16:59 01 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)
12335
Subskrybuj nas na

Wynik wyborów prezydenckich warto omówić w co najmniej kilku wątkach. Jego konsekwencje mogą być tak krótko, jak i długofalowe, ale w pierwszej kolejności warto zająć się tym, co tak naprawdę miało miejsce. Dla wielu to zbyt trudne.

Plebiscyt jak nigdy wcześniej

Choć w retoryce dwóch wiodących opcji, gdy dochodzi do drugiej tury wyborów prezydenckich, głosowanie jest zawsze „plebiscytem”, to jednak najczęściej jest to element kampanii, mający przekonać do jednego, a zniechęcić do drugiego. Tym razem jednak mieliśmy do czynienia naprawdę z udzieleniem przez naród votum zaufania dla obecnej władzy. Prawie 70 proc. frekwencji oznacza nie tylko ogromną aktywność społeczeństwa polskiego, ale także to, że większość narodu dała się w tym podziale zmieścić. Z różnych, co prawda przyczyn, ale jednak. Należy to rozumieć jako ogromny ścisk na polskiej scenie politycznej, być może jego apogeum. W żadnych wyborach od 2005 roku (czyli początku duopolu PO-PiS) nie mieliśmy aż takiej frekwencji.

Wybory
© Depositphotos / Vchalup2
W niedzielnym plebiscycie decydujący głos miały mniejsze miejscowości i ludzie starsi. To te dwie grupy zmobilizowały się ponad miarę i to te dwie grupy udzieliły poparcia Andrzejowi Dudzie. Mieszkańcy wsi i małych miasteczek, traktowanych po macoszemu przez wiele lat po 1989 roku, postrzegają PiS jako „swoją” partią, która w większym stopniu pochyla się nad ich problemami. To nie miejsce na analizę tego, czy to słuszne odczucie, należy je jednak odnotować. Grupa ludzi po 60-tym roku życia jest z kolei motywowana dwojako. Po pierwsze transferami socjalnymi od rządu (trzynasta emerytura), po drugie w sposób negatywny, pamiętając, że to rząd PO-PSL podnosił wiek emerytalny. Piramida wieku jest nieubłagana, ponieważ jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, to znaczenie tej grupy wyborców tylko rośnie.

Zwycięstwo urzędującego Prezydenta RP jest o tyle imponujące, że przeciw niemu stanęła cała scena polityczna. Choć poparcie ze strony kandydatów poległych w pierwszej turze, nie było najczęściej ani entuzjastyczne, ani nawet wyrażone wprost, to jednak dla każdego było chyba czytelne.

Co więcej, Rafał Trzaskowski pozyskał prawie połowę wyborców Krzysztofa Bosaka, dla których Andrzej Duda jako kandydat prawicy, był przecież wyborem naturalnym. Ale i to nic nie dało. Komentatorzy piszący iż mandat prezydencki nie jest zbyt mocny, gdyż Duda dostał wynik niewiele wyższy od rywala, najwidoczniej nie rozumieją, że w kandydaturze Trzaskowskiego materializowała się cała scena polityczna nie należąca do Zjednoczonej Prawicy.

Na złodzieju czapka gore

Pałac prezydencki w Warszawie
© Sputnik . Igor Zarembo
Czy wybory prezydenckie były skazane na taki plebiscytowy scenariusz? Pewnie tak, ale epilog mógłby być inny, gdyby główny rywal Andrzeja Dudy nie wywodził się z Platformy Obywatelskiej. Nie dalej jak dwa miesiące temu do tej roli pretendowali Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz. Pierwszy, kojarzony ze środowiskiem katolickim, mógł spokojnie zmierzyć się z urzędującym prezydentem w walce o elektorat ludzi wierzących, zaś drugi mógłby zdobyć wyborców wiejskich. Oba to te segmenty głosujących, które w ogromnej większości poparły Andrzeja Dudę.

To było jednak nie do ścierpienia dla Platformy Obywatelskiej. Wewnętrzne walki między Borysem Budką, a Grzegorzem Schetyną ustąpiły logice czysto politycznej. Analitycy doskonale wiedzieli, że Rafał Trzaskowski może te wybory ostatecznie przegrać, ale woleli to niż utratę pozycji nr 1 w łonie koncesjonowanej opozycji.

W tym celu poświęcili bodaj najbardziej obiecującego polityka w swoim gronie, który półtora roku temu w cuglach zwyciężył wybory w Warszawie. Ożeniono Trzaskowskiego z porażką, być może niszcząc w ten sposób jego potencjalną karierę polityczną.

Platforma Obywatelska może wygrać w Senacie, może wygrać w wielkomiejskich samorządach, ale nie może być wiarygodna dla emerytów, którym chciała nakazać pracę niemal do śmierci. Dla każdego, kto zbliża się do jesieni życia, to element decydujący. I żadne obietnice Rafała Trzaskowskiego nie mogły tego zmienić. Wyborcy z tej grupy zagłosowali na wróbla w garści, ignorując nerwowo stukającego w dach gołębia. Być może nawet sztabowcy kandydata PO chcieli tego uniknąć, chowając symbole partyjne na czas kampanii, ale od tego rządzący mają media publiczne, by wyborcom przypomnieć z czym mają do czynienia. I to się im udało.

Vae Victis

Zrozumiałe, że Rafał Trzaskowski zaklina rzeczywistość i pociesza swoich wyborców retoryką o „przebudzeniu”. Tyle jednak retoryka, a prawda jest inna. Prosta, choć brutalna. Parlamentarna opozycja w żadnej konfiguracji nie jest dziś w stanie pokonać Prawa i Sprawiedliwości. Co więcej, ten efekt będzie raczej narastać. Liberałowie, w roli „pierwszych przeciwników PiS” przegrali właśnie siódme wybory z rzędu. Każde kolejne w coraz trudniejszych warunkach. Rządzący mają od teraz ponad trzy lata, by następnym razem było im jeszcze łatwiej. Po drodze są wprawdzie wybory samorządowe, ale bez wpływu na zdolność do całościowego zarządzania państwem.

Prezydent Polski Andrzej Duda
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Trzeba wreszcie zrozumieć, że jesteśmy po prostu krajem biednych ludzi. „Biednych” w tym sensie, że ludzi, których stan posiadania jest niższy od tego, co opowiadała im liberalna propaganda, jest więcej niż beneficjentów tego stanu rzeczy. Są oni już odporni na cały ten wokabularz centrum i lewicy o tolerancji, otwartości, europejskości itp. Nawet jeśli nie byli do wczoraj konserwatywni, to jednak są w stanie te wartości przyswoić, jeśli tylko ich dysponent sprawia wrażenie iż pomaga im w wydostaniu się z bagna niedostatku. Zjednoczona Prawica okazała się być tak mocno zależna od elektoratu socjalnego, że na prawicy zrobiło się tym samym miejsce dla Konfederacji, która w sferze ekonomicznej sięga raczej do tradycyjnego liberalizmu.

Można zatem powiedzieć, że sprzężenie kilku zjawisk: walka o pozycję lidera opozycji, brak zrozumienia podziałów w polskim społeczeństwie oraz nieprzystający do rzeczywistości liberalny język, doprowadziły do sytuacji, dzięki której monowładza Prawa i Sprawiedliwości będzie się przez najbliższe lata umacniać.

Kolejne stanowiska państwowe będą wpadać w ich ręce. I te duże i te mniejsze. Należy też oczekiwać wzrostu liczby oportunistów, nie lubiących PiS-u, ale pogodzonych z porażką, a chcących kontynuować swoje kariery. Najbliższe lata mogą być pod tym względem zatrważające, ale też i… zabawne. Polecam obserwować zwłaszcza tych, którzy jeszcze kilka dni temu słodko „trzaskali” na swoich mediach społecznościowych.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)

Zobacz również:

Platforma w konwulsjach
Wyścig donikąd
Agencja bezprzykładnego wariactwa
Rozgrzewka za nami
A teraz przyjądą po was?
Tagi:
Rafał Trzaskowski, Andrzej Duda, głosowanie, wybory, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz