01:17 01 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
14136
Subskrybuj nas na

Zesłać tajfun na żołnierzy wroga lub sprowokować sztuczne tsunami… Być może wiele krajów nie miałoby nic przeciwko stworzeniu broni klimatycznej. Ale człowiek nadal nie jest w stanie kierować siłami natury. Czy może jednak jest to możliwe?

Pisanie tekstów lub robienie poważnych oświadczeń na temat broni klimatycznej jest jak umieszczanie filmów porno na swojej stronie internetowej. Ludzi będzie to przyciągać, ale ryzyko utraty reputacji jest bardzo wysokie.

Niemniej jednak media i wielu innych ludzi nadal od czasu do czasu spekuluje na temat broni klimatycznej.

„Czy Rosja może kontrolować pogodę?” - podobne nagłówki w tej czy innej wariacji można znaleźć dość często. Albo taki fragment: „Ukraińska synoptyczka powiedziała, że brak deszczu w obwodzie kijowskim nie jest związany ze zmową rosyjskich klimatologów”.

Jednak Rosja często prezentowana jest nie tylko jako „klimatyczny agresor”, ale także jako ofiara. W tym roku poznaliśmy opinię rosyjskiego posła, który uważa, że fala upałów w kraju może być spowodowana użyciem broni klimatycznej przez USA.

Kuszące jest wyjaśnianie zjawisk naturalnych jako złośliwej interwencji człowieka. Ale czy to naprawdę możliwe?

Spowoduje suszę i zniszczy pociski wroga?

HAARP (High Frequency Active Auroral Research Program) - z tym skrótem spotkał się zapewne każdy, kto interesuje się współczesną konspirologią. Amerykańska specjalna instalacja zlokalizowana na Alasce jest podobno zdolna do zmiany klimatu w regionie Pacyfiku, ale nie tylko. Oddziaływanie HAARP było wspominane w ostatnich latach za każdym razem, gdy zdarzały się klęski żywiołowe. W 2012 roku, podczas suszy w Iranie, na szczeblu przywódców kraju pojawiły się oświadczenia, że z Teheranem toczy się wojna klimatyczna, a wrogowie rozpraszają chmury deszczowe zmierzające do Iranu. Przeanalizujmy to.

Można spotkać się z opinią, że projekt HAARP powstał pierwotnie jako kompleks obrony przeciwrakietowej. Bardziej słuszne byłoby stwierdzenie, że powstał on w celu tworzenia systemów obrony powietrznej i przeciwrakietowej - jako mechanizm oddziaływania na jonosferę w celu badania procesów przechodzenia przez nią fal radiowych. Być może z pomocą HAARP przetestowano popularny w latach 90-tych radziecki pomysł formowania kontrolowanych plazmoidów za pomocą mikrofal, które mogłyby „spalić” głowice wroga.

Pomysł na papierze jest ciekawy, ale w rzeczywistości jest niewykonalny, a poniżej wyjaśnimy dlaczego. Zresztą nie ma ani jednego przyzwoitego dowodu na to, że taka praca została faktycznie wykonana w HAARP.

Jest potencjał, ale piorun i tak jest silniejszy

HAARP to laboratorium, które w celu badania jonosfery może oddziaływać na niektóre jej części za pomocą promieniowania elektromagnetycznego.

Podobno podczas testów okazało się, że HAARP jest w stanie wpływać na geofizykę Ziemi i pogodę. W tym zdaniu czegoś brakuje - słów „teoretycznie mógłby”. Faktem jest, że wymaga to gigantycznej energii. Ludzkość jeszcze nie nauczyła się jak wyrabiać taką energię, a połączyć HAARP z Gwiazdą Śmierci przy wszystkich chęciach się nie da, ponieważ ta supermocna stacja kosmiczna istnieje na szczęście tylko we wszechświecie "Gwiezdnych Wojen".

Przy okazji zaznaczę, że oprócz HAARP istnieje też rosyjskie laboratorium jonosferyczne „Sura”, któremu zwolennicy teorii spiskowych przypisują również zdolności zmiany klimatu. O jego mocy można powiedzieć to samo. Potencjały tych stacji nie są porównywalne z potencjałem energetycznym nawet małego pioruna. Do jakiegokolwiek poważnego wpływu na atmosferę potrzebne są zupełnie inne możliwości i na pewno nie pojawią się w nadchodzących dziesięcioleciach.

Czy „Posejdon” nauczy się wywoływać tsunami?

Zatem z HAARP wszystko wydaje się jasne. Co jeszcze mamy? W 2013 roku wyciekły materiały na temat rosyjskiego strategicznego systemu nuklearnego „Status-6”, znanego obecnie jako „Posejdon”.

Media zauważyły wówczas, że zadaniem „Statusu-6” jest pokonanie ważnych obiektów gospodarczych wroga w strefie przybrzeżnej i spowodowanie poważnych szkód w kraju poprzez rozległe skażenie radioaktywne terenów, które następnie stają się niezdatne do prowadzenia działalności gospodarczej i innej.

Uważa się, że tak potężny efekt może być spowodowany użyciem głowicy termojądrowej klasy megatonowej u wybrzeży wroga.

Oprócz głównych czynników niszczących takiej eksplozji - fali uderzeniowej, twardego promieniowania i opadu radioaktywnego - eksplozja na głębokości spowoduje również niewielkie tsunami, które zniszczy obiekty przybrzeżne i będzie sprzyjać rozprzestrzenianiu się skażenia radioaktywnego w strefie przybrzeżnej. A od sztucznego tsunami jeden krok do sztucznego trzęsienia ziemi. I na razie nikt nie może powiedzieć, co się stanie, jeśli w rejonie jakiegoś uskoku tektonicznego wytworzy się skoordynowane eksplozje kilku ładunków o mocy powiedzmy 10-20 megaton.

Jest prawdopodobne, że takie uderzenie może wywołać pewną aktywność tektoniczną lub nawet trzęsienie ziemi.

Brzmi niesamowicie groźnie, jednak jest jedno „ale”: pisaliśmy, że najprawdopodobniej „Posejdon” istnieje już tylko w formie modelu. Z tego powodu wszystko, co o nim zostało powiedziane powyżej, jest w tej chwili czystą teorią.

Człowiek wciąż ustępuje przyrodzie

Co stoi na przeszkodzie tworzeniu wojskowych systemów wpływania na przyrodę? Przede wszystkim nieprzewidywalność konsekwencji. Nawet gdyby można było zmienić kierunek ruchu tajfunu lub cyklonu, nie ma gwarancji, że element ten wpłynie bezpośrednio na terytorium wroga.

Ludzkości (na szczęście) brakuje zasobów energetycznych potrzebnych do zarządzania środowiskiem.

Użycie kilkudziesięciu megatonowych ładunków jądrowych może mieć wpływ nie tylko na terytorium wroga, ale także na własne terytorium - hipotetycznie taki krok można uczynić w "ostatniej wojnie", ale nie nadaje się on do osiągnięcia jakichkolwiek rozsądnych celów militarno-politycznych.

Wreszcie, istnieją międzynarodowe traktaty, które zabraniają wykorzystywania technologii do zmiany środowiska we wrogich celach. A te porozumienia pojawiły się dzięki Amerykanom.

Twórcy broni klimatycznej bujają w obłokach

Być może jedyny prawdziwy przykład użycia „klimatycznej broni” to operacja „Popaj” przeprowadzona podczas wojny w Wietnamie przez amerykańskie siły zbrojne. Sztucznie prowokując deszcze, próbowali zakłócić funkcjonowanie „Szlaku Ho Szi Mina”, który służył do zaopatrywania partyzantów w Wietnamie Południowym. Do wytworzenia deszczu użyto chemikaliów opadowych, takich jak jodek srebra i suchy lód. Efekt został osiągnięty, ale był krótkotrwały i kosztował niezwykle dużo.

Rezultatem tego wszystkiego było przyjęcie w połowie lat 70. konwencji ONZ, zakazującej oddziaływania na środowisko dla różnych celów wojskowych.

Zatem teraz do rozpraszania chmur używa się nieco podobnych technologii. Na przykład w Moskwie, kiedy w Dzień Zwycięstwa po Placu Czerwonym przechodzą kolumny nowoczesnych czołgów, transporterów opancerzonych i innej broni, broni klimatycznej tam nie ma.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Broń klimatyczna: głód, susza, unicestwienie ludzkości
„Przeciwko Rosji mogła zostać użyta broń klimatyczna”
Tagi:
klęska żywiołowa, niebezpieczeństwa, ludność, zagrożenie, USA, Rosja, badania, technologie, sprzęt wojskowy, klimat, broń
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz