23:15 03 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
9676
Subskrybuj nas na

„Kto pierwszy ten lepszy” to raczej mało wyrafinowane credo polityki międzynarodowej. Jest natomiast zupełnie na miejscu przy zakupach w supermarkecie – a tym dokładnie są interakcje z obecnym Przywódcą Wolnego Świata, Podczas wspólnej konferencji prasowej z Dudą Trump 17 razy powtórzył słowo „płacić”.

„Płacenie” jest jedynym aspektem międzynarodowej przyjaźni, który interesuje amerykańskiego prezydenta, bo wyróżnia go mentalność kierownika działu akwizycji i windykacji.

Przy stoisku z napisem „po zwrocie” i jakichkolwiek zobowiązań

Andrzej Duda pokornie wpisuje się w ten system wartości. Pytany o swoją absurdalną wycieczkę do Trumpa na dwa dni przed wyborami, odparł z cokolwiek dziecięcym zadowoleniem: „Kiedy otwierają się nowe perspektywy współpracy politycznej po ustąpieniu lockdown, mamy sytuację taką jak zawsze w życiu: kto pierwszy ten lepszy”...

Pan prezydent niestety nie wyjaśnił, w kolejce do czego udało mu się tak bystro ustawić. Przed podróżą można było odnieść wrażenie, że liczy na stoisko z napisem „po zwrocie”, na którym można dostać nieco używanych amerykańskich żołnierzy z drugiej ręki, ale wspólna konferencja Trumpa i Dudy raczej rozwiała te nadzieje.

Andrzej Duda i Donald Trump w Białym Domu
© Zdjęcie : The White House
Zapytany wprost, czy wyśle żołnierzy wycofywanych z Niemiec do Polski, Trump wdał się w swój ulubiony monolog na temat tego, że „Niemcy nie płacą na NATO”, toteż Trump za karę zabierze im swoich żołnierzy i „część wróci do domu, a część trafi do innych miejsc w Europie i Polska byłaby jednym z tych innych miejsc” – co trudno uznać za jakiekolwiek zobowiązanie.

Niemcy wcale nie są zafrasowani

Nawiasem mówiąc: może to dobry moment, żeby wspomnieć, że Niemcy, wbrew nadziejom Trumpa, nie rwą garściami włosów z głowy z obawy, że wspaniali amerykańscy chłopcy ich porzucą. Według badania Pew Research z jesieni – 56 proc. Amerykanów uważa, że ich bazy w Niemczech są „bardzo ważne” dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego – a tylko 15 proc. Niemców uważa, że obecność Amerykanów jest bardzo ważna dla Niemiec. Z drugiej strony, aż 45 proc. Niemców – i tylko 13 proc. Amerykanów – uważa, że amerykańskie buty na niemieckiej ziemi są bez znaczenia.

I to nie koniec różnic w podejściu do niemiecko-amerykańskiej przyjaźni. Obywatele Niemiec chcą bliższej współpracy z Rosją i Chinami – i rozluźnienia relacji z USA. Różnice postaw są fundamentalne: 7 na 10 Niemców opowiada się za zacieśnieniem przyjaźni z Rosją i Chinami – i tylko 4 na 10 chce zbliżenia z USA, podczas gdy prawie połowa chce się od Ameryki zdystansować.

Melania Trump i Agata Kornhauser-Duda
© AFP 2020 / Andrzej Hulimka
Inaczej mówiąc, opowieści Trumpa o tym, że USA „bronią Niemcy przed Rosją”, ale więcej już nie będą, chyba, że Niemcy za to zapłacą, budzą w Republice Federalnej pewne rozbawienie; naprawdę ze świecą szukać Niemca, który uważa, że jego kraj potrzebuje obrony przed Rosją i to akurat ze strony Trumpa. Warto też odnotować, że zdecydowana większość Niemców – 54 proc. – nie chce zwiększania wydatków zbrojeniowych, a 14 proc. opowiada się wprost za ich redukcją.

Niemiecka polityka odzwierciedla te postawy suwerena. O ile Angela Merkel, z właściwą konserwatystom ostrożnością, wydaje stosowne odgłosy o przywiązaniu do współpracy wojskowej z USA i chęci dochodzenia do mitycznych 2 proc. na wydatki militarne – choć niewiele robi w tym kierunku – współrządzący demokraci, a także Zieloni i Die Linke mówią wprost, że Amerykanów nie potrzebują, a podwojenie militarnego budżetu Niemiec jest „celem, którego nikt nie chce, wziąwszy pod uwagę niemiecką historię”, jak parę lat temu napisali we wspólnym eseju Martin Schulz i Thomas Opperman, czyli ówczesny szef SPD i obecny wiceszef Bundestagu.

Jeśli zatem Trump sądzi, że poklepując Dudę po plecach wystraszy Niemców i skłoni ich do „płacenia więcej na NATO” – to nie tyle dowód jego bezczelności, co ignorancji.

Czy w wycieczce za ocean było jednak coś dobrego?

Tak gwoli ścisłości: „płacenie 2 procent na NATO” – nie „wymóg”, tylko cel, w kierunku którego państwa Sojuszu mają podążać do 2024 roku – nie oznacza, wbrew przekonaniu Trumpa, wydawania 2 proc. PKB w amerykańskim supermarkecie zbrojeniowym.

Dobrze byłoby, żeby ktoś wytłumaczył to prezydentowi Dudzie, gdy ten z uszczęśliwioną miną wpatruje się w Donalda Trumpa, opowiadającego, że „Polska ostatnio zakupiła 32 nowiutkie, najnowocześniejsze myśliwce F-35, najlepsze na świecie” – nawet jeśli myśliwce te mają już tylko 7 „braków pierwszej kategorii” (category 1 deficiency), czyli fundamentalnie istotnych błędów, które grożą wykonywaniu zadań myśliwca, a także, potencjalnie, zdrowiu i życiu pilotów. (Kiedy podejmowaliśmy decyzję o zakupie, najdroższa broń świata miała 17 takich braków).

Z drugiej strony – coś dobrego jednak wynikło z raczej żenującej wycieczki prezydenta Dudy do Wielkiego Brata. To jego zdecydowane stwierdzenie, że „absolutnie nie ma planów, aby Amerykanie przerzucali do Polski swoją broń nuklearną”. Wziąwszy pod uwagę uległość naszego głowy państwa wobec żółtowłosego samca alfa w czerwonym krawacie, gdyby Trump chciał posłać do Polski broń atomową, której chcą się pozbyć Niemcy – moglibyśmy się znaleźć w prawdziwie tragicznej sytuacji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Pospieszyli się z Rafałem
Wojna między PO i PiSem: Rosja jest w niej amunicją, a nie agresorem
Warszawa: Śpiący, acz niezapomniani
Wybory nie tylko prezydenta
Gdańszczanin z zarzutami za znieważenie prezydenta
Tagi:
polityka, spotkanie, Donald Trump, Andrzej Duda, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz