17:00 03 Sierpień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
5714
Subskrybuj nas na

No i stało się. Deweloper nie ujawnia ani nabywcy, ani kwoty zakupu, ale chwali się, że to największa transakcja na polskim rynku nieruchomości. Łatwo się domyślić, że chodzi o oryginalny budynek w centrum stolicy, adres: Złota 44 i najwyżej położony penthouse w Europie.

Trzy piętra na wysokości 200 metrów, powierzchnia 600 metrów kwadratowych plus 30 metrów kw. prywatnego tarasu. Takie drobiazgi jak do dyspozycji właściciela basen, sala kinowa i strefa SPA to oczywistość. Ile to kosztowało ?

Specjaliści mogą tylko szacować; niedawno sprzedano w tym budynku 240-metrowy apartament, poniżej piątego piętra, gdzie cena za metr wynosiła 46 tys. zł. Więc ten na szczycie musiał być droższy, powiedzmy 50 tys. za metr. Wychodzi za całość jakieś 30 milionów złotych. Ale za to jaka panorama... Jeżeli ktoś ma wolną gotówkę, to w tym wieżowcu, zaprojektowanym ponad dziesięć lat temu, są jeszcze apartamenty do kupienia

W centrum czy dalej?

Zejdźmy na ziemię. W centrum Warszawy za metr kwadratowy nowego mieszkania deweloperzy domagają się ok. 19 tys. zł, ale już w nowych, trochę odleglejszych dzielnicach niecałe 8 tys. zł. Niektórzy wolą daleko od śródmiejskiego zgiełku, inni bliżej stacji metra czy linii tramwajowej, lecz wtedy cena wzrasta. Można jeszcze dojeżdżać autobusem, zaoszczędzimy na kosztach mieszkania, zapłacimy zszarganymi nerwami w korkach.

No cóż: oszczędności w kosztach 50-metrowego lokum w Wawrze a nie Śródmieściu mogą wynosić nawet pół miliona złotych; na Żoliborzu, Woli czy Ochocie można odłożyć ponad 200 tys. I to wcale nie dlatego, że budowa mieszkania w centrum jest droższa niż kawałek dalej, ale dlatego, że deweloperzy biorą wyższą marżę za droższe lokalizacje – dłużej trzeba czekać na klienta. Warto przemyśleć.

I jeszcze jedno. Deweloperzy raczej nie negocjują cen za mieszkanie, ale kuszą bonusami. Albo rabat na wykończenie pod klucz, albo osobista komórka lokatorska, albo gwarantowane miejsce parkingowe. A jedna taka firma to wręcz reklamuje się ofertą „tarczy ochronnej w czasach covidu” - czyli dofinansowanie zakupu mieszkania, spłatę rat kredytu oraz ochronę przy utracie pracy. Niczego nie podejrzewamy, ale chyba warto ostrożnie podchodzić do takich propozycji.

Przeprowadzka albo własne

W innych miastach jest oczywiście taniej, a i różnice między centrum a okolicami są mniejsze. We Wrocławiu czy Krakowie to proporcje 9 do 7 tys. za metr kwadratowy. W Łodzi nawet mniej. Pewną specyfiką wyróżnia się tu Poznań. Cena za metr mieszkania, prawie wszędzie nieco przekracza 7 tys. zł, bez względu, gdzie to jest. Analitycy tłumaczą, że ci z zasobniejszym portfelem nie kupują mieszkań tylko budują własny dom.

Może są szczęśliwsi. I wychodzi na to, że będą mieli naśladowców w całym kraju. Z danych statystycznych GUS wynika, że rośnie liczba pozwoleń na budowę. Nagle w czerwcu wzrosła o 20 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym, przekroczyła 16 tysięcy. Część zgarnęli deweloperzy, ale prawie 10 tysięcy to indywidualne inwestycje, znów prawie 20 proc. więcej niż rok temu.

Przy skromniejszych zasobach warto pomyśleć o kupieniu mieszkania używanego, z tzw. drugiej ręki. Oczywiście tu podstawą jest uruchomienie mózgu czyli przygotowanie się do negocjacji. A analitycy rynkowi przekonują, że warto powalczyć.

Np. we Wrocławiu czy Gdańsku w II kwartale można było osiągnąć rabat nawet 5 procent od ceny wyjściowej. Czyli oszczędność kilkudziesięciu tysięcy złotych. Krakusy niby są najbardziej oporni na obniżanie ceny sprzedawanego mieszkania, ale tu zanotowano jedną z najwyższych obniżek – 4,4 proc. w porównaniu do cen z ubiegłego roku. Więcej można było ostatnio wynegocjować tylko w Łodzi – prawie 5 proc. Według fachowców w Warszawie nie jest tak łatwo, ale też parę, paręnaście tysięcy można urwać.

„Wespół w zespół”

Można jeszcze inaczej. Ministerstwo Rozwoju rozejrzało się po Europie (choć Stany startowały z tym pomysłem dużo wcześniej) i przygotowuje projekt kooperatyw mieszkaniowych. To ma być tak: przynajmniej trzy rodziny umawiają się, że zbudują wspólny dom, albo na jednej działce trzy, cztery małe domy.

Liczą na to, że miasto czy gmina da lub sprzeda im tę działkę za niewielkie pieniądze. Mogą też przejąć prawie darmo jakiś stary budynek, byle stworzyli tam przynajmniej trzy mieszkania. Koncepcja warta grzechu, ale jak zwykle diabeł... Na razie dużo pytań formalno-prawnych o rzeczywistą pomoc dla tych, którzy rzeczywiście mieszkań potrzebują.

Ot choćby: kiedy się bogatsi zwiedzą, to wykupią te tanie działki czy bliskie ruiny domy i już mają interes. No i te akty notarialne, podział gruntu, prawa własności – mnóstwo nowych przepisów. Ale może się uda.

Koniecznie w dużym mieście?

Dzisiaj wielu Polaków zastanawia się: gdzie ja właściwie chcę mieszkać, gdzie jest lepsza dla mnie i mojej rodziny praca i życie. Na szczęście prawie skończyły się czasy, kiedy człowiek, jak ten pańszczyźniany chłop, był przywiązany do konkretnej ziemi. Są samochody, pociągi, samoloty, zdalna praca przez internet. Więc gdzie?

Ubiegłoroczny ranking kilku poważnych redakcji i wspierających je uczelni starał się uzyskać opinię: w którym polskim mieście mieszka się najlepiej. Brano pod uwagę dużo różnych aspektów: możliwość znalezienia lokum, zarabiania, komunikacji, czystości powietrza, robienia zakupów i korzystania z usług czy ludzkiej życzliwości i uśmiechów.

Wygrał Sopot, nic dziwnego, kto tam raz był, ten będzie wracał. Albo się tam przeprowadzi. Może też do wielkopolskiego Leszna (miejsce 11) lub podkarpackiego Krosna ( miejsce 13).

Chyba, że raczej w Bieszczady. Bo jak śpiewał Jan Kaczmarek: a mnie się marzy kurna chata, zwyczajna izba zbita z prostych desek, żeby się odciąć od całego świata, od paragonów, paragrafów i wywieszek...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
GUS, parking, Warszawa, zakup, mieszkanie, inwestycje, Polska, rynek nieruchomości, budowa
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz