20:24 27 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)
9269
Subskrybuj nas na

Znam bezideowość moich współziomków i wiem, że do tego co deklarują nie ma się co przywiązywać, bo zmiana preferencji wyborczych nie stanowi dla nich problemu. W mojej komisji wyborczej na przestrzeni ostatnich 31 lat, wygrywała PZPR, PSL, AWS, SLD, Samoobrona, PO, a PiS okazało się bezkonkurencyjne pod względem frekwencji i poparcia.

Pandemia pomieszała szyki Prawu i Sprawiedliwości, ale Platformie Obywatelskiej pozwoliła w trakcie kampanii wyborczej podmienić kandydata. Wynik: urzędujący prezydent Andrzej Duda obronił swoją pozycję, a naród organoleptycznie przekonał się o swoim potencjale intelektualnym.

Wieś zdecydowała o wyniku wyborów, ale triumfalizmu nie było, za to była determinacja, większa niż powszechna znajomość znaczenia tego słowa. Zgodnie z danymi mojej komisji wyborczej w pierwszej turze z czynnego prawa wyborczego skorzystało 61,99%. Andrzej Duda otrzymał wsparcie 81,22% wyborców, a Rafał Trzaskowski 4,59%, plasując się poza podium.

Choć moi współziomkowie wyeliminowali Rafała Trzaskowskiego z dalszej rywalizacji na pierwszym etapie, to jednak zostali zmuszeni ogólnopolską decyzją wyborców do drugiej konfrontacji z jego udziałem.

Kiedy wydawało się, że więcej już wycisnąć się nie da, w drugiej rundzie do poprzedniej determinacji dołożyli jeszcze mobilizację i z wyborczego prawa postanowiło skorzystać 73,33% mieszkańców, z czego 86,77% głosów wsparcia otrzymał Andrzej Duda.

Są po prawidłowej stronie

Nie przewidywałem takiego obrotu sprawy, ale wrodzona ciekawość kazała mi po oddaniu głosu „podeprzeć” jedno ze stojących drzew i obserwować ludzi, którzy w maseczkach i bez maseczek wchodzili do lokalu i po chwili wychodzili. A przez szerokie szklane drzwi było widać, że nie korzystali z kabin wyborczych.

Znam ich i wiem, że wynikało to z niezmąconej pewności dokonywanego wyboru i chęci zademonstrowania przed swoimi, że są po prawidłowej stronie. Na ich twarzach nie było widać pewności czy przejawów triumfalizmu, ale skrywaną chłopską zaciętość i przekonanie o własnej racji.

Kampanijny swąd, że nie Niemcy, nie Żydzi, nie LGTB będą wybierać im prezydenta unosiło się w powietrzu.

Polacy kolejny raz mogli się przekonać, choć nie wszyscy mają tego świadomość, że są uwięzieni w „narodowym katolicyzmie” niezależnie od swojego wieku. Otwartość i postęp zawsze wzbudza w nich prądy wsteczne, a ich uśpione kołtuństwo niezawodnie odradza się, jakby stało na straży pobudzania hamulcowych wszelkiego postępu.

Krok w przód, dwa kroki do tyłu

Z drugiej strony był za to tragizm, wyzwany brakiem wystarczającej determinacji wśród tych, co to nie boją się Niemców, ani Żydów, ani LGTB. Głosy tych cichych bohaterów rozmyły się w zaściankowym morzu lęków, dlatego u mojej 83-letniej znajomej, na wieczorze wyborczym, po ogłoszeniu wyników exit poll zaczęły przybierać na sile bóle, choć godzinę wcześniej ledwie były wyczuwalne.

© Sputnik . Aleksei Vitvitskiy
Pani Krystyna, dla której być może były to ostanie wybory, wybrała się o poranku wraz z 85-letnim mężem w 100 kilometrów podróż, aby spełnić swój obywatelski obowiązek. A po ogłoszeniu wstępnych wyników nie mogła pojąć atrakcyjności pisowskiego przekazu i krótkowzroczności pisowskich wyborców.

Dokonując podsumowania wyborczej batalii z nostalgią wymienia Jacka Kuronia, trzymając dłoń na jego książce z dedykacją dla niej; Karola Modzelewskiego, Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka, swoich politycznych idoli, dla których nie potrafi znaleźć równych im współczesnych odpowiedników.

Rafała Trzaskowskiego nie traktowała, jako ostatniej nadziei, bo jeszcze wiele mu brakuje, ale większą wiarę pokładała w racjonalności Polaków, którzy w efekcie okazali się równi swoim ojcom, dziadom i pradziadom, którzy mogąc zrobić krok w przód, robili dwa kroki do tyłu.

Wybudowanie muru wzdłuż polskiej granicy?

Trzy dni po wyborach, kiedy emocje już opadły, właściwie szukałem odpowiedzi, dlaczego frekwencja była taka wysoka. Znam bezideowość moich współziomków i wiem, że do tego, co deklarują nie ma się, co przywiązywać, ponieważ zmiana preferencji wyborczych nie stanowi dla nich problemu. W mojej komisji wyborczej na przestrzeni ostatnich 31 lat, wygrywała miażdżąco PZPR, PSL, AWS, SLD, Samoobrona, Platforma Obywatelska, a Prawo i Sprawiedliwość okazało się bezkonkurencyjne pod względem frekwencji i poparcia.

W trakcie tych rozmów usłyszałem, że w pobliskich Kozienicach w piątek przed wyborami na targowisku były kolportowane… ręcznie pisane ulotki. Można się było z nich dowiedzieć, że wybranie Rafała Trzaskowskiego równa się… „eutanazja osób starszych i urywanie główek dzieciom”.  

Kiedy zastanawiałem się skąd to się bierze przypomniałem sobie wystąpienie Dudy w Końskich, kiedy przekonywał, że: „W Belgii i Holandii już dziś odłącza się ludzi od respiratorów. Czy pozwolicie na taki liberalizm w Polsce? Już słychać pierwsze sygnały o tym, że z tych państw, gdzie eutanazja została wprowadzona, będą przyjeżdżali do nas starsi ludzie, seniorzy z krajów Europy Zachodniej, po to, by móc dożyć spokojnej starości”. Pomyślałem wtedy, że to wyborcza hucpa. Ręcznie pisane ulotki w Kozienicach (!) – dziś myślę, że nie było to miejsce wyjątkowe, potwierdza jak bardzo się myliłem.

Polacy boja się już ideologii gender, imigrantów, nieustająco Żydów, Ruskich, Niemców, teraz dołączyła eutanazja, LGBT i dyżurna aborcja. 

Jak tak dalej pójdzie to w niedługim czasie padnie propozycja wybudowania muru wzdłuż polskiej granicy, aby żadna z cnót polskich nie uleciała za granicę i aby żaden przejaw zepsucia zza granicy nie skalał polskiego ducha.                      

„Gdzie my żyjemy?”

Podczas jednej z powyborczy rozmów w gminie, gdzie na Dudę, a tak naprawdę na PiS głosowało 76,4% wyborców, kolega pyta mnie „Gdzie my żyjemy?”.

Żyjemy z kraju, którego obywatele próbują się samookreślić. Choć traktujemy się, jako jeden naród, to mentalnie jesteśmy zwalczającymi się plemionami, które swoją tożsamość budują w oparciu nie o relacje własne, ale o związki ze swoimi zewnętrznymi sojusznikami. Jedni krzywo patrzą na głosującą na PiS amerykańską polonię, a drudzy oskarżają Niemców o mieszanie się w polskie wybory.

Żyjemy w kraju, którego społeczeństwo Cyprian Kamil Norwid nazwał „bezwartościowym”.

Na łonie natury.
© Zdjęcie : Aleksander Kwaniewski
Żyjemy w kraju, którego obywatele dają się prowadzić może nie „przez najpodlejszych wśród podłych”, jak widział to Churchill, ale przez ludzi bez wizji, bez polotu, bez charyzmy.   

Wystarczy posłuchać owych wybrańców w dni po spapranych wyborach, kiedy z nadymających się „tenorów” zeszło powietrze i falsetem próbują zminimalizować swój wkład w porażkę.

Hołownia upił się swoim wynikiem z pierwszej tury i zanim wytrzeźwiał, rozmieniał się na drobne. Kosiniak-Kamysz nie wiedząc, co zrobić ze swoim dorobkiem, stanął milcząco w rozkroku. Biedroń zamknął „projekt”. Bosak liczy „plusy”, z których do następnych wyborów niewiele zostanie, bo PiS się o to postara. A Trzaskowski uratował Platformę Obywatelską. Narodowi został prezes Kaczyński i błaznujący na Twitterze Tusk.

Wśród większości Polaków, otwartość i pionierskie postawy zawsze były podejrzane i wzbudzały prądy wsteczne, a uśpione kołtuństwo niezawodnie odradza się, jakby przyjmowało za swój obowiązek budzenie hamulcowych wszelkiego postępu.

Z taką menażerią jest się przegranym nawet, gdy się wygrywa.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)

Zobacz również:

Młyny Kremla. Lektura dla „moderatorów” historii
Leśna opowieść: Na kogo Pan głosuje?
Pycha „Gazety Wyborczej”
Konstytucja w dobie pandemii: szargają nią niczym szmatą
Polska farsa i polskie marzenia
Szymon Hołownia – chłopiec do wzięcia
Tagi:
wybory prezydenckie, wieś, Szymon Hołownia, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Rafał Trzaskowski, Andrzej Duda, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz