14:25 24 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)
3420
Subskrybuj nas na

Choć kampania wyborcza opiera się w gruncie rzeczy na tych samych mechanizmach, które w różnej formie obserwujemy co kilka lat, to jednak czasami komuś z uczestników się coś mimo woli wypsnie i tym samym obnaży swoje niecne zamiary. Czy Zbigniew Ziobro zakaże krytyki rządu i dlaczego mu wolno?

Wolność słowa to my, a nie nas!

Motorem całej sprawy była publikacja jednego z tabloidów, który tradycyjnym sposobem z różnych informacji zrobił na okładce taki miks, że urzędujący Prezydent RP wychodził tam na złowrogiego obrońcę pedofilów z jednoznacznie negatywnymi intencjami. Ale to nie dziennikarze tego czasopisma ułaskawili pedofila, tylko sam Andrzej Duda. Sprawa oczywiście nie jest taka prosta jakby się wydawało, ale społeczna percepcja pedofilii jest taka, a nie inna przede wszystkim dzięki… politykom, którzy przez lata zamiast na poważnie wziąć się za ściganie tego paskudnego procederu, robili sobie kolejne kampanie na ludzkich emocjach. Można więc śmiało rzec, że obóz władzy dostał odłamkami rzuconego przez samego siebie pocisku.

Ponieważ wspomniane pismo jest wydawane przez mieszany kapitał zagraniczny, rządowa propaganda postanowiła wykorzystać ten, nomen omen, fakt do rozpętania kampanii przeciwko „zagranicznej ingerencji w polskie wybory”, skutecznie omijając wkład szwajcarski i amerykański, za to do rangi kluczowego podnosząc niemiecki, co miało oczywiście przywołać jak najgorsze skojarzenia. Inna sprawa, że to zacietrzewienie trochę zaciemniło Andrzejowi Dudzie rzeczywistość.

Zawołanie „nie będą Niemcy nam wybierać prezydenta” mogłoby zostać przecież odebrane przez ponad stutysięczną mniejszość niemiecką w Polsce jako... zapowiedź odebrania jej praw wyborczych.

Wybory prezydenckie w Polsce
© Sputnik . Aleksei Vitvitskiy
Chodzi jednak o coś zupełnie innego, czego sygnał dał hunwejbin Zbigniew Ziobro. Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny zarazem, dał do zrozumienia, że po wyborach „musimy się powoli zastanowić nad sytuacją mediów w Polsce, bo nad tym, co się teraz tu dzieje, nie możemy zupełnie przejść do porządku dziennego”. Różnie to można interpretować, ale przecież kierunek jest wyraźny – rząd Prawa i Sprawiedliwości jest niezadowolony z tego jak funkcjonują media i postara się by funkcjonowały „lepiej”. Tylko, czy to na pewno jest nowość i czy na pewno zaczęło się od PiS?

Najpierw przyszli po Rosjan...

Rusofobia, o której tu często piszemy, owocuje przede wszystkim tym, że wszystko co „rosyjskie” zostaje wyłączone ze zbioru rzeczy „normalnych” i tym samym do oceny analogicznych zjawisk i sytuacji przykładamy zupełnie inne kategorie. Rosyjskie wojsko? Okupacja! Amerykańskie wojsko? Suwerenność! Rosyjskie media? Wojna informacyjna! Zachodnie media? Wolność słowa! Zostańmy przy tym drugim przykładzie. Choć dopiero teraz mamy do czynienia z formalnym już ograniczaniem wolności słowa (zakaz transmisji RT na Litwie, podobne sytuacje w innych krajach bałtyckich) to jednak problem zaczął się już dużo wcześniej i to właśnie w Polsce.

Decyzja bezpieki o pozbawieniu akredytacji dziennikarskiej Leonida Sviridova była bowiem czymś więcej niż tylko „pojedynczym przypadkiem”, który czasem faktycznie się zdarza w relacjach między państwami.

W tej sprawie bowiem dziennikarzowi w ogóle nie dano możliwości nie tylko odniesienia się do ewentualnych zarzutów, ale nawet do… zapoznania się z nimi! Dziennikarza pozbawiono jego praw bez najmniejszego uzasadnienia, podając w środkach masowego przekazu, że „angażował się w działania przeciwko Polsce”. I to był ten kluczowy moment: nikomu z Polaków w tym zawodzie nie przyszło do głowy żeby zaprotestować przeciwko!

A przecież od wskazania korespondenta medialnego jako kogoś, kto swoją działalnością może „zagrażać państwu”, do rozciągnięcia tej zasady na innych, niekoniecznie już rosyjskich dziennikarzy, jest naprawdę mały krok. Przez lata rosyjskim mediom odmawiało się w ogóle prawa do nazywania się „dziennikarzami”, stosowano obraźliwe zamienniki w stylu „funkcjonariuszy medialnych”. Nie było „rosyjskiej jedynki” tylko „propaganda Putina”. Nawet teraz wycofano program skierowany do szczątkowej mniejszości rosyjskiej w Polsce, nie podając żadnego uzasadnienia takiego kroku, poza tym że był… rosyjskojęzyczny.

W czym więc problem, żeby podobne nastroje uruchomić wobec innych środków masowego przekazu i na tej samej zasadzie ograniczyć lub pozbawić ich swobody działania?

Zezowate szczęście?

W środowisku dziennikarskim jednak zawrzało. Wprawdzie Prawo i Sprawiedliwość już od lat mówiło o „repolonizacji mediów”, ale nigdy nie przeszło do czynów. Rządzący nie bez słuszności wskazywali też na struktury właścicielskie środków masowego przekazu w dużych krajach zachodnich. Tyle tylko, że biorąc pod uwagę to co stało się z TVP – ciężko powiedzieć, żeby kogokolwiek przekonali, iż ich działania mogą stan rzeczy naprawić i zapewnić większy (a nie mniejszy!) pluralizm.

Żeby było zabawniej – koncesjonowana opozycja najczęściej przyrównywała te metody do… rosyjskich, chełpiąc się oczywiście zupełną nieznajomością Rosji, co obecnie na salonach warszawskich jest naprawdę mile widziane. Piszący te słowa, podczas swojej pierwszej podróży do Rosji, też był nasycony podobnymi treściami i spore go spotkało zaskoczenie gdy w centrum Moskwy widział okładki tygodników opinii z obraźliwymi tekstami i karykaturami Władimira Putina. Do Rosji zresztą nie trzeba jechać, wystarczy włączyć dowolny talk-show tamtejszej telewizji by zobaczyć jak wiele głosów z różnych stron świata polityki (i świata w ogóle) się tam pojawia i żarliwie ze sobą sprzecza.

Niezależenie jednak od tego czy po niedzieli faktycznie nic się nie zmieni na szczytach władzy i czy rząd będzie nadal dysponował zupełną swobodą legislacyjną, machina która została nakręcona przed kilkoma laty i tak zbyt szybko się nie zatrzyma. Ci sami ludzie, którzy dzisiaj publicznie piszą o swoich obawach o wolność słowa w ciągu najbliższych lat rządów PiS, sami nierzadko odmawiali prawa do podobnych swobód Rosjanom, tylko dlatego że są oni Rosjanami. Sami więc skręcili bat, którym mogą teraz dostać na gołą skórę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)

Zobacz również:

Wybory prezydenckie 2020: będzie druga tura
MSZ Rosji reaguje na oskarżenia o „ingerencję” w amerykańskie wybory
Czego Polacy oczekują po wyborach prezydenckich?
Po wyborach Jarosław Kaczyński przejdzie na polityczną emeryturę?
Wybory ważniejsze niż koronawirus. Polacy się nie boją
Tagi:
wybory prezydenckie, wybory prezydenckie, prezydent Polski, prezydent, Andrzej Duda, Zbigniew Ziobro, rusofobia, rusofobia, Polska, Polska, rosjanka, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz