17:41 11 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)
4242
Subskrybuj nas na

Im dłużej trwa lizanie ran po stronie opozycji i im więcej czyta się komentarzy liberałów oraz wtórującej im lewicy, tym łatwiej dojść do wniosku, że ci ludzie niewiele rozumieją z kolejnej porażki.

Powyborczy dramat

W polskiej polityce, jak przyjdzie co do czego, to nie tylko brak odważnych ludzi zdolnych wziąć odpowiedzialność za konkretne decyzje, ale nie ma też chętnych, by przyznać się do porażki. A przecież bez tego trudno mówić o wyciągnięciu wniosków. Jeżeli dziś Rafał Trzaskowski opowiada wszem i wobec, że przecież dostał 49% poparcia, to znaczy, że nawet nie przejrzał powyborczych badań. A te są jednoznaczne: większość wyborców kandydata PO głosowała na niego przede wszystkim dlatego, że nie był Andrzejem Dudą. Taka konfiguracja może nastąpić tylko w wyborach prezydenckich, bo tylko te (poza wyborami samorządowymi) odbywają się w Polsce w systemie dwuturowym. Co więcej, te 49% Trzaskowski zdobył przy absolutnej mobilizacji własnych wyborców, co widzieliśmy nie tylko w dużych miastach, ale też poza granicami kraju, kiedy konsulat polski w Manchesterze tonął w kartach wyborczych, a chorwaccy mieszkańcy Splitu nie mogli uwierzyć co to za kolejka wije się przez pół miasta do polskiej placówki. A i to nie wystarczyło!

Kierownictwo liberałów chyba utraciło też zdolność do planowania. Doprawdy nie wiadomo czemu ma służyć ten wielki protest wyborczy i angażowanie tysięcy ludzi w wyszukiwanie nieprawidłowości i „nieprawidłowości” przy głosowaniu 12 czerwca.

Czy Borys Budka naprawdę wierzy, że Sąd Najwyższy unieważni przez to wybory? Opozycja twardo obrała kurs na śmieszność i za nic w świecie nie chce z niego zejść. A przecież polityka to tylko nieco większe szachy i zwłaszcza w okresie pozawyborczym, w który właśnie wchodzimy (następne wybory na szczeblu centralnym to wg kalendarza październik 2023), należałoby podjąć działania długofalowe, a nie zbijać pionka Państwowej Komisji Wyborczej, by w następnym ruchu utracić Wieżę własnej powagi.

Chaotyczne kroki liderów liberalnej opozycji mogą jednak wynikać także z podskórnego przeczucia, że nic więcej się tu już nie da zrobić. Rafał Trzaskowski chce przyciągnąć do siebie Szymona Hołownię, zarzeka się o „poszerzeniu formuły”, ale przed kilkoma dniami przegrał przy jej maksymalnym rozciągnięciu na ludzi, którzy w normalnych warunkach nie oddali by swojego głosu na kandydata kojarzonego z Platformą Obywatelską.

Tu nie ma o co walczyć, nie na tym boisku. Ta drużyna ma po prostu mniej kibiców. Czas udać się na trudny wyjazd, ale nie z tą ekipą i nie z tym selekcjonerem.

Twierdza PiS?

Badania powyborcze, tak ostentacyjnie ignorowane przez wyżej opisywanych, wskazują jednoznacznie, iż Prawo i Sprawiedliwość jest dziś postrzegane jako „partia interesów ludowych”. Głosują na nie słabiej wykształceni, gorzej usytuowani materialnie i geograficznie, ludzie z niższym kapitałem społecznym. To wcale nie jest klerykalna i konserwatywna prawica. Takich poglądów wszyscy nie mają. Wszyscy mają za to żołądki i to, o zgrozo, całkiem podobne. W wielu demokracjach, także zachodnich, przez lata taki elektorat był reprezentowany przez parte lewicowe, niekoniecznie komunistyczne, ale także socjaldemokratyczne. Klasycznym przykładem jest austriacka SPӦ. Uwielbiam ten przykład, bo przez lata pracy tej partii uzyskała ona status formacji pracowniczej, dzięki czemu jako jedna z nielicznych partii tradycyjnej lewicy w Europie pozostaje w swoim kraju na relatywnie silnej pozycji (zwłaszcza w porównaniu z Niemcami czy Francją).

Austriaccy socjaldemokracji nie są konserwatystami ani ich nie udają, by przypodobać się ludowym wyborcom. Niemniej jednak sednem ich przekazu pozostają sprawy pracownicze, tak „przyziemne” tematy jak polityka mieszkaniowa, warunki płacowe, ceny podstawowych produktów, słowem: interes klasowy pracujących.

Bo to tacy wyborcy, nazwijmy ich „socjalnymi” decydują o kolejnych miażdżących wygranych PiS. Ci sami, którzy w 1993 i 2001 roku wybierali SLD.

To oni stanowią większość, bo taka też była tu transformacja ustrojowa - mnóstwo ludzi wyrzuciła poza nawias społeczny. Może tego nie widać z warszawskiego Wilanowa, ale warto czasem wychylić stamtąd nos. PiS dzięki kilku programom społecznym stał się dysponentem głosów wykluczonych, bo nikt inny nie jest dla tych ludzi wystarczająco wiarygodny.

Polscy lewicowcy nie mogą jednak pojąć tych (wydawałoby się) prostych faktów, bo sami w większości wywodzą się z warstw uprzywilejowanych. Elity SLD to przecież uwłaszczeni na przemianach po 1989 roku działacze, szczycący się zresztą „restauracją demokracji”. Materialnie są raczej zabezpieczeni na lata. Na czele Wiosny stoi Robert Biedroń, przez lata aktywista hojnie dotowanej Kampanii Przeciw Homofobii. Jego oficjalne dossier nic nie mówi o tym, by choć przez chwilę gdziekolwiek pracował tak jak większość Polaków. To może chociaż lewe skrzydło czyli Razem? Pewnie w większym stopniu, ale sam lider Adrian Zandberg w swoim CV też raczej nie posiada stanowiska robotniczego, od lat zajmując się pracą akademicką.

To bardzo proste: problemy polskiej klasy pracującej nie są problemami polskiej lewicy, dlatego nie ma ona prawa ich zrozumieć i tym samym dotrzeć do większości społeczeństwa. Nikt z tej drużyny nie przedrze się na połowę boiska, której pilnują zawodnicy PiS.

Rewolucja kadrowa

A kto może próbować? Na pewno nikt kogo dzisiaj Polacy znają z nazwiska. W Polsce nie brakuje np. odważnych działaczy związkowych, często zrzeszonych poza dużymi centralami pracowniczymi, które w większości przypadków zawsze idą na rękę rządowi lub kapitalistom, gdy dochodzi do poważnego konfliktu. Stąd uczciwi związkowcy szukają niekiedy możliwości działania w małych organizacjach. Jeżeli są konsekwentni w obronie praw ludzi pracy, to ci ich po prostu obierają swoimi liderami. To tacy ludzie mogą być wiarygodni i w Lesznie i w Końskich. Po drugie byli działacze Samoobrony. To całkiem spora grupa ludzi, z których część pozostaje do dziś bez politycznej afiliacji. Na nich zresztą spadają represje ze strony rządu PiS, acz ta sprawa w ogóle zasługuje na osobny artykuł, lub nawet śledztwo.

Tak czy inaczej: Samoobrona była jedyną formacją w Polsce, która zjednywała sobie przez wiele lat klasę pracującą i to tak wiejską jak i miejską.

Nie była to partia klasycznej lewicy, ale przecież lewica w Polsce to obecnie „radykalne skrzydło liberalizmu”, więc nie powinno to mieć znaczenia. Całkiem niedawno kimś tego rodzaju wydawał się Michał Kołodziejczak, ale z nie do końca zrozumiałych powodów zszedł z boiska przed początkiem meczu.

Nie należy rezygnować z własnej tożsamości

PiS nie musi się dzisiaj przejmować cierpiącymi na niewybieralność liberałami, bo ci ze swoją retoryką tylko powiększają grono wyborców formacji rządzącej. Mylą się jednak publicyści w rodzaju Rafała Wosia, że kluczem do odzyskania wiarygodności jest (choćby krytyczne) poparcie PiS. Nie, nie należy rezygnować z własnej tożsamości. W polityce nie chodzi przecież o wyobrażoną „uczciwość”, a o „skuteczność”. Żaden opozycjonista nie ma interesu w tym, by chwalić PiS za jego politykę socjalną, ale też nie powinien go za to ganić, zwłaszcza w warunkach, gdy pozostaje to jedyny rząd, który pochylił się nad problemami ludzi biednych. Rządzący bardzo jednak nie lubią, gdy ktoś pojawia się na ich murawie. Przykładem niech będzie próbująca wedrzeć się prawym skrzydłem boiska Konfederacja, wobec której już teraz stosuje się brutalne faule. Myślę, że w tym też należy upatrywać przyczyn represji wobec Zmiany i Mateusza Piskorskiego, z tym że nam nie udało się nawet przekroczyć połowy rywala.

Opracujmy taktykę zanim zaczniemy grać

Gdyby się jednak udało wrzucić jeszcze piłkę z autu i na chwilę ją opanować, to nie należy się bać wyrazistości. Nie da się dziś przelicytować Prawa i Sprawiedliwości na obietnice socjalne.

Rządzący mają po swojej stronie fakty, a przeciwnicy tylko obietnice. Wyborca jest na tyle racjonalny, by wybrać to pierwsze. Należy odrzucać kapitalizm systemowo.

Jego strukturę własności, jego sposób produkcji i jego hierarchię. Stworzyć alternatywę, której nie stworzą beneficjenci obecnego podziału dóbr w Polsce. To wystarczająco angażujące zajęcie by przestać skupiać się na forsowaniu przemian obyczajowych dotyczących najwyżej 1% społeczeństwa, a co w ogóle nie jest atrakcyjne dla klasy pracującej, żyjącej raczej problemami dnia jutrzejszego, a nie zmiany płci. Owszem, trzeba się przeciwstawiać neohitlerowskiej mowie nienawiści w stosunku do mniejszości seksualnych (ale także w stosunku do np. mniej wykształconych wyborców PiS, co robią przecież liberalni ćwierćinteligenci), ale to nie znaczy, że konieczne jest bezwarunkowe poparcie dla finansowanych zza granicy fundacji i organizacji mieniących się reprezentantami całej grupy ludzi.

© Sputnik . Aleksei Vitvitskiy
Wreszcie: trzeba wyjść poza ramy dyskusji na temat polityki międzynarodowej. Z sukcesami robią to La France Insoumise Jeana-Luca Melenchona czy Podemos Julio Iglesiasa w Hiszpanii. Polska naprawdę nie jest i nie musi być skazana na rolę poduszki powietrznej amerykańskiego imperializmu w Europie. Nigdy nie zapomnę, gdy przed kilkoma laty, kiedy jeszcze byłem w Samoobronie, zaatakował mnie pewien działacz SLD zarzucając nam i narodowcom „rozbijanie jedności w polityce zagranicznej”. Historia dopisała do tego fatalny epilog, bo ta „jedność” przyniosła nam efekt w postaci… amerykańskiej okupacji wojskowej.

W każdym razie – przeprowadźmy selekcję, poważny trening i opracujmy taktykę zanim zaczniemy grać.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
II tura wyborów prezydenckich w Polsce (78)

Zobacz również:

Bosak o koalicji z PiS: Nie wykluczam
Szanse Trzaskowskiego rosną. PiS bez większości w Sejmie
Poseł PiS o homoseksualizmie: związek dwóch panów albo jednego pana z kozą
Społeczeństwo konsumpcyjne PiS-u: czy Polacy będą musieli zacisnąć pasa po pandemii koronawirusa?
Poseł PiS o krytykach zakupu F-35: Niech się lepiej zajmą opieką nad kurami
Tagi:
partie polityczne, wybory parlamentarne, wybory prezydenckie, wybory, Andrzej Duda, Szymon Hołownia, Lewica, PiS, MSZ Polski, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz