18:49 29 Listopad 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
378
Subskrybuj nas na

U.S. International Development Finance Corporation zniósł regulacje zakazujące finansowego angażowania się w budowę elektrowni jądrowych za granicą. W polskich kręgach rządowych zastrzygli uszami: wreszcie będzie skąd wziąć pieniądze na energetykę jądrową. Czy na pewno i na jaką?

Od czasów zakończenia „zimnej wojny” Amerykanie mogli oferować tylko swoje technologie dla budowy elektrowni jądrowych, ale nie kredytowanie. A Rosja i Chiny oferują atrakcyjne finansowanie (przez państwowe korporacje) ryzykownych inwestycji w atom i tym wygrywają.

Z ciekawej analizy Studenckiego Koła Naukowego Energetyki SGH (!) wynika, że USA trochę słabo radzą sobie ostatnio na rynku technologii jądrowych. Przedostatni reaktor Watt Bar 1 uruchomiono w 1996 roku, a dopiero po dwudziestu latach następny tej klasy. Stąd też problemy finansowe najpotężniejszej w tej branży firmy Westinghous. A jeśli dodać, że spośród pół setki nowych reaktorów, planowanych do uruchomienia na świecie w latach 2021-2026 zaledwie trzy będą oparte na amerykańskich technologiach, to jest coś do przemyślenia.

Różne możliwości

Prawie niezauważalnie przemknęło doniesienie o uruchomieniu pierwszej elektrowni atomowej w Abu Zabi należącego do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Były problemy z tempem budowy i rosnącymi kosztami, ale siłownia ma działać ponad 60 lat. Elektrownię zaprojektowali, zbudowali i wyposażyli specjaliści z Korei Południowej. Ich strategia wydaje się prosta: trochę ściągnęli z dawnej technologii amerykańskiej, poważnie ją przerobili, a potem powtarzali – do dziś pracuje 10 takich reaktorów, a następne sześć, znów modyfikowanych, jest w trakcie realizacji. Mają poważną zaletę: są tańsze od amerykańskiej konkurencji – stąd wygrana w Emiratach. Można się zastanawiać...

Jeśli nie szukać zbyt daleko, to pomysły są we Francji i Niemczech (przecież naszych przyjaciół). Zespół firm opracował europejską wersję reaktora trzeciej generacji, którego 4 bloki mają być uruchomione za pięć lat. Dla nas pozytywem jest bliskość wytwórców i łatwy, tani transport elementów siłowni. Ale dobry pomysł to nie wszystko. Konsorcjum francusko-niemieckie ma poważne opóźnienia przy stawianiu bloków w Finlandii. Trzeba było wprowadzić trochę poprawek technologicznych, a banki krzywo patrzą na wzrost kosztów. Pewnie nie obędzie się bez pomocy państwowej, ale tu też chyba warto przyjrzeć się całej operacji – może zainwestują?

Jądrowa gdy brakuje prądu

Na wiosnę prawie padł nasz system energetyczny: kilka niezależnych awarii w różnych elektrowniach spowodowało nagły ubytek mocy w sieci tak jakby przestała działać jedna poważna siłownia. Ratowaliśmy się importem prądu, a fachowcy przekonywali, że właśnie elektrownia jądrowa wybawiła by nas z kłopotów. To mało zabawne, ale właśnie takich argumentów używano w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy w kolejnych zimach ogłaszano coraz wyższe „stopnie zasilania” – dla młodszych – wyłączenia prądu w fabrykach, a potem miastach. No i zapadła decyzja o budowie elektrowni jądrowej w Żarnowcu opartej na technologii radzieckiej.

Pierwsze łopaty wbito w 1982 roku, lano betonowe fundamenty, robiono zakupy urządzeń, aby w 1990 porzucić pomysł. Teoretycznie chodziło o brak pieniędzy na tę bardzo kosztowną inwestycję. Ale są specjaliści, którzy tłumaczą to inaczej: zabrakło woli politycznej, by przeciwstawić się demagogicznym hasłom populistów, że atom w Polsce to nieszczęście, wręcz kataklizm. W nieskończoną budowę wpakowano 4 miliardy złotych, a następny miliard przez lata na opracowania koncepcji powrotu do stawiania w Polsce elektrowni atomowej. W 2018 roku nowa władza informuje, że zapadła „nieformalna decyzja” o budowie takowej.

Kto dyskutuje o modelu?

I nagle Ministerstwo Klimatu opublikowało projekt Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Trochę po cichu, bo liczący kilkanaście stron dokument nie jest do strawienia dla przeciętnego obywatela. Mowa jest w nim, że znaleziono wreszcie model finansowania rozwoju polskiego programu jądrowego. W dużym skrócie (szczegóły mogą pojąć tylko wyspecjalizowani ekonomiści) ma być wybrana jedna wspólna technologia reaktorowa dla wszystkich elektrowni (ilu to się okaże); jednego współinwestora strategicznego powiązanego z dostawcą technologii; nabycie przez Skarb Państwa 100 procent udziałów w spółce celowej realizującej inwestycje w energetykę jądrową a po wyborze jednego współinwestora strategicznego utrzymanie przez Skarb Państwa przynajmniej 51 procent udziałów w spółce. I jeszcze z dokumentu: pozyskanie jednego partnera biznesowego ma zapewnić strategiczne partnerstwo na poziomie polityczno-gospodarczym i znacząco przyspieszyć proces przygotowania projektów jądrowych... Przecież mówiliśmy, że będzie ciężko zrozumieć...

W projekcie są dwa ważne elementy: trwają nad nim konsultacje publiczne, które mają się zakończyć za kilkanaście dni. Niestety nie udało się nam znaleźć nikogo, kto by brał w nich udział. I drugi: planowany termin przyjęcia dokumentu to trzeci kwartał tego roku, więc czas nagli – z naciskiem na tę ostatnią frazę. Z opisu technicznych szczegółów można się domyślać, że planowana jest budowa dwóch elektrowni jądrowych, po trzy bloki w każdej. Zakończenie gdzieś za dwadzieścia kilka lat. A gdzie staną? Tu fantazja twórców „projektu” nie zna granic: wskazuje ponad dwadzieścia lokalizacji w całej Polsce.

Już wybrano?

O co tu chodzi? Pierwszą narzucającą się odpowiedzią jest przypuszczenie, że „bat klimatyczny” ogłoszony przez Unię Europejską zaczyna straszyć na serio. We wspomnianym projekcie są skomplikowane wyliczenia wskazujące, że nawet budowa setek wiatraków nie zastąpi działających elektrowni opalanych węglem. A tych UE nie chce. I nie da pieniędzy na modernizację energetyki, jeśli nie zrezygnujemy z czarnego i brunatnego paliwa. Po drugie pachnie to przeprowadzaniem na siłę niepopularnych pomysłów, takich jak przekop Mierzei Wiślanej czy gigantycznego lotniska. Dawno temu byliśmy świadkami trwających wiele miesięcy konsultacji społecznych z mieszkańcami okolic Żarnowca, aby przekonać ich, że elektrownia atomowa im nie zaszkodzi. I zgodzili się. A potem i tak różni aktywiści w Warszawie ją zablokowali. Wreszcie poważni ekonomiści wskazują, że uzależnienie technologii od jednego kraju czy wielkiej firmy jest sporym ryzykiem. No ale Amerykanie są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi, na co też wskazano w „projekcie”...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Taki mamy klimat. Zmiany w zarządzaniu polską energetyką
Łukaszenka: Litwa i Polska będą kupować energię z Białoruskiej Elektrowni Jądrowej
Polacy entuzjastami odnawialnych źródeł energii
Co będzie z polskim górnictwem? Sasin o kresie energetyki węglowej w kraju
Tagi:
elektrownia atomowa, energetyka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz