20:30 22 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
224
Subskrybuj nas na

Taką nadzieję dał minister klimatu Michał Kurtyka, pisząc list do wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej oraz składając proatomową deklarację Williamowi Magwoodowi, dyrektorowi generalnemu NEA, agencji ds. energii jądrowej OECD. Padły w niej konkretne daty.

Należy przypomnieć, że Polska już w latach 60. i 70. ubiegłego wieku deklarowała, że rozpoczyna przygotowania do inwestycji w elektrownię jądrową, od tego czasu europejskie kraje zbudowały już sobie zaplecze energetyczne, my zaś nadal jesteśmy na etapie dyskusji. Mimo to zapowiedzi ministra klimatu wydają się dla zwolenników atomu obiecujące.

Polska, wzorując się na dobrym przykładzie i doświadczeniu innych państw członkowskich, zamierza rozwijać energetykę jądrową, aby zastąpić podstawę generowania energii elektrycznej zapewnianą przez węgiel, przez zeroemisyjną, stabilną produkcję, po kosztach przystępnych dla polskich obywateli i gospodarki

– napisał Michał Kurtyka pod koniec czerwca w liście do wiceprzewodniczących KE - Fransa Timmermansa i Valdisa Dombrovskisa oraz do komisarz ds. energii Kadri Simson.

Minister nie tylko stwierdził, że Polska jest gotowa w atom zainwestować (wspomniał o straconej w latach 80. szansie w wyniku podjęcia arbitralnych decyzji przez ówczesne władze), ale również, że Unia Europejska powinna stać się pełnoprawną opcją w polityce energetycznej UE (Europejski Zielony Ład dopuszcza atom jako opcję przejściową).

Nie kwestionując zielonej transformacji, jako takiej, ale stawiając fundamentalne pytanie o jej ogólny kierunek i zasady w zakresie technologii, chciałbym jeszcze raz podkreślić niezbędną rolę, jaką energia jądrowa musi odgrywać w systemach czystej energii, co jest silnie poparte najnowszymi raportami opublikowanymi m.in. przez IPCC i Międzynarodową Agencję Energetyczną

– czytamy w liście ministra, cytowanym przez portal energetyka24.pl.

W deklaracji złożonej dyrektorowi generalnemu NEA Michał Kurtyka zapowiada spełnienie planu zawartego w Programie Polskiej Energetyki Jądrowej: pierwszy reaktor energetyczny będzie uruchomiony w 2033 roku, a w kolejnych latach pięć następnych do 2043 roku i będą to reaktory mocy, rzędu 1-1,5 tys. MW. Słowem, 6 reaktorów do 2043. To plan jeszcze z lat 2008-2009. Od tego czasu powstało jeszcze sporo eksperckich koncepcji na budowę mniejszych reaktorów.

Mają one plusy i minusy, np. ich budowa jest porównywalnie kosztowna co budowa dużych reaktorów, są przewidziane do eksploatacji na około 60 lat (tutaj można przeczytać szczegóły).

Jasne jest jedno: kończą się zasoby węgla brunatnego w obecnie eksploatowanych kopalniach, koszty wydobycia węgla kamiennego wzrastają, konieczna jest obniżka emisji z elektrowni, ale nie załatwi tego gaz.

Adam Grzeszak na łamach „Polityki” uważa, że i tym razem na samych deklaracjach budowy elektrowni się skończy: „Znalezienie pieniędzy i stworzenie modelu finansowego budowy oraz eksploatacji takiej elektrowni będzie więc nie lada wyzwaniem. Nie spodoba się ona górnikom, którzy w atomie widzą śmiertelne zagrożenie. Bo energetyka jądrowa wyssie pieniądze, na które liczą, a potem zastąpi energetykę węglową. I dlatego, jak łatwo przewidzieć, temat atomu znowu trafi na półkę”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosja używa „broni energetycznej”? MSZ komentuje
Być albo nie być? Ponownie ważą się losy polskiej energetyki jądrowej
Tagi:
finanse, Unia Europejska, zmiany klimatu, Komisja Europejska, paliwo atomowe, Polska, energetyka
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz