04:45 28 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
0 145
Subskrybuj nas na

Zygmunt D., właściciel prywatnego schroniska w Radysach koło Białej Piskiej, został tymczasowo aresztowany. Jest podejrzany o znęcanie się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Organizacje prozwierzęce z całego kraju podjęły szeroko zakrojoną interwencję.

Od kilku dni działacze organizacji prozwierzęcych, policja, prokuratorzy i wolontariusze prowadzą akcję ratowniczą. Spośród 2,5 tys. zwierząt przebywających w schronisku, odebrano do tej pory 70 psów i kota. Wiele zwierząt było w stanie agonalnym, gdy na teren schroniska wkroczyli działacze

To co zastali, to prawdziwy koszmar: zagryziony szczeniak, pies bez fragmentu szczęki, inny z odgryzionym ogonem, nieleczone zwierzęta, których życiu zagrażało niebezpieczeństwo.

Interwencję podjęło Pogotowie dla Zwierząt, Fundacja Mondo Cane, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i kilka innych mniejszych organizacji.

Wolontariusze podają, że od 1 stycznia 2020 schronisko w Radysach wydało do utylizacji 3,5 tony psów. Od długiego czasu nazywane jest „mordownią” i „obozem koncentracyjnym”.

Wobec właściciela schroniska olsztyński sąd postanowił zastosować areszt tymczasowy w obawie, że Zygmunt D. mógłby się ukrywać lub uciec z kraju, bądź wpływać na zeznania ewentualnych świadków.

Choć śledztwo jest na początkowym etapie, to jednak zebrany dotychczas materiał dowodowy w tej sprawie w ocenie sądu wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się popełnienia zarzucanych mu czynów – powiedział w ostatnią sobotę rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie Olgierd Dąbrowski-Żegalski.

Podczas przeszukania, śledczy dokonali jeszcze jednego odkrycia: u Zygmunta D. znaleziono 200 sztuk nielegalnej amunicji.

Przedstawiciele organizacji, które podjęły interwencję, wcześniej wielokrotnie próbowali zwracać uwagę na problem. Chociaż posiadali pełnomocnictwa od gmin oddających bezdomne zwierzęta do Radys, Zygmunt D. odmawiał wpuszczenia ich na teren schroniska. Same gminy również nie miały kontroli nad tym, w jakie warunki trafiają zwierzęta, za które płacono z kieszeni samorządów.

„I nikt, mówię o urzędnikach gminnych, nie sprawdzał psów, za które ponoszą odpowiedzialność. (…) W umowach było napisane, że psy mają być kastrowane, a żaden nie był, choć było to zapłacone. Żaden pies nie był ogłaszany do adopcji, choć to też było zapłacone. Gminy płacą lekką ręką pieniądze podatników i nie kontrolują tego wykonawstwa” – powiedziała TOK Fm Krystyna Chilińska z TOZ w Suwałkach.

Radysy to jedno z największych w Polsce schronisk. Działa od 2002 roku i prawdopodobnie przewinęło się przez nie około 12 tys. zwierząt.

Trwa zbiórka pieniędzy na zwierzęta ocalone z Radys. Wiele z nich trafiło już pod opiekę lekarzy weterynarii.

Tylko z oficjalnych danych wynika, iż w kilku pierwszych miesiącach 2020 roku ze schroniska w Radysach wyjechało prawie 4 tony martwych psów – czytamy na stronie zbiórki.

Wygląda na to, że Radysy uosabiają największe patologie braku kontroli nad prywatnymi schroniskami, oferującymi gminom najniższą cenę za przekazanie zwierząt. Organizacje prozwierzęce alarmowały o tym od lat, niestety wiele zwierząt musiało stracić życie, zanim horror ujrzał światło dzienne.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Wódka Misiewiczówka – prosto od byłego rzecznika MON!
Film Blanki Lipińskiej podbija Netflixa
Polskie rodziny planują wakacje
Policja: aż 13 tys. mandatów za brak maseczek
IPN chce ścigać za śmierć na „elektrycznej granicy”
Tagi:
kot, pies, zwierzęta, schronisko, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz