzeczypospolitej Polskiej w sprawowaniu jurysdykcji karnej”. Ale to nie wystarczyło: Amerykanie poinformowali nas z góry także, jaki będzie skutek tego rozpatrzenia:

Władze Rzeczypospolitej Polskiej uwzględnią takie wnioski, z wyjątkiem przypadków o szczególnym znaczeniu dla Rzeczypospolitej Polskiej.

To niezwykle znaczący zapis: jeśli amerykański żołnierz popełni w Polsce przestępstwo przeciwko polskiemu obywatelowi – Polska będzie musiała nie tylko wytłumaczyć, ale także udowodnić, że jest to przestępstwo o „szczególnym znaczeniu” dla kraju. I co to w ogóle znaczy? Jak przejedzie rowerzystkę czołgiem po pijaku – to będzie to miało szczególne znaczenie? Chyba nie, 200 do 300 rowerzystów ginie co roku na polskich drogach. A jak taką rowerzystkę zgwałci? Pewnie też nie, gwałtów jest jakieś 1300 rocznie. A jak to będzie gwałt zbiorowy? Jak zgwałcona będzie dzieckiem? Jak amerykańscy żołnierze zbiorowo zgwałcą dziecko, a potem je zamordują?

Przesadzam?

Żaden ze sprawców nie stanął przed polskim sądem

Nie przesadzam. 12 marca 2006 roku nieopodal Mahmudiyah w Iraku amerykańscy żołnierze, stacjonujący tam w ramach „Operacji Iracka Wolność” – Paul Cortez, James Barker, Jesse Spielman, Brian Howard i Steven Green – zgwałcili i zamordowali 14-letnią Irakijkę Abeer Qassim Hamza, po czym podpalili jej zwłoki. Zamordowali także jej matkę, ojca i sześcioletnią siostrę. Byli sądzeniu w USA, żaden nie dostał kary śmierci, za to dwóch dostało szansę na warunkowe zwolnienie za dobre sprawowanie: po 10 i 20 latach.

To oczywiście są potworności czasu wojny; w Polsce do takich zdarzeń nie dochodzi. Ale co chwila dochodzi do pijackich awantur, napaści, pobić. A także dziesiątków wypadków powodowanych brawurą wojskowych kierowców i kompletnym lekceważeniem dla polskich przepisów. W Żaganiu amerykańscy wojacy posłali do szpitala faceta, który wstawił się za dziewiętnastolatką, z którą chcieli się zabawić. W Skwierzynie skatowali lekarza i dwóch jego synów, którzy zwrócili im uwagę, żeby przestali kopać w drzwi bloku. Koło Świętoszowa amerykańska cysterna wtargnęła na autostradę i posłała w powietrze prawidłowo jadący samochód; kierowca zginął, pasażer był ciężko ranny. I oczywiście, żaden ze sprawców nie odpowiada przed polskim sądem, żaden nie zostaje wydalony z Polski – choć teoretycznie „w razie zagrożenia bezpieczeństwa lub porządku publicznego Rzeczypospolitej Polskiej” możemy się tego domagać.

Czy w Pałacu Prezydenckim będzie już inny lokator?

Z tego punktu widzenia zapewne nie ma znaczenia, czy ceną za wyżebranie kilku tysięcy dodatkowych żołnierzy amerykańskich będzie – jak niektórzy sugerują – formalna zgoda na ich całkowitą bezkarność, skoro faktyczną już mają. Znacznie bardziej niepokojące są inne wieści: te, że jedną z rzeczy, którą Duda może przywieźć ze sobą z Waszyngtonu, jest amerykańska broń atomowa, której chcą się pozbyć Niemcy. „Jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska – która rzetelnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, rozumie ryzyka i leży na wschodniej flance NATO – mogłaby przyjąć ten potencjał u siebie” – w maju ogłosiła na twitterze ambasador Mosbacher.

Wg. sondaż zrobionego parę lat temu przez SW Research dla „Newsweeka”, 26 procent Polaków chciało broni atomowej. 50 procent było przeciw. Można zatem mieć nadzieję, że jeśli Duda rzeczywiście dostanie od Trumpa „obietnicę” broni atomowej – kiedy przyjdzie do podpisywania umowy, w Pałacu Prezydenckim będzie już inny lokator.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wycofanie wojsk USA z Niemiec. Ekspert o korzyściach dla Berlina i prawdziwych zamiarach USA
Niemcy czekają na konkretne informacje od USA ws. wycofania wojsk
Amerykanie potwierdzają: bombowce F-15 mogą przenosić bomby jądrowe
Tagi:
baza wojskowa, wojsko, wycofanie się, Niemcy, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz