01:17 01 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2140
Subskrybuj nas na

Pod koniec ubiegłego tygodnia pod budynkiem Polskiej Grupy Energetycznej w Bełchatowie związkowcy pikietowali przeciw zagrożeniom, jakie wiszą nad kompleksem energetycznym. Pracowników Bełchatowa denerwuje, że władze PGE „ściemniają” w kilku sprawach.

Dla wyjaśnienia: Bełchatów to jedna z największych kopalni węgla brunatnego w Europie, gdzie wydobywa się 40 mln ton paliwa rocznie i połączona z nią elektrownia, gdzie pracuje 12 bloków o łącznej mocy 5 tys. MW, dając ponad 20 proc. energii do krajowego systemu. Zatrudnienie: ponad 10 tyś. osób. Ostatnio dochodzą do nich niepokojące wieści.

Ekologia i pieniądze

Po pierwsze, że elektrownia powoli, od 2030 będzie się zwijać, bo nie będzie już dla niej węgla. Po drugie: to jakieś bzdury – od dawna wiadomo, że w pobliżu jest złoże „Złoczew”, które dawałoby szansę na pracę elektrowni gdzieś do 2050 roku. Tyle tylko, że do dziś nie ma koncesji na wydobywanie paliwa w tym miejscu.

Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska obiecywała wydanie dokumentu w maju, po wyborach prezydenckich. Ale wyborów nie było i decyzji też. Organizacje „Zielonych” są zadowolone: elektrownie opalane węglem brunatnym emitują ogromne ilości szkodliwych gazów. Jeżeli Bełchatów ma być „wygaszany”, to po co nowa odkrywka – pytają. Rządzący są w pułapce. Od dawna zapowiadano, że nowa kopalnia powstanie, że Bełchatów jest niezbędny dla krajowego systemu energetycznego. A okoliczne gminy zyskają na inwestycjach infrastrukturalnych, np. drogach, ale też dostaną stosowne podatki za użytkowanie gruntów, a z tego będą pieniądze choćby na ośrodki zdrowia i przedszkola. No i miejsca pracy.

Ale nad Bełchatowem wisi bat koncepcji ekologicznych Unii. Rządy europejskie chcą dawać pieniądze na pomoc dla regionów, gdzie dla ochrony klimatu będzie się rezygnować z energetyki opalanej węglem kamiennym i brunatnym. Jeżeli bełchatowski zespół kopalnia-elektrownia będzie się rozbudowywał, to województwo łódzkie, na którego terenie leży kompleks energetyczny, nie dostanie nic... A budowa odkrywki „Złoczew” będzie kosztowała jakieś 15 mld zł.

Wojna wśród przyjaciół

Jednym z postulatów protestujących w Bełchatowie była też obrona nowej koncesji wydobywczej dla kopalni węgla brunatnego Turów. Dla miłośników geografii: na mapach południowej Polski jest taki cypelek, gdzie łączą się granice Polski, Czech i Niemiec, konkretnie: Bogatyni (dalej zwanej Turów), Hradka nad Nisocou i Zittau (znanym Słowianom jako Żytawa). U nas to się nazywa „worek żytawski lub turoszowski”, u sąsiadów raczej – worek nieszczęścia. Są tu poważne złoża węgla brunatnego, które po II wojnie światowej przypadły Polsce. Sąsiedzi też coś wydobywają, ale jak twierdzą, bez takiej agresji w środowisko. Teraz domagają się ograniczenia rozwoju kompleksu energetycznego Turów. Ale to raczej „marzenia dziewcząt”.

Głównym zarzutem wobec Turowa nie jest jednak zanieczyszczanie środowiska tylko wysysanie wody z okolicznych zagranicznych regionów. Turów się broni: pilnujemy ponad 500 miejsc pomiaru zwierciadła wód podziemnych po obu granicach i kopalnia nic „nie kradnie”. No tylko w Uhelnej (Czechy), ale tam polscy specjaliści opracowują ekran podziemny na głębokości 100 metrów, który zabezpieczy „potencjalny przepływ wody z trenu Uhelnej w kierunku odkrywki”. Trzeba mieć wyobraźnię, aby coś z tego zrozumieć.

Trzeba mieć też dużą wyobraźnię, aby wyśnić sobie maszynę o wysokości 50 metrów (budynek ponad 15 pięter), długości 190 m i wykopujący w ciągu godziny tyle ziemi, że zasypuje trzy baseny olimpijskie. Rusza się wolniej od słonia – 9 m na minutę. I już niedługo zacznie jechać i kopać.

Ładna maszyna, która wkurza sąsiadów. Zdaniem okolicznych mieszkańców z Czech i Niemiec nie przeprowadzono rzetelnych, lokalnych konsultacji o oddziaływaniu odkrywki w Turoszowie na ich codzienne życie. Oni wysyłają pytania, ale to jak tak na Berdyczów.

Trwa jakieś miotanie się między resortami odpowiedzialnymi za energetykę a środowisko. Minister środowiska podpisał w marcu koncesję na dalszą eksploatację złoża węgla brunatnego w Turowie o sześć lat. Ale to jest bez sensu, bo nowa maszyna wydobywcza musi pracować ze trzydzieści lat aby się spłacić. Pierwotne plany mówiły, że koncesja na wydobycie kończy się w 2044 roku. I o to stara się kompleks energetyczny Turów. A hetman Kraju Liberadzkiego i Ministerstwo Środowiska Czech będą protestować w Unii Europejskiej. To grozi wojną między przyjaciółmi...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Jak wirus zaszkodzi kopalniom
Jak wirus, to trzeba płacić czyli zdrowie w czasach zarazy
Turysta ma dość wirusa
Ostrołęka na gazie. A komu górnicy mają sprzedawać wydobywany węgiel?
Drogo, drożej, inflacja
Długi – jest dobrze, ale nie beznadziejnie
Tagi:
kopalnia, węgiel, protesty, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz