05:49 28 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
10444
Subskrybuj nas na

Przez jeden z portali informacyjnych przebiegła jak błyskawica informacja o podpisaniu pierwszej umowy na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego. Tekst szybko zniknął. Ale z tego, co udało się ocalić, można się dowiedzieć kilku ciekawostek.

Na początek tory

Wbrew pozorom nie chodzi o wbijanie pierwszej łopaty pod przyszłą płytę lotniska. Na razie w Polskę ruszą przyrodnicy, którzy będą badać ekosystem na 26 tys. hektarów terenu wzdłuż planowanej linii kolejowej dużych prędkości łączącej Warszawę z Łodzią. Co to ma wspólnego z samolotami? Ano to, że do ambitnie wymyślonego megalotniska trzeba jakoś dojechać, pociągiem wychodzi najszybciej. Podstawą do uruchomienia inwestycji są badania środowiskowe.

CPK wyobraża sobie podpisanie w najbliższych tygodniach dziesięciu takich umów na opiniowanie 115 tys. hektarów w województwach mazowieckim, łódzkim, wielkopolskim, dolnośląskim, podkarpackim, lubelskim i podlaskim. W głowie się kręci - przyrodnicy mają szansę zarobić 7,5 mln złotych netto. W przyszłym roku – to ma być podstawa do budowy pierwszych 530 kilometrów linii kolejowych.

Starsi pamiętają totalną klapę projektu szybkich kolei „Y” szalejących po całym kraju. Młodszym możemy tylko przypomnieć, że przez ostatnie 25 lat wybudowano około 50 kilometrów nowych torów. A teraz ogólny plan przewiduje ułożenie 1798 km torów w 14 lat. Koszt – 96 mld złotych. Chyba jakiś cud...

Gdzie?

Za kilka tygodni mają być podpisane umowy na inwentaryzacje przyrodnicze dla terenów przewidzianych pod budowę nowego megalotniska wraz z dworcem kolejowych. Przedstawiciele rządu zapewniają, że gigantyczne roboty przypadną na lata 2024 – 2027 i będzie je realizować ponad 90 tysięcy pracowników. Pozostaje tylko pytanie: gdzie? Przedstawiciele rady społecznej powołanej przez CPK do pomocy przy wykupie nieruchomości mówią wprost: nie wiemy gdzie to lotnisko ma powstać... Przez rok rada chciała się czegoś konkretnego dowiedzieć, ale odbijała się od ściany. Ten plan, ogłoszony wstępnie trzy lata temu, jest w środku pusty – twierdzi przewodniczący rady. A mieszkańcy żyją w stresie, bo nie wiedzą, kiedy będą musieli opuścić swój dom. I szybko nie dowiedzą się, bo na pytanie o analizy – dlaczego akurat w tym miejscu – otrzymali odpowiedź: to tajne. Więc mówią dosadnie: cały ten projekt to ściema...

Za ile ziemia?

Następna błyskawiczna informacja właśnie się pojawiła: rząd pracuje nad specustawą (to już brzmi groźnie), która da narzędzia do wykupu ziemi pod lotniskową inwestycję. Niby z góry zaznacza, że chodzi o wykup dobrowolny, ale tylko dla chętnych. Skąd my to znamy? Ile pieniędzy ma inwestor na wykup ziemi – nie wiadomo. Niby wyceną gruntów mają się zająć rzeczoznawcy, ale rządzący już mówią: zyskają najbogatsi, ci, którzy mają dużo ziemi rolnej. A taki szaraczek, co ma małą działkę ze starym domem, może liczyć najwyżej na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Co ci ludzie z tym zrobią?

Są też przedsiębiorcy z warsztatami, magazynami, chłodniami usługowymi czy choćby agroturystyką. Teren wysiedleń to ponad 70 kilometrów kwadratowych gdzie mieszka kilka tysięcy osób. Jeśli poczują się skrzywdzeni mogą iść do sądu, ale jak mówiono w filmie: sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Czyli rządowej. I powtórzmy: nie wiadomo konkretnie kogo to dotknie.

Po co to wszystko?

Projekt budowy megalotniska w centrum Polski od początku wzbudzał wiele kontrowersji, głównie wśród fachowców, którzy nie chcieli podlizywać się rządzącym. Księżycowe projekty typu budowy wielu morskich promów pasażerskich, gdzie w Szczecinie premier przybił blaszkę do drewnianej belki udającej pierwszą stępkę i na tym się skończyło, czy milion samochodów elektrycznych (pisaliśmy o tym w „Sputniku”) dają do myślenia. Megalomańskie pomysły powinny mieć swoje granice.

Nie chodzi o to, że pandemia kosi lotniska. Np. australijski Quantas tnie zatrudnienie o 2,5 tysiąca etatów, duże redukcje przewiduje też Finnair; praktycznie nie ma przewoźnika, któremu plajta nie zagląda w oczy, a to oczywiście oznacza nędzę lotnisk. Naturalnie: wszyscy wierzymy, że wirus zniknie i samoloty będą latać i lądować pełne. Tylko czy na to ściernisko w centralnej Polsce?

Laicy z partii rządzącej podpierają się kłopotami wielkiego lotniska powstającego pod Berlinem i twierdzą: my wygramy. Faktycznie budowa ślimaczy się, ale znając Niemców można w ciemno zakładać: oni tego nie zaorzą. Już zapowiadają ostateczny termin otwarcia na koniec tego roku. A wtedy marzenia o milionach pasażerów przylatujących za kilka lat do Baranowa (teoretyczna lokalizacja CPK) można między bajki włożyć.

Skąd ten upór?

Był taki czas, kiedy każde większe, ale i mniejsze miasta chciały mieć własne lotnisko. Tragicznie skończyło się to dla Gdyni (niby konkurenta Gdańska), trzeba było oddawać subwencje europejskie na ten pomysł. Niewypałem okazał się też projekt portu lotniczego w Łodzi: za duże pieniądze na inwestycję, za blisko Warszawy. Ale szczególny upór można zaobserwować w przypadku Radomia. Szczytem przemyśleń wykazał się jeden z rządzących polityków PIS: Polacy, na wakacje latają na południe, a z Radomia do Aten jest bliżej niż z Warszawy... No ale Radom jest bastionem aktualnie panujących, więc na kolejną już odbudowę lotniska planuje się wydać ponad 600 mln złotych, w tym na terminal 280 mln i 147 mln na drogę startową. Jakiś ciekawski może spojrzeć na mapę Polski i niewinnie zapytać: po co budować małe lotnisko zaraz obok megalotniska...

Wieżowce na Okęciu

Wiele krwi rządzącym psuje lotnisko w Modlinie pod Warszawą. Samochodem to tylko 40 kilometrów, niedokończoną linią kolejową miało być jakieś pół godziny. Lecz Modlin leży, od wielu lat, w zasięgu marszałka z konkurencyjnej partii, a to już jest nie do zniesienia.

Samolot Boeing 767 PLL LOT
© CC BY-SA 3.0 / Azymut / OT Polish Airlines Boeing 767-300
Tym bardziej, że takie małe lotnisko wspiera stołeczne Okęcie, a te ma być zlikwidowane, jeżeli CPK ma mieć jakikolwiek sens. Dla tych, nie znających szczegółów: na modernizację warszawskiego portu wydano ostatnio miliardy: łącznik szybkiej kolei z centrum, połączenie z autostradami, rozbudowa terminalu dla pasażerów. Tyle tylko, że rządzącym marzy się sprzedaż całego stołecznego lotniska imienia Fryderyka Chopina deweloperom pod budowę ogromnego osiedla, a uzyskane pieniądze wspomogą ściernisko gdzieś w centrum kraju. Zdaniem fachowców absurd polega na tym, że zanim kiedyś powstanie CPK, to i tak trzeba wyłożyć dużo pieniędzy na dalszą modernizację Okęcia.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Koronawirus na lotniskowcu Charles de Gaulle: prawie 700 zarażonych
Wokół Mierzei Wiślanej: polski przekop kontra rosyjska inwestycja i niemieckie lotnisko
Karetka zabiera Aleksieja Nawalnego z płyty lotniska - wideo
Tagi:
łódź, Radom, inwestycje, środowisko, badania, Okęcie, Warszawa, Polska, lotnisko
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz