17:20 03 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
9333
Subskrybuj nas na

W rok po rozpoczęciu kadencji PE, Onet ogłosił ranking „najlepszych i najgorszych” polskich europosłów. Najzabawniejsze jest to, że z rankingu ni czorta nie wynika, kto jest dobrym europosłem, a kto wręcz przeciwnie.

Kryteria, które sprawdzają się w odniesieniu do krajowych parlamentarzystów – szeroko pojęta „pilność”, udział w posiedzeniach i głosowaniach – są w Parlamencie Europejskim o tyle niemiarodajne, że rzecz idzie o prawdziwe pieniądze. Za dzień posiedzenia europoseł dostaje ponad 1400 złotych, jeśli się podpisze na liście, ale jeśli opuści ponad połowę głosowań – tylko 700. Powszechna pilność zdaje się zatem dość zrozumiała – tym bardziej, że w związku z koronawirusem, spora część pracy w ciągu tych 12 miesięcy sprowadzała się do siedzenia w domu przed komputerem, bo posiedzenia odbywały się zdalnie.

Istnieją wprawdzie wyrafinowane narzędzia do oceniania pozycji politycznej europarlamentarzystów – można je znaleźć np. na portalu votewatch.eu – ale tam podsumowanie odbywa się co 2 lata, co znaczy, że obecny ranking dotyczy jeszcze poprzedniej kadencji.

Choć warto w tym miejscu odnotować, że w rankingu „wpływowości” europosłów – mierzonej zajmowaniem kluczowych pozycji i wpływem na kształtowanie konkretnych legislacji np. poprzez rolę posła-sprawozdawcy – w kilku pierwszych dziesiątkach znalazło się zaledwie paru posłów z Polski: Danuta Hubner, Jerzy Buzek, Czesław Siekierski, Bogusław Liberadzki. Generalnie zaś polska delegacja została oceniona jako przeciętna; taka, która „nie zadaje ciosów ani powyżej, ani poniżej swojej kategorii wagowej” – jak obrazowo opisuje to analityk.

Przeciętna „wpływowość”

Do kompletu, raport zaznacza, iż owa przeciętna „wpływowość” jest głównie efektem formalnej pozycji tych kilku osób w strukturach parlamentu. Jeśli chodzi o wpływ na kształt poszczególnych rozwiązań legislacyjnych to „bijemy poniżej” naszej kategorii wagowej, czyli pozycji właściwej dla kraju naszej wielkości. Znaczące są dwa rankingi dotyczące wpływu na kwestie, które zdominowały świat, a przynajmniej Europę w ostatnich miesiącach: zdrowia (w kontekście koronawirusa) i ekologii. W kwestii debaty o zdrowiu, odnotowany został jeden europoseł z Polski – Bartosz Arłukowicz – acz jego wpływ oceniono raczej jako „społeczny”, niż „polityczny”; co można rozumieć w ten sposób, że jego głos jest donośny, ale niesłuchany.

W debacie o ratowaniu Europy i świata przed katastrofą klimatyczną nie wyróżnia się żaden z wybrańców polskiego narodu. Wyróżniamy się za to – zbiorowo – jako kraj najbardziej w UE oporny wobec zasady, iż handel międzynarodowy musi uwzględniać troskę o środowisko. W sumie – nie ma powodów do dumy.

Ale oczywiście, poza wymyślnymi logarytmami, jest coś równie ważnego – a nawet ważniejszego – i jest to ogólne wrażenie, jakie ci faceci i facetki robią na nas za bańkę rocznie.

Rafał Trzaskowski
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Szok finansowy, oderwanie się od polskiej rzeczywistości, daremne pouczanie

Jeśli chodzi o europarlamentarzystów PiS, nikt chyba nie ma wątpliwości, że to stanowisko, wraz z obłędnymi apanażami, jest nagrodą za lojalność, udzielaną przez prezesa i pozostającą w jego wyłącznej dyspozycji. Dla polityków PiS, którzy w zeszłym roku po raz pierwszy trafili do PE – zawodowych działaczy, którzy przed wejściem do polityki wykonywali godne, acz mało dochodowe zawody lekarza, nauczyciela, kuratora, pracownika administracji samorządowej „z terenu” – szok finansowy musi być ogromny i w zasadzie trudno się dziwić, że skupiają się na swoim dobrostanie.

Choć, jak słychać, niektórzy z nich – Joachim Brudziński i Beata Szydło – nie są do końca obojętni na polskie sprawy, knując wraz z Ziobrą i Kurskim przeciwko Morawieckiemu. Jeśli to prawda, to wypada pogratulować: popularność władzy, w tym zwycięstwo Andrzeja Dudy, jest prostą pochodną polityki społeczno-gospodarczej Mateusza Morawieckiego.

Pomysł, żeby wywalić Morawieckiego i zostawić Ziobrę – czyli żeby zamiast (używając języka opozycyjnego komentariatu) „przekupywać” ludzi, wziąć ich za mordę – jest znakomitym dowodem na to, jak dalece niedawni członkowie rządu oderwali się od polskiej rzeczywistości przez rok w Brukseli.

Z drugiej strony – mamy bywalców salonów, takich jak wspomniany Arłukowicz, czy Radosław Sikorski, którzy z pozycji europejskich mędrców występują w naszych prowincjonalnych mediach pouczając nas, jak z tej Brukseli wyglądamy. Szczerze mówiąc, zarówno ich osoby, jak ich poglądy, mało mnie obchodzą.

Znacznie bardziej obchodzą mnie europosłowie Lewicy. A tu nie jest wesoło.

Od wyboru mniejszego zła do uznania naturalnego lidera droga jest daleka

Robert Biedroń poniósł druzgoczącą klęskę, w której, jestem dogłębnie przekonana, decydującą rolę odgrywał właśnie jego europoselski mandat i związane z nim zarobki. Polacy są szczególnie biegli w liczeniu cudzej kasy i fakt, że Biedroń wolał tłuc szmal w Brukseli, niż przywodzić lewicy od Krosna po Słupsk – choć wcześniej mówił co innego – zmiażdżył jego wiarygodność i polityczną przyszłość jako „lewicowej nadziei”.

Ale nie jest tak, że druga noga zjednoczonego dziś lewicowego frontu – ta, która trafiła do PE z list Koalicji Europejskiej – poczyna sobie znacznie lepiej. W jakimś dziwacznym spazmie, obliczonym zapewne na podkreślenie historycznego grawitasu formacji – Włodzimierz Czarzasty wywalczył trzy biorące miejsca dla trzech byłych premierów eseldowskich rządów. Z całym szacunkiem dla ich doświadczenia i kompetencji – nie jestem w stanie dostrzec, jaka korzyść płynie z ich obecności w Brukseli dla Lewicy, a także lewicy. Czyli dla konkretnej formacji politycznej, która dała im miejsca na listach – a także, a nawet przede wszystkim, dla konglomeratu poglądów i wartości, które składają się na lewicowość.

Cenię sobie intelektualną niezależność prof. Belki, który ocenia politykę gospodarczo-społeczną rządu w sposób dość obiektywny i nawet miewa odwagę powiedzieć o niej coś dobrego – co zasadniczo różni go od Leszka Millera i Włodzimierza Cimoszewicza, hołdujących paradygmatowi „opozycji totalnej” – ale żaden z tych trzech facetów nie jest lewicowym wojownikiem. Szczególnie frustruje mnie w tej triadzie Leszek Miller, który w zasadzie zapisał już lewicę do PO pod charyzmatycznym przywództwem Rafała Trzaskowskiego i nawet opieprzył wyborców, którzy śmieli pomyśleć inaczej.

Rafał Trzaskowski – ogłosił Leszek Miller – to „naturalny kandydat” na lidera całej opozycji. „Gdyby cała opozycja poszła do wyborów i zagłosowałaby na pana Trzaskowskiego, to dzisiaj można by otwierać szampany, ciesząc się z okazji zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego”. Miller, Cimoszewicz i Belka opublikowali „wezwanie do wszystkich, którzy głosowali na Roberta Biedronia, żeby porzucili swoje wahania i niezależnie od różnic politycznych głosowali na Rafała Trzaskowskiego”; toteż Miller „jest zdumiony, że mimo to jakaś grupa wyborców Biedronia zdecydowała się głosować na prezydenta Dudę”...

Obawiam się, że Pan Premier Miller przecenia wagę swego autorytetu wśród lewicowych wyborców. Mam wielką słabość do Pana Premiera Millera, ale w tej sprawie jestem z wyborcami. Głosowałam na Rafała Trzaskowskiego, bo uważam, że najzdrowszą formą sprawowania władzy w tak niedojrzałej demokracji jak nasza, jest kohabitacja, choćby między dwoma skłóconymi prawicami – ale od wyboru mniejszego zła do uznania naturalnego lidera droga jest bardzo daleka.

20 lat temu takim naturalnym liderem – i lewicy, i opozycji en général – był Leszek Miller, o którym kabaret „Ale Plama” śpiewał: „Kto będzie prezesem banku, kto będzie w radach nadzorczych, kto będzie w spółkach skarbu państwa, kto będzie miał telewizję publiczną? Koledzy Leszka Millera”... Dziś niestety brakuje polityka tego formatu. Także Leszek Miller nie dorasta do Leszka Millera. A kolegów ma na swoją miarę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Zaraza na naszą miarę
Pospieszyli się z Rafałem
Andrzej Duda w amerykańskim sklepie z zabawkami
Duda nie Korwin
Bążur kontra Długopis
Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało...
Tagi:
pieniądze, Robert Biedroń, wybory prezydenckie, Rafał Trzaskowski, Leszek Miller, Parlament Europejski, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz