23:44 26 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
8370
Subskrybuj nas na

Idiotyczny spór o to, kto jest właścicielem tablic z 21 postulatami sierpniowymi świetnie ilustruje to, do jakiego stopnia idea Solidarności sprzed 40 lat stała się własną karykaturą. Obie strony, walczące o dwa kawałki starej sklejki, mają w głębokim poważaniu to, co jest na nich napisane i o co w ogóle chodziło.

Gwoli ścisłości: oczywiście, właścicielami tych tablic nigdy nie byli dwaj faceci, którym powierzono zadanie ich wykaligrafowania – najpewniej w nadziei, że inteligenci nie zrobią błędów ortograficznych. Ale w tym samym stopniu nie ma do nich prawa dzisiejsza NSZZ „Solidarność”, która jest kpiną z ruchu związkowego.

Zdrada pracowników z pracodawcą

Jest taki obelżywy termin: „żółty związek zawodowy”. Określa on skorumpowaną organizację związkową, działającą w zmowie z pracodawcą i na jego polecenie, wbrew interesowi pracowników. Smutna specyfika polskiego ruchu związkowego jest taka, iż działa on prawie wyłącznie w spółkach Skarbu Państwa i strefie budżetowej– uzwiązkowienie oscyluje w nich wokół 50 procent, podczas gdy w ogóle pracowników ledwo przekracza 10.

Inaczej mówiąc: większość polskich związkowców jest zatrudniana przez państwo. W tym kontekście miłosne relacje łączące kierownictwo „S” z pisowskim rządem to coś więcej, niż wybór strony politycznego sporu. To zdrada pracowników z pracodawcą.

Gdy straci się cnotę w taki sposób – bardzo trudno jest ją odzyskać. Solidarność Piotra Dudy ześlizguje się po równi pochyłej w kierunku jadowitej żółci, coraz bardziej zatracając nawet pozory sensu.

Solidarność Piotra Dudy nie flirtuje z rządem – ona sypia z nim całkiem jawnie

Solidarność rozpostarła parasol nad destrukcyjną – także z punktu widzenia pracowniczego – reformą oświaty, a następnie występowała przeciw nauczycielom, strajkującym pod auspicjami ZNP. Milczała, gdy rząd przeprowadzał polityczne – ale przecież wymierzone w pracowników – czystki, wyrzucając ludzi z mediów publicznych, służby cywilnej, spółek skarbu państwa.

Stanęła po stronie zarządu, przeciw strajkującym w PLL LOT, była obojętna wobec zwolnienia dyscyplinarnego 67 uczestników strajku. I równocześnie z tą dezynwolturą wobec spraw pracowniczych z ogniem angażowała się w obronę władzy w różnych wywoływanych przez politykę pisowskiego rządu awanturach. Chciała „przykrywać czapkami” Komitet Obrony Demokracji, szczuła przeciwko uczestniczkom czarnego protestu, przystąpiła do komitetu „Suwerenni”, który organizował demonstrację wsparcia dla PiS-owskich zmian w wymiarze sprawiedliwości. Solidarność Piotra Dudy już nie flirtuje z rządem – ona sypia z nim całkiem jawnie i czerpie z tego nierządu rozliczne korzyści.

Gdyby tak postępowali działacze rodzącego się 40 lat temu niezależnego związku zawodowego, nie byłoby ani „Solidarności”, ani jej „karnawału”, ani 21 postulatów. Niewykluczone, że nie byłoby także 4 czerwca i unikatowej w polskiej historii bezkrwawej rewolucji. Korzenie sukcesu Okrągłego Stołu tkwią w mądrości, odwadze i pryncypialności sojuszu robotników i inteligencji, który stał za wydarzeniami Sierpnia; bez niego władza nie miałaby z kim rozmawiać w roku 1989.

O co chodziło w sierpniu 1980 roku

Dziś, w 40 rocznicę powstania „Solidarności”, wobec kompletnego skompromitowania tego słowa przez posługujący się tą samą nazwą quasi-związek, warto przypomnieć, o co chodziło w sierpniu 1980 roku. I o co nie chodziło.

Zmarły rok temu pierwszy rzecznik „Solidarności”, wielki Karol Modzelewski ukuł wyrażenie, którym opisywał rozczarowanie, jakie klasie robotniczej przyniosła wywalczona przez nią „wolność”: „Ktoś nam ukradł nasze zwycięstwo”. Zmarły 4 lata wcześniej symbol „drugiej strony” gen. Czesław Kiszczak opisał mi kiedyś stan umysłu strony rządowej w 1989 roku: „Myśmy myśleli, że zachowamy wszystkie zdobycze socjalizmu – bezpieczeństwo socjalne, politykę pełnego zatrudnienia, równość – a Solidarność dołoży swoje: wolność słowa, pełne półki, paszporty w szufladzie”... Był to także stan umysłu, towarzyszący przedstawicielom klasy robotniczej, która w roku 1980 rozpoczęła proces demontażu Polski Ludowej.

Niezrealizowane postulaty MKS

Nikt ze strajkujących w roku 1980 nie walczył o neoliberalny kapitalizm, fortuny zbudowane na prywatyzacji majątku narodowego i gigantyczne bezrobocie. Postulaty MKS były wyraziście lewicowe: niezależne od rządu – czy pracodawcy – związki zawodowe; prawo do strajku; podwyżki płac i skrócenie tygodnia pracy; zwiększenie państwowych nakładów na służbę zdrowia i budownictwo socjalne (bo przecież nie komercyjne); większe świadczenia socjalne: emerytury, renty, urlopy macierzyńskie etc.

Te nieliczne postulaty, które miały charakter polityczny, zmierzały do zlikwidowania nierówności, od których państwo socjalistyczne miało być w teorii wolne, a które ludzie dostrzegali.

MKS chciał „zniesienia przywilejów MO, SB i aparatu partyjnego” – przez co rozumiał wyrównanie zasiłków rodzinnych i likwidację sklepów za żółtymi firankami – a także likwidacji sklepów dla bogatych, czyli Pewexów i tzw. sklepów komercyjnych, czyli takich, w których ceny były nieregulowane przez państwo.

Nota bene – wielu krytyków polskich przemian powtarza bon mot, iż „jedynym zrealizowanym postulatem MKS jest msza w telewizji”. Takiego postulatu nie było – był postulat „udostępnienia środków masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań”. A do tego jest nam dziś dalej niż kiedykolwiek.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Zdamy egzamin z odpowiedzialności i solidarności”. Duda zwrócił się do Polaków
Trzaskowski nie składa broni i mobilizuje siły. Zapowiada „Nową Solidarność”
„Nowa Solidarność” Rafała Trzaskowskiego zagrozi Platformie?
Tagi:
NSZZ Solidarność, "Solidarność", Solidarność, władza, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz