02:36 29 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2199
Subskrybuj nas na

„Dziel i rządź” to konkurencja, w której niekwestionowanym Mistrzem Polski jest Jarosław Kaczyński. Wyraźnie zazdrośni politycy opozycji i antyrządowy komentariat usiłują eksploatować konflikty wewnątrz obozu władzy, żywiąc cokolwiek infantylną nadzieję, że uda im się pobić prezesa na jego własnym boisku.

W tych raczej nieudolnych próbach ulegają pokusie dzielenia sojuszników PiS na złych i dobrych. Jako członek przeklętego bractwa symetrystów, rozumiem tę pokusę – z tym, że jej realizacja przyczynia się, w mojej opinii, do utrwalania obecnej władzy. Albowiem, o ile źli pisiści są rzeczywiście źli, dobrzy bynajmniej nie są dobrzy.

Źli pisiści

Do tych pierwszych zaliczany jest słusznie Ziobro wraz ze swoja jaczejką niewypuszczających noża z zębów hunwejbinów, którzy głoszą nieomal otwartym tekstem, że opozycja tylko dlatego ciągle jeszcze istnieje w Polsce, że władza nie wzięła jej należycie za pysk. Czy też – jak wyłożył to ostatnio Patryk Jaki na FB – że za wysokie poparcie Trzaskowskiego odpowiedzialna jest „wroga socjalizacja społeczeństwa polskiego”, której trzeba postawić „instytucjonalną tamę”. Przerażająca czarna sotnia spod znaku Solidarnej Polski nie staje się mniej przerażająca, kiedy uświadomimy sobie, że jej motywacją jest zawiść, jaką w ziobrzystach wzbudza samodzielne istnienie Konfederacji, połączona z błędnym przekonaniem, że można być formacją antysystemową, będąc jednocześnie elementem systemu władzy, jeśli tylko krzyczy się dostatecznie głośno. „Pozwolono na to”, żeby „w naszym obozie” normalnym stało się „wyzywanie mnie” od jakobinów i jastrzębi – grzmi na facebooku Patryk Jaki; ale prawdziwi jakobińscy wyborcy dostrzegają różnicę między Bosakiem i Braunem, którzy wiernie tkwią w okopach Świętej Trójcy, a Jakim, który był wiceministrem, a dziś z woli prezesa pobiera pensję europosła.

Zwodniczy drugi koniec spektrum

To wszakże łatwiejsze pół zadania: pokazać, kto jest najgorszy wśród złych. Znacznie bardziej zwodniczy jest drugi koniec spektrum. Od pewnego czasu media opiniotwórcze dla atypisu zaczęły umieszczać na nim Porozumienie Gowina.

To dość prosty wybór. Fakt, że Jarosław Gowin nie tylko regularnie bywa w antyrządowych mediach, ale także posługuje się tam językiem salonowego dialogu, zamiast strofować dziennikarzy – co z zasady robią inni czynownicy obecnej władzy – czyni go naturalnym kandydatem na „dobrego pisowca”. Do tego dochodzą jego platformerskie korzenie, które zamiast budzić niechęć do zaprzańca, zdają się budzić w komentatorach nadzieję, że jak raz się zaparł, to drugi raz też może...

Oczywiście nie bez znaczenia jest także fakt, iż Gowin od czasu do czasu prezentuje opinię przeciwną do obowiązującej w PiS – choć przeważnie kończy się tym, że „głosuje, ale się nie cieszy”. Uczciwie trzeba odnotować jego udział w przesunięciu wyborów z maja na lipiec – wbrew życzeniom Jarosława Kaczyńskiego, co było hazardem wysokiej klasy. Gdyby Duda przegrał wybory, Kaczyński niewątpliwie kazałby Gowinowi za to zapłacić; ale w końcu zwycięzców się nie sądzi, a szef Porozumienia jakoś dziwacznie wyszedł w tej rozgrywce na coś na kształt moralnego zwycięzcy.

Co jakiś czas powraca też plotka, że „zmieni stronę” i wraz z opozycją stworzy rząd odbudowy narodowej po kaczyzmie. Sensu w niej nie ma za grosz, ale przecież plotki nie muszą być sensowne. W sumie, Jarosław Gowin, zamiast uchodzić za uosobienie katolickiej hipokryzji, uchodzi dość szeroko za jasną stronę ciemności.

Spór na linii Emilewicz-Szydło

I, co gorsza, ten nimb rozciąga się na całą jego formację. Szczególnie niefortunnym przejawem tego myślenia jest życzliwość, z jaką wielu antyrządowych komentatorów przyjęło niedawną deklarację wicepremier Emilewicz o przekształceniu 500+ na wzór bonu turystycznego; tak, aby była „gwarancja, że to, co ustawodawca zaplanował, będzie rzeczywiście realizowane” – w przeciwieństwie do użycia tych środków do „łatania budżetów domowych”.

Jadwigę Emilewicz od razu wzięła pod but Beata Szydło. I choć przywołana do porządku gowinowa wicepremierzyca błyskawicznie odszczekała swoje imputacje („Chciałam uspokoić wszystkich Polaków, nie ma mowy o zamianie na bon”) – w gronie opozycyjnego komentariatu wytworzył się odruch jej bronienia.

Niesłusznie. Nie spodziewałam się, że kiedyś to powiem – ale w tej kwestii rację ma Beata Szydło.

Sesja zdjęciowa na lawendowym polu na Krymie
© Sputnik . Konstantin Mihalchevskiy
„Program Rodzina 500 plus w postaci >bonów< to pomysł bardzo zły i pozbawiony uzasadnienia. Wprowadzanie takich pomysłów do debaty publicznej podważa zaufanie między rządem PiS i obywatelami. Aż się ciśnie na usta: Nie idźmy tą drogą!” – napisała Szydło na Twitterze i jest to uwaga trafna, choć szczęśliwie pomijająca istotę problemu.

Istota jest zaś taka, że świadczenie rodzinne, wypłacane w gotówce, bez wymogu przynoszenia paragonów – jest przejawem szacunku władzy do obywateli. Nawet jeśli prawdziwą motywacją było „kupienie głosów” – ludzie, którzy po latach głębokiej biedy i godzenia się na każde warunki pracy, żeby tylko nakarmić bachory, nagle dostali od władzy gotówkę na konto, nie zagłębiali się w jej motywacje. Idea zamienienia tego świadczenia, po 5 latach funkcjonowania, na jakiś rodzaj bonów żywnościowo-zakupowych jest w naturalny sposób obraźliwa.

Mówi ludziom: my lepiej wiemy, co jest dla was dobre. My przypilnujemy, na co wy wydajecie swoje pieniądze, bo nie jesteście dość dojrzali, żeby sami wydawać je odpowiedzialnie. To najgorszy z możliwych przekazów. To właśnie ten przekaz, który sprawia, że liberałowie cieszą się tak wysokim stopniem społecznej agresji; że elektorat negatywny PO ciągle jest większy niż PiSu.
„Nie idźmy tą drogą!”

Jeśli zatem „Gazeta Wyborcza” komentuje spór na linii Emilewicz-Szydło słowami: „Idąc tokiem myśli wicepremier 500 plus wymyślone dla dzieci byłyby przeznaczane nie na lodówki, pralki, używane samochody, tylko na dzieci” – to robi coś nieopisanie niemądrego.

Dzieci się brudzą (przynajmniej większość dzieci, które w życiu widziałam, była czymś upaprana); dzieci jedzą; dzieci trzeba wozić do szkoły, korepetytora, lekarza, i setki innych miejsc. Większość wydatków rodzinnych jest w jakiś tam sposób związana z dziećmi, więc nie jest rolą państwa mówić obywatelom, co wydają na dzieci, co nie.

Ten absurdalny ton wyższości, zrównujący ubóstwo z lenistwem i patologią – „to my płacimy podatki na zasiłki, które wy przepijacie” – jest jedną z głównych przyczyn tyleż wojny polsko-polskiej, co faktu, że od 5 lat wygrywa w niej drużyna Jarosława.

Jak to było? Aha: nie idźmy tą drogą.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Czarzasty o rządzie PiS: Jesteście za tym, żeby kobieta dostawała w łeb
PiS szykuje zmiany w organizacji wyborów?
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
„Cały nasz sklep to okazja”. Prezes Torgservis o otwarciu rosyjskiej sieci dyskontów Mere w Polsce
„Pani minister agituje z ambony”: fala krytyki po wizycie Emilewicz na Jasnej Górze - foto
Tagi:
500 plus, Zbigniew Ziobro, Rafał Trzaskowski, Beata Szydło, Jarosław Gowin, Jarosław Kaczyński, partia polityczna, polityka socjalna, kryzys polityczny, polityka, polityk, PiS
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz