02:57 06 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
168816
Subskrybuj nas na

19 czerwca prezydent Rosji Władimir Putin opublikował artykuł o początkach II wojny światowej. Chciał wskazać, za pomocą pewnych dokumentów z bogatych rosyjskich archiwów, że ZSRR, w przeciwieństwie do fałszywej historii Zachodu, był daleki od bycia odpowiedzialnym za wybuch II wojny światowej.

Przez fałszywą historię rozumiem to, co jest szeroko rozpowszechniane między innymi przez Parlament Europejski w Strasburgu i Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Zachodnia reakcja na artykuł Putina była wściekła, oburzona i po prostu śmieszna. Oto kilka przykładów, które zebrałem losowo z Twittera.

„Rosja zostanie zapamiętana jako imperium cynicznych kłamstw”.

„Kreml chwali Stalina”.

„Putin przechodzi do radykalnego rewizjonizmu”.

„Oczywiście jest to prymitywna propaganda”.

Są to komentarze osób, które nic nie wiedzą i hejterów, którzy chcą płynąć na fali rusofobii i „antyputinizmu” panującego na Zachodzie. Prześledzenie różnych archiwów krajowych, dotyczących początków i przebiegu II wojny światowej zajmuje lata, a nawet dekady.

Pracowałem w tych archiwach przez ponad trzydzieści lat. Nie mówię tego, aby się wywyższać, ale jedynie aby podkreślić, że poświęciłem życie badaniu radzieckiej polityki zagranicznej oraz początkom i przebiegowi II wojny światowej. Pracuję teraz nad nowym rękopisem obejmującym lata 1930-1942, który obecnie liczy 21 rozdziałów i ponad 1200 stron maszynopisu.

Przede mną wciąż długa droga, zanim skończę. Niektórzy krytycy bez wątpienia odrzucą moją pracę, wykorzystując ponadczasową strategię zastrzelenia posłańca, aby pogrzebać wiadomość. Ryzykujesz, kiedy stajesz przeciwko ortodoksji i otrzymujesz pomysły. Takie jest życie.

Chociaż napisałem i nadal piszę wiele na temat artykułu prezydenta Putina, będę trzymał się w tym felietonie tylko kilku istotnych punktów. Opierają się one na materiałach z radzieckich, francuskich, brytyjskich i amerykańskich archiwów.

Dodałbym, że radzieckie dokumenty dyplomatyczne są bogate i nie tylko wyjaśniają radziecką politykę zagraniczną, ale także politykę, ekonomię i politykę zagraniczną innych państw.

Istnieją niezwykłe, szczegółowe raporty z rozmów między radzieckimi dyplomatami a politykami, urzędnikami, dyplomatami, dziennikarzami, biznesmenami, a nawet masonerią z krajów, w których stacjonowali. Ci zagraniczni interlokutorzy rozmawiali z niezwykłą szczerością o tym, co działo się w ich krajach. Kilka znanych przykładów to Winston S. Churchill, Sir Robert Vansittart, Max Aitken (lub Lord Beaverbrook), David Lloyd George, Léon Blum, Édouard Herriot, Georges Mandel, Joseph Paul-Boncour i mniej znany minister spraw zagranicznych Rumunii Nicolae Titulescu.

Proponuję kilka fragmentów z mojego rękopisu. Zacznijmy od grudnia 1933 roku, jedenaście miesięcy po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech, kiedy radzieckie biuro polityczne ustanowiło zasady nowej polityki bezpieczeństwa zbiorowego i wzajemnej pomocy przeciwko nazistowskim Niemcom.

Radziecki pomysł polegał na przywróceniu antyniemieckiej ententy z I wojny światowej, złożonej między innymi z Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, a nawet faszystowskich Włoch. Chociaż nie podano tego publicznie, była to polityka powstrzymywania i przygotowywania się do wojny, gdyby powstrzymywanie zakończyło się niepowodzeniem. Liga Narodów stała się ważnym elementem radzieckiej strategii, aby wzmocnić się i przygotować przeciwko nazistowskim Niemcom.

Poprawa radzieckich stosunków z Francją rozpoczęła się w 1932 roku, ze Stanami Zjednoczonymi w 1933 roku, a z Wielką Brytanią w 1934 roku. Okoliczności oczywiście były inne w każdym kraju, ale radzieckie próby dążenia do zbiorowego bezpieczeństwa i wzajemnej pomocy przeciwko hitlerowskim Niemcom zostały zasadniczo odrzucone w Stanach Zjednoczonych w 1934 roku, we Francji początkowo również w 1934 roku (bardziej skomplikowana sprawa) oraz w Wielkiej Brytanii na początku 1936 roku.

Radziecki rząd próbował również poprawić stosunki z Rumunią, gdzie najważniejszym orędownikiem wzajemnej pomocy był minister spraw zagranicznych Titulescu. Miał on niezwykłe relacje ze swoim radzieckim odpowiednikiem Maksimem M. Litwinowem, zdolnym wykonawcą radzieckiej polityki zagranicznej, oraz z radzieckim ambasadorem w Bukareszcie Michaiłem S. Ostrowskim.

Titulescu bardziej ufał Ostrowskiemu niż swoim własnym kolegom. Titulescu został wypchnięty z urzędu w sierpniu 1936 roku. Jego koledzy z gabinetu uważali go za „zbyt proradzieckiego”. Jego odejście oznaczało koniec poważnych prób radziecko-rumuńskiej wzajemnej pomocy.

W Czechosłowacji radzieccy dyplomaci również poczynili postępy. W Pradze ich zadanie było łatwiejsze, ponieważ nazistowskie Niemcy stanowiły oczywiste zagrożenie dla niepodległości Czechosłowacji. Pakt o wzajemnej pomocy został zawarty w maju 1935 roku, ale jego zakres był ograniczony i uwarunkowany interwencją Francji w przypadku nazistowskiej agresji.

Może to być zaskoczeniem, ale radziecki rząd próbował również poprawić stosunki z Polską, szczególnie w latach 1932-1933.

Polacy udawali nieco zainteresowanych radzieckimi uwerturami, ale tylko jako podstęp do zwiększenia ich wartości w negocjacjach z hitlerowskimi Niemcami w sprawie zawarcia w styczniu 1934 roku paktu o nieagresji. Następnie Polacy odrzucili radzieckie uwertury dla lepszych stosunków. Polska stała się zdecydowanym przeciwnikiem i oponentem radzieckiego bezpieczeństwa zbiorowego i wzajemnej pomocy aż do sierpnia 1939 roku.

Polski rząd posłużył jako wspólnik hitlerowskich Niemiec w 1938 roku podczas poćwiartowania Czechosłowacji i był za to szeroko krytykowany. Churchill nazywał Polaków „sępami”. Następnie pułkownik Charles de Gaulle uznał Polskę za „nic… prowadzącą podwójną grę” (1936). Francuski dyplomata Roland de Margerie porównał Polaków podczas kryzysu monachijskiego do „upiorów, które w poprzednich stuleciach czołgały się po polach bitew, aby zabić i obrabować rannych…”.

Relacja Putina o polskiej polityce w latach 30. jest historycznie dokładna i poparta dowodami archiwalnymi, a nie „radykalnym rewizjonizmem”… Chyba, że ktoś uważa Churchilla za „rewizjonistę”. Wyobrażam sobie prezydenta Putina trochę jako Sargenta Joe Friday’a, fikcyjnego detektywa z policji w Los Angeles, mówiącego: „Tylko fakty… Chcę tylko poznać fakty…”.

W 1937 roku polskie naczelne dowództwo wyjaśniło swoje stanowisko francuskim odpowiednikom. Polacy widzieli siebie między potencjalnymi wrogami, nazistowskimi Niemcami na zachodzie i Związkiem Radzieckim na wschodzie. Według raportu francuskiego 2e Bureau kontakty z polskim sztabem generalnym wskazywały na „bardzo wyraźne zaakcentowanie polskiej antyrosyjskiej pozycji”.

„Z polskiego punktu widzenia niemieckie zagrożenie dla Polski ogranicza się do niektórych znanych roszczeń terytorialnych. Z drugiej strony rosyjskie zagrożenie ma na celu całkowite zniszczenie państwa polskiego” – zaznaczono w raporcie. Czytelnicy powinni rozumieć, że w tym czasie nie było takiego radzieckiego celu.

Przeciwnie, radziecka polityka, jak często powtarzał komisarz Litwinow, polegała na poprawie stosunków z Polską i wciągnięciu jej do antynazistowskiego przymierza. Polska elita postrzegała sprawy inaczej.

W obliczu tych dwóch zagrożeń polski sztab generalny nie tylko nie rozważał współpracy wojskowej z ZSRR, ale powiedział Francuzom, że w przypadku radzieckiej „inwazji” z jakiegokolwiek powodu [co oznacza interwencję Armii Czerwonej w celu pomocy Czechosłowacji w przypadku nazistowskiej agresji], „można by zaakceptować niemiecką pomoc wojskową, nawet gdyby taka współpraca prowadziła do strat terytorialnych Polski”.

Od 1934 roku kluczową kwestią dla skutecznego radzieckiego wsparcia wojskowego dla Francji i Czechosłowacji było przejście Armii Czerwonej przez część Polski i Rumunii w celu zaatakowania wroga (ponieważ ZSRR nie miał wspólnej granicy z Niemcami). Polska nigdy by się na to nie zgodziła, chociaż Rumunia pod rządami Titulescu była bardziej otwarta pod warunkiem francuskich i brytyjskich gwarancji. Polacy właściwie szantażowali Francuzów: jeśli sprzymierzycie się z ZSRR, pójdziemy z nazistowskimi Niemcami. Co wtedy zrobicie? Francuski sztab generalny zrozumiał wiadomość.

Jednym z bardziej rażących przykładów złej wiary Zachodu wobec ZSRR była Francja. W maju 1935 roku Francja i ZSRR podpisały pakt o wzajemnej pomocy, który strona francuska wypatroszyła. To skomplikowana historia. Pomimo przeszkód radzieccy dyplomaci i żołnierze dążyli do konsolidacji paktu o wzajemnej pomocy poprzez prowadzenie rozmów personelu wojskowego, to znaczy między francuskim i radzieckim sztabem generalnym. Niektórzy francuscy politycy i ministrowie chcieli, aby te dyskusje były kontynuowane, ale francuski sztab generalny i minister obrony Édouard Daladier byli temu przeciwni.

Trudno było to zrobić otwarcie (ponieważ niektórzy członkowie gabinetu popierali rozmowy sztabowe), więc generałowie i Daladier stosowali politykę sznurowania wobec swoich radzieckich odpowiedników. Opóźnienie, opóźnienie i opóźnienie stało się francuską strategią. Daladier był defetystą. W 1936 roku powiedział kolegom, że Niemcy spłaszczą obronę Czechosłowacji w ciągu sześciu godzin, dlatego nie warto było walczyć. Można pomyśleć - szokujące, niemożliwe, ale radzieckie i francuskie dokumenty archiwalne pasują do siebie jak cegły w dobrze zbudowanym murze.

Nie może być wątpliwości, że strona radziecka chciała konsolidacji francusko-radzieckich stosunków, aby stawić czoła nazistowskiemu niebezpieczeństwu, a francuski sztab generalny tego nie zrobił. Przyczyny były skomplikowane z powodu wrogości wewnętrznej wobec francuskiej partii komunistycznej i ZSRR, defetyzmu, strachu przed wojną i rozprzestrzenianiem się komunizmu, podziwu dla faszyzmu i tak dalej.

Usunięcie Titulescu ze stanowiska w sierpniu 1936 roku oznaczało fiasko radzieckiej polityki, chociaż strona radziecka kontynuowała wzajemną pomoc przeciwko nazistowskim Niemcom do sierpnia 1939 roku. Jedne po drugich Stany Zjednoczone, Francja, Włochy, Wielka Brytania rezygnowały z lepszych stosunków z ZSRR. Mniejsze mocarstwa traktowały te wydarzenia z niepokojem.

Czechosłowacja i Rumunia patrzyły na silną Francję i nie wykraczałyby poza francuskie zobowiązania wobec ZSRR. Francja spoglądała na Wielką Brytanię. Brytyjczycy byli kluczem, gdyby byli gotowi do marszu, gotowi sprzymierzyć się z ZSRR, wszyscy pozostali by się podporządkowali. Bez Brytyjczyków wszystko by się rozpadało.

Jesienią 1936 roku wszystkie radzieckie wysiłki na rzecz wzajemnej pomocy zawiodły, a ZSRR znalazł się w izolacji. Nikt nie chciał sprzymierzyć się z Moskwą przeciwko nazistowskim Niemcom. Wszystkie wyżej wymienione europejskie mocarstwa przeprowadziły negocjacje z Berlinem, aby odciągnąć wilka od swoich drzwi. Nawet Czechosłowacy. Pomysł, zarówno zaprezentowany, jak i ukryty, polegał na skierowaniu ambicji Hitlera na wschód przeciwko ZSRR.

„Duch kapitulacji”, jak Litwinow ostrzegł Stalina we wrześniu 1936 roku, „pojawił się nie tylko we Francji, ale także w Czechosłowacji…” Właśnie dlatego radziecki rząd kontynuował dążenie do wzajemnej pomocy. W żadnym wypadku nie chciał znaleźć się w izolacji w Europie, w obliczu realnego niebezpieczeństwa, gdyby Francja i Wielka Brytania mogły zawrzeć, jak się starały, umowę z Hitlerem w sprawie bezpieczeństwa w Europie Zachodniej.

Relacja Putina o polskiej roli w kryzysie monachijskim jest dokładna i nie można jej zaprzeczyć, przynajmniej na podstawie dowodów historycznych. Ironią jest oczywiście to, że Polska była wspólnikiem hitlerowskich Niemiec w 1938 roku, a później stała się ich ofiarą w 1939 roku.

Krótka relacja Putina o negocjacjach sojuszu ostatniej szansy w 1939 roku między Francją, Wielką Brytanią i ZSRR jest również trafna. Pod pewnymi względami radziecki upór w pogoni za sojuszem przeciwko nazistowskiemu zagrożeniu jest niezwykły pomimo lat anglo-francuskiego braku zainteresowania lub opozycji. Nawet latem 1939 roku Brytyjczycy kontynuowali tajne negocjacje z Niemcami w sprawie zbliżenia ostatniej szansy, gdy negocjowali jednocześnie ze Związkiem Radzieckim.

Wiadomości wyciekły do ​​brytyjskich gazet pod koniec lipca, wywołując skandal w Londynie. Wyobraźmy sobie radziecką reakcję, gdy osiągano porozumienie w sprawie angielsko-francusko-radzieckich negocjacji w Moskwie.

Na początku sierpnia brytyjskie i francuskie misje wojskowe wyruszyły do ​​Moskwy wolnym wyczarterowanym statkiem handlowym, City of Exeter, osiągającym maksymalną prędkość trzynastu węzłów. Jeden urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych zaproponował wysłanie misji flotą szybkich brytyjskich krążowników. Minister spraw zagranicznych Edward Lord Halifax uważał ten pomysł za zbyt prowokacyjny. Francuska i brytyjska delegacja wyruszyły statkiem ​​handlowym, a podróż do ​​ZSRR zajęła pięć dni. Dla zabicia czasu grali w shuffleboard. Przez cały ten czas odliczanie do wojny trwało. Wszyscy wiedzieli, że się zbliża.

Czy rządy Wielkiej Brytanii i Francji poważnie podchodziły do ​​tych negocjacji ostatniej szansy? Główny negocjator Wielkiej Brytanii, admirał Sir Reginald Drax, nie miał pisemnych uprawnień do prowadzenia negocjacji ani podpisania umowy ze stroną radziecką. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostatecznie wysłało poświadczenia pocztą lotniczą. Nie wiadomo, czy Drax je kiedykolwiek otrzymał.

Jego francuski odpowiednik, generał Joseph Doumenc, miał mętne pełnomocnictwo od ówczesnego premiera Daladiera. Mógł negocjować, ale nie mógł podpisać umowy. Doumenc i Drax byli właściwie nikim.

Z drugiej strony radzieckiej delegacji przewodniczył marszałek Kliment Jefriemowicz Woroszyłow, komisarz do spraw wojny i inni wysocy rangą oficerowie. Miał pełne pełnomocnictwa, jakie były możliwe za Stalina. „Jak dotąd wszystkie oznaki wskazują, że radzieccy negocjatorzy wojskowi są naprawdę gotowi na interesy” - powiedział brytyjski ambasador w Moskwie.

Natomiast oficjalne brytyjskie instrukcje miały „iść bardzo powoli”, jak słusznie zauważa prezydent Putin. Kiedy Drax spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Halifaxem przed wyjazdem do Moskwy, zapytał o „możliwość niepowodzenia” w negocjacjach. „Zapadła krótka, ale robiąca wrażenie cisza” – relacjonował Drax, „a następnie minister spraw zagranicznych zauważył, że ogólnie lepiej byłoby przeciągać negocjacje jak najdłużej”.

Doumenc skomentował, że został wysłany do Moskwy „z pustymi rękami”, les main vides. Nie mieli nic do zaoferowania swoim radzieckim rozmówcom. Nie mogli zapewnić polskiej współpracy, ponieważ sprzeciw Polski wobec umowy trwał do samego końca. Nie mogli też zaoferować dynamicznych planów wojennych, by pokonać Hitlera: Wielka Brytania mogła wysłać dwie dywizje do Francji na początku europejskiej wojny. Nie można wiele zrobić z dwoma dywizjami. Armia Czerwona przeciwnie, mogła natychmiast zmobilizować sto dywizji, a radzieckie wojska właśnie w tym momencie miażdżyły Japończyków w ciężkich walkach na mandżurskiej granicy. „Nie są poważni” – podsumował Stalin. Rządy Francji i Wielkiej Brytanii chyba myślały, że mogą ograć Stalina. Och, jak bardzo się myliły.

Łatwo jest krytykować radziecką stronę za zgodę na pakt o nieagresji. To była najmniej atrakcyjna opcja polityczna, ale co byście zrobili na miejscu Stalina? Strona radziecka prowadziła oficjalnie politykę bezpieczeństwa zbiorowego i wzajemnej pomocy przeciwko nazistowskim Niemcom od grudnia 1933 roku. Démarche po démarche, próba po próbie, aby osiągnąć antynazistowską ententę z Zachodem kończyła się fiaskiem. Brytyjczycy i Francuzi nie chcieli tego, woląc od czasu do czasu znaleźć wspólną drogę z Herr Hitlerem.

Porozumienie w Monachium, zdrada Czechosłowacji, sprawiły, że ​​nie byli w stanie krytykować paktu o nieagresji. Jak to 60 lat temu ujął brytyjski historyk A. J. P. Taylor, agresywne wyrzuty Zachodu przeciwko ZSRR „opętały mężów stanu, którzy pojechali do Monachium… W rzeczywistości Rosjanie zrobili tylko to, co zachodni mężowie stanu mieli nadzieję zrobić; a zachodnia gorycz była goryczą rozczarowania, zmieszaną ze złością, że profesje komunizmu nie były bardziej szczere niż ich własne profesje demokracji [w kontaktach z Hitlerem]”. W sierpniu 1939 roku ambasador Francji w Moskwie nazwał to wet za wet.

Nawet w sierpniu 1939 roku, gdy zbliżała się wojna, Francuzi i Brytyjczycy nie byli poważni. Można z kogoś robić głupca tylko do pewnego czasu. Ponadto wielkie mocarstwa nie wybiorą wojny ze słabymi, podstępnymi sojusznikami. Biorąc pod uwagę okoliczności, biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo, w końcu zabrakło radzieckiej cierpliwości wobec anglo-francuskich rozmówców.

Radziecko-zachodni sojusz w latach 30. nie był kotem w worku, nawiasem mówiąc, byli ludzie we Francji i Wielkiej Brytanii, którzy faworyzowali sojusz z ZSRR przeciwko Osi i ciężko walczyli o jego uzyskanie. Jeden radziecki dyplomata nazwał ich „białymi wronami” czy rzadkimi ptakami.

Uważali, że bez ZSRR i bez Armii Czerwonej nie mogliby mieć nadziei na pokonanie nazistowskiego Wehrmachtu. Mieli rację, jak pokazał faktyczny przebieg II wojny światowej. Było kilku we Francji i Wielkiej Brytanii, którzy opowiadali się za sojuszem z ZSRR, ale nie mogli przekonać rządu. Nie byli wystarczająco liczni ani wystarczająco wpływowi.

Do samego końca Polacy byli niepoprawni, grali głupców, zaślepieni nienawiścią do Rosji, ZSRR. Jeśli chodzi o wybór między Niemcami a Rosją, polska elita nie wahała się. Rosjanin był „Azjatą”, „barbarzyńcą”. Niemiec był przynajmniej cywilizowanym Europejczykiem. Kiedy Drax i Doumenc po raz ostatni spotkali się z Woroszyłowem w Moskwie, aby prosić o kontynuację negocjacji, Woroszyłow, zgodnie z tajnym radzieckim zapisem rozmowy, miał powiedzieć: „W czasie, gdy rozmawialiśmy o organizacji zjednoczonego frontu przeciwko agresji w Europie, polska prasa i pewni politycy deklarowali ze szczególną mocą i bez przerwy, że nie potrzebują żadnej pomocy ze strony ZSRR.

Rumunia milczała, ale Polska zachowywała się bardzo dziwnie: płakała na cały świat, że radzieckie wojska nie przejdą przez jej terytorium [by stawić czoła wspólnemu nazistowskiemu wrogowi], że nie uważa jakichkolwiek interesów ze Związkiem Radzieckim za konieczne itd. W tych okolicznościach nie można było oczywiście liczyć na sukces naszych negocjacji”. Admirał Drax odpowiedział, że ma nadzieję, że w przyszłości okoliczności będą bardziej sprzyjające. „My również mamy taką nadzieję” – odpowiedział Woroszyłow. Ostatecznie sytuacja poprawiła się w 1941 roku, kiedy wielki sojusz został zorganizowany pod ostrzałem hitlerowskich dział.

Jest ostatnia ironia, którą chciałbym podkreślić. W latach międzywojennych Stalin prowadził politykę zagraniczną mającą na celu uniknięcie radzieckiej izolacji, aby Zachód nie mógł skrzyknąć się przeciwko ZSRR. W sierpniu 1939 roku stanął przed nieatrakcyjnymi opcjami: wojną z wątpliwymi sojusznikami, a tym samym wojną przeciwko Wehrmachtowi, lub układem, choćby brzydkim lub tymczasowym, z hitlerowskimi Niemcami, by trzymać się z dala od wojny.

Wybór Stalina okazał się niefortunny. W czerwcu 1941 roku znalazł się w izolacji, w obliczu masowej inwazji nazistów. Francja zniknęła, pobita i upokorzona w 1940 roku. Wielką Brytanię uratował tylko Kanał La Manche i Królewskie Siły Powietrzne. Mogła ona zaoferować niewielkie wsparcie Armii Czerwonej i żadnych wojsk do walki na froncie radzieckim.

Armia Czerwona musiała walczyć z Wehrmachtem praktycznie w pojedynkę przez trzy lata, dokładnie sytuacja, której Stalin zawsze chciał uniknąć. Jednak się nie udało. Czasami ludzie zapominają, że przyszłość była kiedyś w przeszłości. Decyzje dotyczące życia i śmierci nie są tak łatwe do podjęcia w teraźniejszości, jak z perspektywy czasu.

Fakty są faktami: nigdzie w Europie żaden rząd nie chciał z całego serca sprzymierzyć się z ZSRR przeciwko wspólnemu wrogowi. Małe mocarstwa liczyły na to, że Wielka Brytania i Francja pozostaną twarde, ale nigdy tak się nie stało. ZSRR była brzydką Kasandrą, głoszącą prawdę o nazistowskim niebezpieczeństwie: prawie wszyscy gardzili nią i niewielu by ją objęło. Czy się to podoba czy nie, bezpośrednim rezultatem takiej sytuacji był pakt o nieagresji.

Fakty nie powstrzymają zachodnich mediów głównego nurtu i „ekspertów” na Twitterze od wysuwania różnego rodzaju oskarżeń przeciwko prezydentowi Putinowi i Federacji Rosyjskiej. Nie powstrzyma to Polaków przed zaprzeczeniem własnej ponurej historii w latach 30. Jest to część niebezpiecznej kampanii USA/NATO, oczerniania i izolacji przeciwko Federacji Rosyjskiej i jej prezydentowi. Wojna propagandowa o II wojnę światową będzie zatem kontynuowana.

Prezydent Putin nie jest złym historykiem. Podzielam mniej więcej jego poglądy na temat II wojny światowej i mam nadzieję, że wkrótce opublikuję manuskrypt książkowy, który pokaże ponad wszelką wątpliwość, gdzie spoczywała odpowiedzialność za wybuch wojny w 1939 roku.

Chylę czoła przed prezydentem Putinem za to, że odważył się rzucić wyzwanie fałszywej historii Zachodu i walczyć z głośnym, doniosłym oburzeniem zachodnich krytyków. Jego pomysł na lepsze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią i Francją jest wspaniały, choć na pewno musi wiedzieć, że nic z tego nie wyniknie. Kiedy jednak spoczywa na was wielka odpowiedzialność za utrzymanie pokoju, robi się, co można.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Media: 75. rocznica Zwycięstwa bez premiera Japonii. Przez Kuryle
Minuta ciszy: Rosjanie oddają hołd ofiarom wojny w 75. rocznicę Zwycięstwa w II wojnie światowej
Moskwa świętuje 75. rocznicę Zwycięstwa w II wojnie światowej pokazem fajerwerków - wideo
„Iskandery” i „Grady”: w Kaliningradzie odbyła się parada wojskowa z okazji 75. rocznicy Zwycięstwa
Kiedy obchodzone jest Zwycięstwo? Sondaż pokazał, czego Amerykanie nie wiedzą o II wojnie światowej
Tagi:
Armia Czerwona, Armia Czerwona, koalicja antyhitlerowska, Adolf Hitler, Hitler, Niemcy, Wielka Brytania, Plac Czerwony, Związek Radziecki, Wielka Wojna Ojczyźniana, ZSRR, ZSRR, Putin, II wojna światowa, Władimir Putin
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz