03:52 30 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
1191
Subskrybuj nas na

W piątek, 14 sierpnia, posłowie przegłosowali projekt podwyżek dla parlamentarzystów oraz innych urzędników państwowych. Widocznie pensje poselskie przestały parlamentarzystom starczać. Wydaje się jednak, że Sejm wybrał na podwyżkę najmniej odpowiedni moment z możliwych i może nie spotkać się z wyrozumiałością obywateli.

Panująca pandemia stała się przyczyną pogłębiającego się kryzysu gospodarczego także Polsce. PKB w II kwartale 2020 roku rok do roku spadł o 8,2%. Uchwalane przez Sejm kolejne tzw. „tarcze antykryzysowe” miały m.in. na celu ułatwienia przedsiębiorcom zwalniania swoich pracowników czy obniżania im wynagrodzeń. Wydawałoby się, że w tej coraz bardziej dramatycznej sytuacji oszczędności, które ludziom pracy narzucają posłowie dając dobry przykład, powinni zacząć od siebie?

Nic podobnego. W piątek zdecydowaną większością głosów posłowie uchwalili dla siebie wysokie podwyżki. To chyba taka poselska tarcza antykryzysowa? Kto się zatroszczy o posłów jeśli oni nie zrobią tego sami? Ciężkim losem posłów nikt się nie przejmuje, więc swoje sprawy wzięli oni w swoje spracowane dłonie i dali sobie podwyżki o 4600 zł.

Klawe życie

Poseł to ma klawe życie. Bycie posłem daje niepowtarzalną możliwość, której nie ma żaden człowiek pracy, by samemu sobie dać podwyżkę od pracodawcy, którym jesteśmy przecież my wszyscy, podatnicy. I wcale o tę podwyżkę nawet walczyć z pracodawcą nie trzeba. Nie trzeba żadnych z nim negocjacji, sporów, czy strajku. Zdanie pracodawcy nie ma tu praktycznie żadnego znaczenia. Wystarczy podczas głosowania wcisnąć przycisk i podnieść rękę, a społeczeństwo zapłaci.

Ustawa podnosząca wysokość uposażeń poselskich decyzją Senatu, który z jej kształtem się nie zgodził, wróci pod obrady Sejmu.

Z czegoś posłowie i posłanki zrezygnować będą zmuszeni. Może wystarczą im 4000? Ale zanim się to stało internet aż zawrzał z oburzenia. Szczególny sprzeciw, także u moich rozmówców na ulicach Warszawy, budził zapis o przyznaniu pensji żonie prezydenta. Ta miałaby zarabiać za nic, aż 18000 zł.

Niektórzy podkreślali, że nie powinna dostać ani grosza, bo przecież nikt z nas na urząd żony prezydenta, który nawet nie istnieje, jej nie wybrał.

Częściej ludzie ze zrozumieniem podchodzili do podwyżek dla posłów czy samego prezydenta. Podkreślali jednak, że te podwyżki są za wysokie, a czas na nie najgorszy z możliwych.

Poseł musi zarabiać dużo, bo inaczej będzie zmuszony kraść

Bardzo ciekawa instrukcja dla posłów KO wyciekła do internetu, w której platformerscy specjaliści od PR tłumaczyli posłom KO, jak oni mają tłumaczyć zasadność przyznawanych sobie tak bezczelnie wysokich podwyżek. Można to sprowadzić do stwierdzenia, że poseł musi zarabiać dużo, bo inaczej będzie zmuszony kraść. W ten właśnie sposób tłumaczyła dziennikarzom swój głos za podwyżkami, kiedyś związana z lewicą, a dziś posłanka Platformy Barbara Nowacka. Wszak bycie posłem to nie żadna służba krajowi i społeczeństwu, 

jak mogłoby się wydawać wielu idealistom, ale zwyczajny biznes, na którym poseł musi zarobić?

Warto też dodać, że tylko 33 posłów opozycji zagłosowało w piątek przeciw tym podwyżkom. Jak ktoś napisał na facebooku – „matematycznie nie ma znaczenia czy opozycja głosuje "za", czy "przeciw”, gdy partia rządząca ma sejmową większość, ale z moralnego punktu widzenia ma to dla tej opozycji znaczenie zasadnicze.

Choćby posłowie SLD mogli siedzieć cicho, bo głosując przeciw i tak te podwyżki by otrzymali. Głosując przeciw uwiarygodniliby się jednak wobec swoich wyborców. Bardziej jednak bali się niż tego uwiarygodnienia potrzebowali, że jeśli w głosowaniu wyłamią się jacyś posłowie PiS, to podwyżek nie będzie. Dla pewności wciskali więc zielony przycisk? Bo przecież „im te podwyżki się po prostu należą”?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
Sejm RP, Andrzej Duda, Barbara Nowacka, finanse, Polska, polityka, podwyżka
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz