01:28 28 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
100-lecie Bitwy Warszawskiej (11)
318013
Subskrybuj nas na

Choć okrągła rocznica Bitwy Warszawskiej 1920 roku to dla polskiego mainstreamu okazja by straszyć, rzekomo ciągle istniejącym: „rosyjskim zagrożeniem” – głębsza analiza tego co miało miejsce sto lat temu, może nas nauczyć że zamiast wojować, lepiej się ze sobą dogadać.

Nie zawinił nikt

Szukanie przyczyny wojny polsko-bolszewickiej po jednej ze stron konfliktu jest bez sensu. Po kapitulacji Niemiec 11 listopada 1918 roku, było bowiem jasne, że w niebyt odejdą postanowienia Traktatu Brzeskiego, które przyznawały niemieckiemu cesarzowi jurysdykcję na rozległych terenach należących wcześniej do Imperium Rosyjskiego, a zamieszkanych przez mieszaną ludność: polską, rosyjską, ukraińską i białoruską.

Z jednej strony odrodzone państwo polskie, z drugiej strony świętująca pierwsze urodziny Rosyjska Federacyjna Socjalistyczna Republika Radziecka. Na ten „pusty teren” próbowały wejść obie i obie miały ku temu solidne podstawy. Polska z jednej strony chciała zadbać o własną ludność na Kresach, po cichu (albo i nawet po głośnemu) marząc o restauracji granic I Rzeczypospolitej, radziecka Rosja podobnie, ale już z nowoczesnym projektem rewolucyjnym: socjalistyczną Europą, której pierwszym etapem miał być socjalistyczny „rosyjski świat”.

Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa, 05.11.1927, Warszawa
© AP Photo / Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa
Walki wybuchły więc samorzutnie, a historycy właściwie nie są w stanie rozstrzygnąć kto je zaczął. Sytuacja polityczna terenów pozostawionych przez uciekające i zrewoltowane wojska niemieckie była nijaka. To naturalne, że dwa istotne organizmy państwowe jakimi były Rzeczpospolita i czerwona Rosja, widziały tam swój rozwój. W Rosji chodziło jednak wówczas o coś więcej, bo wojna domowa nie była jeszcze rozstrzygnięta.

Siły kontrrewolucji, choć rozproszone, to jednak ewidentnie popierane (i wspierane militarnie) przez Ententę, miały jeszcze szansę zdławić bolszewików i odbudować rosyjskie imperium, choć pewnie w nieco innej formie. To z kolei budziło niepokoje w Polsce. Polska prawica, bardzo silnie podległa wówczas lobby francuskiemu, chciała udzielić wsparcia gen. Denikinowi, ale ten nie cieszył się tu zbyt wielkim zaufaniem, jako zwolennik „jednej i niepodzielnej Rosji”.

I choć podobno istnieje nawet dokument, w którym Denikin deklaruje uznanie niepodległej Polski, to jednak trudno się dziwić, że po latach zaborów mało kto brał to nad Wisłą na poważnie.

Ostatecznie, ku niezadowoleniu Zachodu, Polska nie udzieliła wsparcia białym, choć akurat radziecka historiografia twierdziła co innego. W rzeczywistości jednak ówczesne zaplecze polityczne Józefa Piłsudskiego stanowiła jeszcze w dużej mierze Polska Partia Socjalistyczna, której aktywiści doskonale znali się z bolszewikami czy to z socjalistycznych kongresów w Europie, czy nawet ze wspólnej walki z caratem. Na lewicy nikt nie chciał nawet słyszeć o możliwości wsparcia rosyjskiej kontrrewolucji.

Choć na ogół socjaldemokraci byli wobec bolszewików sceptyczni, to jednak dużo większą niechęcią darzyli „białych”. Trwały rozwód Piłsudskiego z PPS nastąpi dopiero kilka lat później. Wtedy jeszcze, Naczelnik Państwa do rokowań z przywódcami „czerwonych” wysyłał towarzyszy z PPS, którzy z władzami tej „nowej Rosji” raczej się bratali, niż chcieli wojować.

Lenin oferuje za dużo?

Osłabiona wojną domową bolszewicka władza chciała za wszelką cenę uniknąć konfrontacji z Polską. Być może dlatego Włodzimierz Lenin polecił by Polsce oferować w rokowaniach jak najwięcej. Rzeczpospolita, gdyby przyjęła ofertę wodza rewolucji, rozciągałaby się aż po dzisiejszy białoruski Mińsk. Nie jest jasne dlaczego Piłsudski nie zdecydował się tej hojności przyjąć. Naczelnik Państwa był jednak dość zoologicznym rusofobem i zaufanie dla jakiejkolwiek emanacji rosyjskości przychodziło mu z ogromnym trudem.

Piłsudski nie pomógł „białym” nie tylko dlatego, że wywodził się z kompletnie przeciwnego obozu politycznego i także nie dlatego, żeby uznał bolszewików za mniejsze zagrożenie. Uważał natomiast, że Rosjanie powinni się ze sobą bić tak długo jak to możliwe i tym samym maksymalnie się osłabić.

Lata po odzyskaniu niepodległości to zrozumiała euforia i tym samym chęć osiągania wielkich celów. Ten nastrój musiał udzielić się polskiej klasie politycznej marzącej o nowym polskim imperium, przypominającym granicami dawną potężną Rzeczpospolitą Obojga Narodów. W to zdawał się wierzyć także Piłsudski, dlatego zawarł sojusz z Semenem Petlurą, który w jego przekonaniu reprezentował ukraińskie dążenie do niepodległości. Petlura okazał się być jednak hochsztaplerem, który na Ukrainie poparcia właściwie nie miał, ale „stało się”. Elementem sojuszu polsko-ukraińskiego była słynna „wyprawa na Kijów” w maju 1920 roku. Kijów został zdobyty prawie z marszu, ale to właśnie był moment w którym okazało się, że żadne porozumienie Polski z bolszewikami nie jest możliwe.

Kilka miesięcy później Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona staje pod Warszawą. Polacy, wyciskając ostatnie soki z narodu, bohatersko bronią się przed atakiem, który w ogóle mógł nie nastąpić, gdyby wcześniej rozsądek wygrał z zuchwałością. W marcu 1921 roku obie strony podpisują Traktat Ryski kończący te wojnę. Po „wielkim zwycięstwie” Polska dostaje... mniej, niż wcześniej oferował Lenin.

150 tysięcy ofiar po polskiej stronie nie zazna już życia w odrodzonej Rzeczypospolitej.

Lekcja historii

Wbrew intencjom polskiego establishmentu, ta rocznica nie jest więc nauką o „wiecznie trwającym rosyjskim zagrożeniu”, ale o tym że gorąca głowa to w polityce żaden atut. Marzenie o tym, że rodzące się już wówczas narody: ukraiński i białoruski, chętnie poddadzą się pod polską kuratelę, było o tyle nierealne, iż ich geneza jest ( i już wtedy była) antytezą polskości. Ukraińcy jako podmiot polityczny to pomysł władz austro-węgierskich, by zwalczyć prorosyjskość prawosławnych Rusinów zamieszkujących cesarstwo i jednocześnie równoważyć polskie wpływy w Galicji.

Z kolei odrębność białoruska, to podobnie motywowana politycznie inicjatywa Niemców. Narodziny tożsamości ukraińskiej i białoruskiej były nieodłącznie związane z kulturową porażką polskości jako projektu wspólnoty. 100 lat później widzimy to zresztą jeszcze wyraźniej, gdy czytamy banderowskie „pamiętaj Lasze, co do Wisły to nasze” lub oglądamy u (jeszcze marginalnych) białoruskich nacjonalistów mapy z Białymstokiem w granicach „Wielkiej Białorusi”.

Można jednak przyjąć założenie, że w realiach lat 20-tych XX wieku oba narody; ukraiński i białoruski, nie posiadały jeszcze wysoko rozwiniętej świadomości i skuteczna akcja polonizacyjna mogła ten rozwój powstrzymać. Prawda jest bowiem taka, że ukraińskość i białoruskość ugruntował dopiero… Lenin, poprzez politykę korienizacji w pierwszych latach ZSRR. Polska w każdym razie straciła szansę na to lub inne rozwiązanie poprzez upieranie się przy wojnie z Rosją, mimo iż bez jednego wystrzału mogła wziąć więcej niż ostatecznie dostała. Z drugiej strony może jednak nie powinniśmy specjalnie wybrzydzać, skoro wreszcie świętujemy jakieś zwycięstwo zamiast kolejnych porażek?

Tyle tylko, że narracja jakoby motywem przewodnim polskiej polityki było „wtedy i teraz rosyjskie zagrożenie”, to wierutna bzdura i służy głównie określonym siłom politycznym do wywoływania strachu wśród kolejnych pokoleń Polaków. W debacie publicznej nie istnieje dziś dyskusja o tym, że wojna polsko-bolszewicka była całkowicie do uniknięcia z korzyścią dla obu stron.

Gorzej: na szczęście dla dzisiejszych podżegaczy wojennych, zginęły podczas tych bratobójczych walk setki tysięcy ludzi, a państwowa rusofobia żywi się ich krwią. Przez takie podejście polskich elit, dzisiejsza rocznica ma nieco gorzkawy smak...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
100-lecie Bitwy Warszawskiej (11)

Zobacz również:

100-lecie bitwy warszawskiej: „Jestem chodzącą historią”
100-lecie w kręgu mitów
Tagi:
rusofobia, ZSRR, Stepan Bandera, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, Lenin, stosunki polsko-ukraińskie, rocznica, Bitwa Warszawska, cud, Polska, bolszewicy, Wojna polsko-bolszewicka, historia, Kresy
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz