11:00 01 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
917415
Subskrybuj nas na

Amerykańskie media odkryły coś, co powinno wywołać w Waszyngtonie większy szok, niż odkrycie życia na Marsie lub kwitnących ogrodów na Jowiszu. Bloomberg twierdzi, że niemieckie elity polityczne wykazały się dumą narodową, ponieważ to jedyny sposób wytłumaczenia doniesień, że dokument zawierający sankcje wobec USA dojrzewa w niemieckim rządzie.

Sankcje te powinny zostać przyjęte, jeśli Waszyngton zdecyduje się nałożyć „piekielne sankcje” na uczestników budowy Nord Stream 2.

Agencja Bloomberg twierdzi, że „Niemcy przygotowują się do odwetu przeciwko Stanom Zjednoczonym, jeśli prezydent Donald Trump spełni swoje groźby zniszczenia gazociągu Nord Stream 2 dodatkowymi sankcjami. Według dwóch niemieckich urzędników zaznajomionych z dyskusjami, rząd Merkel rozważa nacisk na podjęcie skoordynowanych działań na poziomie Unii Europejskiej. Według dokumentów niemieckiego Ministerstwa Gospodarki przeanalizowanych przez Bloomberg News, nowe amerykańskie sankcje mogą dotknąć znacznie większą (niż wcześniej) liczbę niemieckich i europejskich firm, a nawet agencji rządowych”.

Materiał amerykańskich dziennikarzy trzeba doprecyzować kilkoma szczegółami. Po pierwsze, ta wersja projektu ustawy o nowych sankcjach wobec Nord Stream 2, która jest obecnie rozpatrywana w parlamencie amerykańskim, nie zawiera sankcji przeciwko agencjom rządowym Unii Europejskiej, nabywcom rosyjskiego gazu lub kredytodawcom projektu. Krytycy niemieckiej postawy mogliby wskazać ten aspekt jako dowód, że dziennikarze Bloomberg rozmawiali z antyamerykańskimi politykami niemieckimi, lub wyciągnąć wniosek, że to jacyś paranoicy z rządu Merkel, którzy bardzo źle myślą o Stanach Zjednoczonych i nie czytają odpowiednich ustaw dotyczących sankcji.

Argumentów takich nie należy uważać za adekwatne do dzisiejszej rzeczywistości politycznej, choćby dlatego, że nasi amerykańscy partnerzy wielokrotnie pokazali swoją zdolność do wprowadzenia najbardziej szalonych środków w zaledwie pięć minut, dlatego warto wcześniej przygotować się na takie kroki. Jeśli chodzi o paranoję, można wysunąć nieco spiskową, ale także dość realistyczną wersję, że niemieckie źródła Bloomberg mogłyby specjalnie „połączyć” swoje kontakty z informacjami o niemieckich środkach zaradczych – tak, aby senatorowie i kongresmani nie wpadli na pomysł zaostrzenia sankcji tuż przed głosowaniem.

Warto również zauważyć, że Niemcy wyrazili już dwa różne stanowiska w sprawie reakcji na działania Stanów Zjednoczonych. Z jednej strony rzeczniczka niemieckiego Ministerstwa Gospodarki powiedziała Bloombergowi, że nic nie wie o rozwoju takich środków, az drugiej strony 17 czerwca w Bundestagu odbyło się zamknięte posiedzenie właściwej komisji, podczas którego omawiano kwestię sankcji wobec Nord Stream 2 i, jak zauważyły media amerykańskie, po tym spotkaniu szef komisji powiedział, że rząd niemiecki został wezwany do udzielenia dobrze zharmonizowanej zbiorowej odpowiedzi na działania USA, które komisja uznała za naruszające prawo międzynarodowe.

Warto zauważyć, że zarówno stanowisko posłów, jak i oceny wysokich rangą (ale nie wymienionych z nazwiska) urzędników, na których powołuje się Bloomberg, mają jeden niezwykły aspekt: prawdopodobne środki antyamerykańskie powinny być podejmowane nie tylko i nie tyle na poziomie niemieckim, co na poziomie Unii Europejskiej jako całości, co będzie raczej skomplikowanym, ale ekscytującym procesem, z daleko idącymi konsekwencjami, jeśli uda się go zakończyć.

Faktem jest, że od lipca Niemcy będą miały przejściowy status „przewodniczącego” Rady Europejskiej, a ten status tradycyjnie daje poważną przewagę krajowi, który chce promować jakiś nowy element w ogólnoeuropejskiej agendzie politycznej. Co więcej, sama Angela Merkel znajduje się obecnie w sytuacji, w której wszelkie przejawy słabości w stosunku do oficjalnego Waszyngtonu będą postrzegane w dość bolesny sposób z punktu widzenia polityki wewnętrznej: Donald Trump w najbardziej publicznej formie przedstawił żądanie zapłaty mu bilionów dolarów rzekomego niemieckiego długu za ochronę, którą Niemcy otrzymują od Stanów Zjednoczonych.

Jeśli dodać do tego otwartego szantażu, (a UE na tle koronawirusa i towarzyszącego mu kryzysu brakuje tylko amerykańskiego prezydenta z jego groźbami) szantaż taryfowy Trumpa oraz fakt, że Biały Dom aktywnie przeciwstawia się próbom zmuszenia amerykańskich firm internetowych, takich jak Amazon i Google, aby płaciły podatki od dochodów uzyskiwanych w Unii Europejskiej, to okazuje się, że warunki dużego, zakrojonego na szeroką skalę i pryncypialnego konfliktu między Waszyngtonem a Brukselą zostały już stworzone i mogą „wybuchnąć” w dowolnym momencie.

Niemieccy politycy jeszcze nie nauczyli się rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi z taką samą surowością, z jaką francuski prezydent Macron, autor i orędownik koncepcji europejskiej niezależności wojskowej od Stanów Zjednoczonych i przekształcenia Unii Europejskiej w niezależny biegun światowej geopolityki w erze świata wielobiegunowego, formułuje swoje stanowisko. Ale jednocześnie oficjalny Berlin nauczył się już znajdować ciekawe usprawiedliwienia dla rozszerzenia swojej niezależności i przeciwdziałania presji amerykańskiej.

Na przykład argumenty związane z potrzebą budowy zielonej gospodarki są wykorzystywane do uzasadnienia potrzeby importu rosyjskiego gazu, a wyższa przyjazność dla środowiska naturalnego gazu ziemnego w porównaniu z węglem jest faktem naukowym, któremu nie można zaprzeczyć. Dla uzasadnienia politycznej, a nawet ekonomicznej niezależności od Stanów Zjednoczonych, pojawił się również interesujący argument. Brytyjski „The Guardian” donosi, powołując się na niedawny wywiad z kanclerz Niemiec: „Angela Merkel ostrzegła, że reszta świata nie może już dłużej przyjmować za pewnik, że USA wciąż starają się zostać światowym liderem i muszą odpowiednio dostosować swoje priorytety”.

Okazuje się to bardzo piękne i na swój sposób ironiczne: nieposłuszeństwo wobec amerykańskich zachcianek nie tłumaczy się pragnieniem wolności, ale faktem, że Stany Zjednoczone były kiedyś dobrym hegemonem, a teraz podobno nie chcą nawet spełniać tej roli, co oznacza, że ktoś inny powinien ponieść ten ciężar. Ciekawe, jaka będzie reakcja na te słowa oficjalnej amerykańskiej propagandy.

Ale ostatecznie nie liczą się preteksty i wymówki, ale prawdziwe działania i realne metry sześcienne gazu, które mają jednak wszelkie szanse, aby przepłynąć przez Nord Stream 2 do Niemiec.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Chcesz kupić złote sztabki lub monety? Powodzenia!”: „koniec świata” na rynku złota
Arabowie inwestują miliardy w europejską i kanadyjską ropę. Szykuje się rewolucja?
Polityka Trumpa wobec Niemiec „prezentem” dla Kremla?
„Spięcie” między Trumpem a Merkel. Dlaczego poszło o Nord Stream 2?
Media: Gazprom znalazł sposób na amerykańskie sankcje
Bundestag wzywa niemiecki rząd do zajęcia ostrego stanowiska ws. sankcji przeciw „Nord Stream 2”
Tagi:
sankcje, Donald Trump, Angela Merkel, USA, Niemcy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz