18:52 19 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Hybrydowe wybory prezydenckie (76)
1198
Subskrybuj nas na

Jedyną niespodzianką wczorajszych wyborów jest to, że nie było niespodzianek. Po tygodniach dziwacznych sondaży, gdzie Andrzej Duda miewał od 43 do 65 procent, Hołownia – od 7 do 20, a Kosiniak-Kamysz od 6 do 16 – nagle okazało się, że ostatnie badania trafnie wskazały  i kolejność i procenty poszczególnych kandydatów.

Z wyjątkiem Andrzeja Dudy

Jeśli warto zwrócić na coś uwagę – to na fakt, że poparcie  Dudy było zaniżone zarówno w przedwyborczych sondażach, jak i w exit poll, co może wskazywać na to, że ludzie wstydzili się przyznać, że zagłosują na urzędującego prezydenta.

Co z kolei oznaczałoby skuteczność wysiłków spontanicznych i zawodowych krytyków władzy, ciężko pracujących nad tym, żeby umieścić głowę państwa w kategorii obciachu. Andrzej Duda oczywiście bardzo im w tym pomagał, zwłaszcza swoją ostatnią homofobiczną szarżą, która zyskała rozgłos w świecie.

Ale z drugiej strony, urzędującą głowę państwa opromienia niejako urzędowy autorytet, a także pewne przyzwyczajenie obywateli, toteż wyborcy, którzy z różnych przyczyn nie chcą powiedzieć ankieterom prawdy, najczęściej mówią, że będą głosowali za status quo.

W tym przypadku było odwrotnie: średnie poparcie Andrzeja Dudy w ostatnim tygodniu wynosiło 40,8 procent, exit poll dał mu o 1 punkt więcej, tymczasem wyniki z ponad 99 proc. komisji wskazują, że dostał prawie 44 proc., co przewidziały tylko 4 z 36 zrobionych w czerwcu sondaży.

Pytanie, na które trudno znaleźć odpowiedź brzmi: czy to dla opozycji dobrze – czy wręcz przeciwnie. Z jednej strony – beka zabija. Stając się memem – najnowszy pokazywał zdjęcie pary prezydenckiej przy urnie z podpisem „Agata Kornhauser-Duda zastosowała się do zaleceń PKW i do lokalu wyborczego przyszła z długopisem” – Andrzej Duda powiększył swój elektorat negatywny o tych, którzy mogą nawet nie żywić nienawiści do polityki obecnej ekipy rządzącej, ale śmieszność ich odstręcza.

Z drugiej wszakże strony – oznacza to pewien ukryty elektorat, który może zdecydować o losach wyborów. Sondaże na II turę zdają się szalenie wyrównane – co przy niedoszacowaniu Dudy o 3 punkty procentowe jest dla Trzaskowskiego fatalną wiadomością.

„Elektoratu się nie przekazuje, bo to nie jest worek z kartoflami”

Toteż i nie dziwota, że od kilkunastu godzin dziennikarze nie zajmują się niczym innym, niż próby wyciśnięcia z przedstawicieli komitetów Hołowni, Bosaka, Biedronia i Kosiniaka-Kamysza jakiejkolwiek deklaracji w sprawie „przekazania poparcia”. Skądinąd zadziwia mnie, że – po latach dyskusji o tym, jak obelżywe i uprzedmiotowiające wobec wyborców jest to wyrażenie – dziennikarze nadal go używają.

I to nie tylko mało wyrafinowani propagandziści od Kurskiego; nie dalej, niż dziś rano usłyszałam tę frazę w TOK FM, padła ona także w jednym z wywiadów w „Gazecie Wyborczej”.

„Przekazać”, Szanowni Koledzy, można używane ubranka dziecięce ubogim krewnym, albo klucze do mieszkania. Wyborcy nie są własnością polityków i osobiście przypuszczam, że gdyby których z kandydatów użył frazy „przekazuję swoje głosy”, zagwarantowałby sobie tylko jedno: a mianowicie to, że większość z tych głosów straci bezpowrotnie.

Aczkolwiek kandydaci – w odróżnieniu od dziennikarzy – znakomicie zdają sobie z tego sprawę. Ze szczególnym naciskiem swoje poszanowanie dla podmiotowości każdego z wyborców  podkreślają politycy Platformy, dla której kandydata owo „przekazanie” jest sprawą życia i śmierci.

„Oczywiście to nie jest tak, że przywódca partii może przekazać swoje poparcie, dlatego, że ludzie sami decydują” – ogłosił w wieczór wyborczy Rafał Trzaskowski.

„Elektoratu się nie przekazuje, bo to nie jest worek z kartoflami” – komentowała jeszcze dobitniej Hanna Gronkiewicz-Waltz.

„Do wzięcia”

Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że – jakbyśmy tego nie nazywali – o losach Polski zdecydują przepływy elektoratów.

„Do wzięcia” jest 13,85 proc. Hołowni, 6,75 proc. Bosaka, 2,37 Kosiniaka-Kamysza i 2,21 Biedronia.

Wcześniejsze sondaże wskazują, że trzy czwarte  zwolenników Hołowni, 7 na 10 wyborów Kosiniaka i 9 na 10 Biedronia chce głosować na Trzaskowskiego. Prawdziwa zagadka to 1,4 miliona wyborców Krzysztofa Bosaka: trzy różne sondaże dają tu trzy zupełnie różne wyniki.

Plakaty wyborcze Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy
© Sputnik . Aleksiej Vitvitckij
Pollster dla „Super Expressu” daje 49 proc. Dudzie i 19 proc. Trzaskowskiemu. IBRiS dla Wirtualnej Polski: Trzaskowski – 43 proc.; Duda – 23 proc. Ipsos dla OKO.Press: Duda – 24 proc. Trzaskowski – 33 proc. głosów Bosaka z I tury.

Instynktownie, najbardziej przekonuje mnie ten trzeci: ultraprawicowi wyznawcy Konfederacji rzeczywiście nie mają powodu, żeby 12 lipca wyjść z domu. Szczęśliwie nikt z obecnych w II turze kandydatów nie zaspokaja ich pragnienia połączenia klerykalnego nacjonalizmu z darwinizmem społecznym.

I to jest w zasadzie jedyna dobra wiadomość z wczorajszego wieczoru.  

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Hybrydowe wybory prezydenckie (76)

Zobacz również:

Zasłabnięcia w lokalach wyborczych i nieoficjalne doniesienia o zgonie wyborcy
PKW podała cząstkowe nieoficjalne wyniki wyborów
Tagi:
sondaż, polityka, Rafał Trzaskowski, Andrzej Duda, Polska, wybory prezydenckie
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz