22:59 13 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Hybrydowe wybory prezydenckie (75)
1141
Subskrybuj nas na

Różne socjologiczne badania pokazują, że wyborcy w naszym kraju kierują się głównie emocjami. Najczęściej nie znają programów kandydatów i nie mają pojęcia jakie bzdury w nich oni wypisują.

Jeśli jakiś kandydat mówi na przykład, że ograniczy liczbę posłów do 120, to kłamie. Bo jak to zrobi? Dekretem? Czy poprosi posłów, swojej czy wrogiej formacji, żeby sami przegłosowali, że już nie chcą pobierać diety poselskiej? Tego typu obiecanki cacanki w swoich programach mają zresztą wszyscy kandydaci. 

Powszechny hejt

Nie żywię żadnej sympatii do żadnego z kandydatów. Nie zamierzam ich też szczególnie hejtować. Hejt to szerokie pojęcie obecne w naszym życiu i komunikacji. Obecne w telewizji, prasie, na ulicy i na portalach społecznościowych.

W tych ostatnich występuje najczęściej i spotyka ludzi za to, kim są, jak wyglądają, jakie mają poglądy czy pochodzenie. Często opiera się na kłamstwach i pomówieniach. Wielu frustratom pomaga wyładować swoje frustracje na innych ludziach. Bo ci są wierzący albo bo są niewierzący, bo mają inny kolor skóry, bo mają inne preferencje seksualne itd.

Hejt dotyczy oczywiście też polityków, ale ci przynajmniej już w samym założeniu wybierając karierę polityczną, decydując się, by żyć po pańsku za nasze pieniądze, decydować arbitralnie o naszym życiu, gdy już do władzy się dostaną, często ze szkodą dla tych, którzy ich wybrali, podejmują świadomie ryzyko tego, że ktoś będzie na nich pluł. Ja pluć nie chcę… bo nie wypada. Wole się zastanowić nad tym, który z nich mi mniej zaszkodzi. Mnie i Polsce.

Kandydaci nie mają zielonego pojęcia, jakie są kompetencje głowy państwa

W każdych wyborach najlepiej by było, gdyby kandydaci rozmawiali ze sobą posługując się merytorycznymi argumentami.

Podobnie, by nie emocjami, ale świadomym wyborem kierowali się wyborcy, słuchając tego, co mówią kandydaci i jakie formacje reprezentują. Taki wydaje się ideał. Ale ten jest nieosiągalny, również dlatego, że biorąc pod uwagę usytuowanie instytucji prezydenta w naszym systemie władzy, jako strażnika żyrandola w Pałacu Prezydenckim; konfrontując to z obietnicami, które kandydaci nam składają w celu uzyskania naszych głosów, okazuje się, że oni sami przede wszystkim są nie merytoryczni.

By nie powiedzieć, że są ignorantami i nie mają zielonego pojęcia, jakie są kompetencje głowy państwa, którą tak bardzo chcą zostać.

Wedle naszej konstytucji prezydent może jedynie wspierać rząd lub mu przeszkadzać za pomocą jedynego realnego instrumentu jaki posiada - veta prezydenckiego. Prawdziwy wybór 28 czerwca to nie wybór tego czy innego posiadacza długopisu, ale wybór polegający na wsparciu polityki, jaką prowadzi obecny rząd lub jej odrzuceniu. Sam prezydent nie może wiele. Jest marionetką, która albo będzie podpisywać ustawy, albo utrudniać ich wprowadzenie. Do prowadzenia żadnej samodzielnej polityki nie jest zdolny nie tylko dlatego, że prezydentem zostaje dzięki wsparciu tej czy innej formacji politycznej i chodzi raczej na jej pasku, ale on naprawdę nic nie może.

Inicjatywa ustawodawcza prezydenta to tylko zabawa, uzgodniona z partią rządzącą

Nawet inicjatywa ustawodawcza, którą formalnie posiada, to tylko taka zabawa, uzgodniona z partią rządzącą, by pokazać, że prezydent coś robi i to skutecznie, albo wręcz przeciwnie, by pokazać zwolennikom własnej formacji, innej niż ta rządząca, że prezydent ma własne zdanie czy pomysły, ale ci źli mu je blokują.

Wyobraźmy sobie, że Andrzej Duda, chcąc uśmiechnąć się do liberalnego elektoratu ogłasza, że jak go wybierzemy, złagodzi ustawę antyaborcyjną? Pomijając to jakie straty mogłoby mu to przynieść w jego konserwatywnym elektoracie, owszem może taki projekt do Sejmu wnieść, ale kto go tam uchwali? Albo Biedroń wnosi pod obrady Sejmu projekt ustawy legalizującej małżeństwa jednopłciowe? W ten sposób będzie budował swoją pozycję i autorytet w swoim własnym środowisku, ale będzie też całkowicie nieskuteczny w bieżącej polityce. I nie oczekujmy tego od tej instytucji. Skuteczny może okazać się jedynie w zablokowaniu ewentualnych prób zaostrzania tej ustawy.

Głosować na mniejsze zło

Obecny prezydent jest niewątpliwie najlepszym wyborem dla tych, którzy bezkrytycznie popierają całą politykę PiS.

Ale wśród wyborców PiS, a to nie znaczy zwolenników PiS, jest wielu takich, którzy w ubiegłym roku oddali ze wstrętem głos na tę partię, ponieważ uznali ją za mniejsze zło. Sam znam takich wielu. Takich, którzy doceniają politykę społeczną rządzącej formacji i boli ich, że muszą przymknąć oko na katastrofalną jej politykę historyczną czy międzynarodową. Wybrali to, co dla nich jest ważniejsze, to czemu dali priorytet.

Dla nich, nawet jeśli głosowali za PiS, prezydentem lepszym byłby ktoś spoza PiS. Ktoś, kto nie wetuje ustaw, które uznają za społecznie potrzebne, ale niekoniecznie chce mieć na swojej ziemi np. amerykańską broń atomową. I tu już sprawa się komplikuje. Bo nie wystarczy ZA lub PRZECIW Dudzie, czyli ZA lub PRZECIW polityce tego rządu. Bo z deszczu można wpaść pod rynnę i wybrać prezydenta, który będzie blokował to, co popieramy, a wspierał politykę i podpisywał ustawy, które szkodzą nam i naszemu krajowi.

Takich kandydatów, mniej lub bardziej odpowiadających takiemu kryterium, można wśród tych dwunastu znaleźć. Choćby Witkowski czy Biedroń. Nie wyobrażam sobie, by mogli blokować politykę społeczną, jeśli ta będzie dla ludzi dobra.

Podobnie dla tych, którzy mają jeszcze bardziej konserwatywny światopogląd niż Prawo i Sprawiedliwość i chcieliby, by wprowadzono katolickie państwo wyznaniowe, jest na przykład kandydatura Mirosława Piotrowskiego.

Ci, którzy chcieliby kogoś, kto jest za bezwarunkową ochroną każdego życia poczętego, mogą zagłosować na Piotrowskiego, Bosaka i Żółtka. Zwłaszcza na tego ostatniego, bo ten idzie jeszcze dalej i życie chce bezwzględnie chronić, ale tylko do momentu prawomocnego wyroku orzekającego karę śmierci, którą chciałby przywrócić, uśmiechając się równocześnie do tych, co życie chcą chronić i do tych co chcą je zabierać.

Podobnie ci, którzy oczekują bardziej liberalnej polityki gospodarczej, niższych podatków dla przedsiębiorców, prywatyzacji służby zdrowia, edukacji, są przeciwni polityce socjalnej, znajdą na karcie wyborczej swojego Bosaka czy innego Tanajno, Trzaskowskiego czy wspomnianego już Żółtka. Rzecz jednak w tym, o czym napisałem na początku – taka musiałaby być polityka obecnego rządu, bo prezydent niewiele może. A jeśli taką ultrakonserwatywną politykę zacząłby prowadzić PiS, to po co na nich liczyć, jak wszystko z pewnością podpisze dobrze sprawdzony już Duda, o ile już tego nie zrobił in blanco?

Scena polityczna nie dzieli się na PiS i resztę świata

Jeśli, drogi wyborco, sprzeciwiasz się polityce PiS, a zwłaszcza jeśli sprzeciwiasz się jej pewnym aspektom, to przeciw Dudzie (polityce PiS) trzeba głosować świadomie.

Melania Trump i Agata Kornhauser-Duda
© AFP 2020 / Andrzej Hulimka
Na szczęście przestano już opowiadać bajki o „zjednoczonej opozycji”. Nie ma czegoś takiego. Scena polityczna, interesy i wartości nie dzielą się na PiS i resztę świata. W tej opozycji, pozostawiając na boku wiarygodność tych wszystkich formacji, są interesy nam bliskie, ale i całkowicie nam wrogie. Dlatego trzeba należycie rozpoznać swoje własne interesy i przymierzyć do tego własne wartości.

Urok prezydenckich wyborów

Konkludując. Nie kierujmy się tym, co kandydat obiecuje, że zrobi. Bo nic nie zrobi i nic zrobić nie może.

Kierujmy się tym, co kandydat obiecuje, że spróbuje powstrzymać, a co poprzeć w polityce partii, która realnie rządzi. Zastanówmy się, czy jest nam to bliskie i bądźmy pragmatykami.

Kiedy Pałac Prezydencki opuszczał Bronisław Komorowski, pisano w prasie, że po inwentaryzacji stwierdzono brak ekspresu do kawy, tostera i czegoś tam jeszcze. Żyrandol został. Pewnie był mocno przytwierdzony. Jeśli chcesz, by tym razem nie zginęły, zagłosuj na Andrzeja Dudę, żeby się nie wyprowadzał. Jeśli jednak nie interesuje Cię, drogi wyborco, jaką kawę będzie wypijał rano prezydent, zastanów się. Odłóż na bok emocje. Nie interesuj się tym, że ten ładny, a ten brzydki. Ten opalony, a tamten blady jak ściana… dbaj o swoje interesy. Osobiste czy klasowe, wedle życzenia.

Pałac prezydencki w Warszawie
© Sputnik . Igor Zarembo
Wybory prezydenckie mają swój urok. Zwłaszcza dla hejterów. W przeciwieństwie do tych parlamentarnych, gdzie głosujemy na partie, tu mamy ludzi, którzy mają jakieś konkretne twarze. Są przez to takie bardziej ludzkie. Bo kandydat Kosiniak-Kamysz ma twarz Kosiniaka-Kamysza, Trzaskowski twarz Trzaskowskiego, Biedroń Biedronia i nawet Andrzej Duda złośliwie przez hejterów nazywany długopisem, ma swoją własną twarz Jarosława Kaczyńskiego.

Wybierajmy mądrze, albo zostańmy w domu. Według prognoz niedziela będzie słoneczna.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Hybrydowe wybory prezydenckie (75)
Tagi:
LGBT, badania, sondaż, Lewica, prawica, polityka, Polska, wybory prezydenckie
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz