04:28 01 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
135419
Subskrybuj nas na

Kiedy najsensowniejszy głos w jakiejś dyskusji należy do Lecha Wałęsy – dla wszystkich innych uczestników politycznego sporu powinien to być znak, żeby gruntownie przemyśleli swoje życie.

Obchody 40. rocznicy Sierpnia 1980 zawieszone są absurdalnie między historią a teraźniejszością. Bo – z jednej strony – to rocznica porozumienia między nieistniejącą Polską Ludową i nieistniejącą klasą robotniczą. Jakież to może mieć dzisiaj znaczenie – poza historycznym? Ale z drugiej: jakaż to historia, skoro nadal żyją twórcy tamtych zdarzeń, nadal kłócą się o to, kto był ważniejszy?

Tak to protagoniści opowieści, będącej jednym z niewielu dobrych przykładów w historii Polski, skazali ją na rolę rekwizytu w dzisiejszej politycznej wojnie – co, przyznacie, nieco paskudzi legendę.

Zabawne – a ogromnie przez to smutne

Prezydent Andrzej Duda
© Sputnik . RIA Novosti
W tym spaskudzeniu najwięcej rozsądku zdaje się nieść głos Wałęsy, który – po pierwsze – odnotowuje, że Solidarność nie negocjowała z samą sobą. Że była też druga strona – strona rządowa, która dokonała wielkiego przełomu w swoim myśleniu, rezygnując z rozwiązań siłowych, siadając do stołu z robotnikami, godząc się na wolne związki zawodowe. Wałęsa jest jedynym przedstawicielem strony styropianowej, który zdaje się o tym pamiętać. Choć oczywiście wyraża to na swój sposób: „zwycięstwo polegało na pokonaniu starego porządku, a równocześnie przekonaniu tych pokonanych, żeby przyjaciółmi zostali”.

Obiektywnie rzecz biorąc, to nieco nadmierny skrót, eliminujący większość dekady lat 80., od 13 grudnia do Magdalenki – ale z drugiej strony może coś w tym jest. Może doświadczenie dialogu ze stoczni przygotowało grunt pod dialog w Magdalence i przy Okrągłym Stole; niezależnie od stanu wojennego, który był we wszelkim dialogu interwałem.

Wałęsa – jako jedyny bohater roku 1980 – w zasadzie nie mówi źle o swoich partnerach; nie opowiada o „komunistach” jako jakimś wcieleniu mitycznego zła. Mówi: nie walczyłem z ludźmi, tylko z systemem – co skądinąd też nie jest prawdą, albowiem nikt ze strajkujących w stoczni robotników nie walczył „z systemem”.

Lech Wałęsa
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
Wbrew temu, co w rocznicowym programie tefałenu opowiadał Adam Michnik – to nie było tak, że „proletariat zdelegalizował doktrynę dyktatury proletariatu; powiedział, że nie życzy sobie takiej dyktatury”. Jeśli w ogóle, był to pierwszy w historii PRL moment, kiedy obie strony potraktowały ową dyktaturę serio; kiedy proletariat uznał, że może i powinien coś podyktować, a władza ustąpiła 700 tysiącom strajkujących robotników w 700 wielkich zakładach. I, jako żywo, nikt z nich nie walczył o neoliberalny kapitalizm, rabunkową prywatyzację, wyzysk i bezrobocie.

Zabawne – a ogromnie przez to smutne – jest to, że Lech Wałęsa jest dziś jedynym z głównych aktorów tamtych wydarzeń, który zdaje się to widzieć, lub choćby wyczuwać.

Andrzej Duda,Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński na obchodach stulecia odzyskania niepodległości
© Sputnik . Aleksiej Witwicki
Racja w diagnozie lecz brak jej w leczeniu

Kiedy dziś słyszę, jak opluwany i zwalczany przez PiS Wałęsa mówi, że rozumie, czemu ludzie „wybierają demagogów i populistów”: bo „oni w tej demagogii pokazują to, co trzeba załatwić; oni mają rację w diagnozie, nie mają racji w leczeniu” – to rozumiem, na czym polega jego niezwykłość. W tym jednym, zawiłym choć nieskomplikowanym, zdaniu Wałęsa zawarł to wszystko, czego przez 30 lat nie pojęły elity III RP i czego przez pięć lat pisowskich rządów nie jest w stanie ogarnąć rozumem cała opozycja: że ludzie są na nią wściekli i dlatego głosują na PiS.

© Sputnik . Aleksei Vitvitskiy

Co gorsza, ta wściekłość nie ustępuje i są ku temu powody. W fascynującym badaniu polaryzacji politycznej w Polsce zrobionym w zeszłym roku przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami okazało się, że – wbrew martyrologii własnej zwolenników opozycji, którzy uważają się za najbardziej gnębioną grupę w historii ludzkości – to oni są znacznie bardziej skłonni nienawidzić i dehumanizować wyborców PiS.

Na tzw. „termometrze uczuć”, mierzącym temperaturę uczuć wobec jakieś grupy w sali od -50 do +50 stopni, niechęć pisowców do opozycjonistów wyniosła 6,3.

Niechęć opozycjonistów do pisowców: 15. Inne badanie posługiwało się obrazkową skalą dehumanizacji – to znany ciąg rysunków przedstawiający rozwój człowieka, od sylwetki szympansa, poprzez kolejne stadia wyprostowania aż do figury homo sapiens. Pytanie do tych obrazków brzmiało: „Czasem ludzie wydają się innym bardziej bądź mniej ludzcy. W oczach innych ludzi niektórzy wydają się być bardzo rozwinięci, inni zaś zdają się znajdować na wcześniejszych stadiach ewolucji. Posługując się obrazkiem zamieszczonym poniżej, określ, na jakim stadium ewolucji umieściłbyś zwolenników partii opozycyjnych/partii rządzącej?”.

I znów: okazało się, że na dziewięciostopniowej skali wyborcy opozycji dehumanizują wyborców PiS znacznie bardziej, niż ma to miejsce w kierunku przeciwnym (3,72 do 2,69). Jest źródłem mojej wielkiej frustracji, że większość polityków opozycji – także lewicy – nie dostrzega, ze coś jest nie halo z tym obrazkiem. Teraz okazuje się, że dostrzega to Wałęsa; i w zasadzie nie wiem, czy śmiać się czy płakać.

Próba uczytelnienia stenogramu

Dla porządku dodam, że Wałęsa jest także jedyną osobą, która na okoliczność obchodów 40 rocznicy sierpnia pokusiła się o jakąś szerszą refleksję nad przyszłością ludzkości. Oczywiście była to refleksja wyrażona w wałęsizmach, więc z natury swojej nie kwalifikująca się do poważnego traktowania przez postępową inteligencję – ale posłuchajcie. Postaram się uczytelnić stenogram za pomocą znaków przestankowych, żeby dało się zrozumieć, o co chodzi (sama nie pojęłam za pierwszym razem, choć pilnie słuchałam).

Wałęsa powiedział otóż tak: „Jaki system ekonomiczny w tej nowości? No na pewno nie komunizm, bo nigdzie się nie sprawdził, ale też nie kapitalizm, taki jaki dziś jest. Bo ten kapitalizm był dostosowany do krajów, do państw, i kraje, jeden drugiego, oszukiwał, zarabiał: »a co mnie obchodzi sąsiad?«. Ktoś nazwał to »wyścig szczurów między państwami« – i tak to wyglądało. Niektórzy się bardzo zbudowali, a tym bohaterom to pomniki postawiali. A jak otwieramy granicę, to obok sąsiad mówi tak: »On ma pomnik, a to bandyta, on mordował naród, on okradł, niewolnictwo wprowadzał, i on ma pomnik?!«”...

To tylko z pozoru bełkot. Tak naprawdę, to bardzo trafne opisanie sporu między dostatnią białą Ameryką Trumpa i obalającymi monumenty ku czci właścicieli niewolników demonstrantami z ruchu Black Lifes Matter; ale także naszych konfliktów z sąsiadami, płynących z oficjalnego w RP kultu żołnierzy wyklętych.

I Wałęsa posługuje się tym przykładem, tłumacząc potrzebę odejścia od państwa narodowego na rzecz silniejszej integracji europejskiej – idei, która rzadko kiedy zyskuje aplauz konserwatywnych prawicowych polityków, z wyraźną skłonnością do dewocji.

Karol Modzelewski mówił o Wałęsie, że jest „człowiekiem wybitnej, choć dość szczególnej inteligencji”. Karol Modzelewski, jak zwykle, miał rację.

 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
PiS, Polska, Polska, politycy, polityka, polityka, polityk, Lech Wałęsa
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz