01:11 28 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
13383
Subskrybuj nas na

Prezydent właśnie podpisał nowelę ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii (OZE), która mocno rozszerza definicję tzw drewna energetycznego. Mowa w niej, że już wolno w elektrowniach palić produktami niepełnowartościowymi. Niby niewielka sprawa, a w tle wielki biznes, kłopoty różnych branż i klęska ekologiczna.

 

Jeszcze raz ekspresowo

Sejm, jak to zwykle przy wygodnych dla rządzących ustawach, przegłosował zmiany szybko i odesłał do Senatu. Tu się zacięło, tym bardziej, że postawili się też „zieloni”. Aż do tego stopnia, że poprosili o interwencję w tej sprawie Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. Senat ustawę odrzucił, ale kilka dni później większość sejmowa ją przegłosowała, a prezydent szybciutko podpisał.

Wszak w kampanii wyborczej obiecywał wsparcie dla Lasów Państwowych i miał podpórkę: poparcie ponad stu naukowców nie widzących nic złego w spalaniu drewna leśnego przez elektrownie. Tyle tylko, że niezależne media znalazły na liście tych naukowców takie czy inne związki z LP, a samą petycję do prezydenta o podpis inicjowało szefostwo leśników. Twierdzą oni też, że przez pandemię ich dochody spadły o 600 mln zł, więc sprzedaż drewna dla energetyki jest jedynym ratunkiem. Trochę dziwne, bo z wyliczeń za rok ubiegły wynika, że całkowity przychód LP wyniósł ponad 9 miliardów złotych.

Energetyka średnio lubi drewno

Szefostwo Lasów od lat starało się wcisnąć energetyce drewno, ale szło opornie. Dopiero początki walki z zanieczyszczaniem powietrza coś ruszyły. Stale jednak wisiał podstawowy problem: elektrownia to nie domowy kominek – albo dostarczacie systematycznie ogromne ilości drewna, albo nie zawracajcie głowy z furmanką chrustu. Do tego jeszcze kłótnie: czy to leśni dowiozą drewno do kotłów, czy to energetycy mają się fatygować do lasu po opał. Jasne kto był górą.

Faktem jest, że pod naciskiem Unii, do której dopiero wtedy weszliśmy zaczęły się pomysły o spalaniu tzw. biomasy lub współspalaniu węgla z drewnem w energetyce. Ale były też kłopoty: nie każdy piec elektrowniany, normalnie opalany węglem, jest przystosowany do przyjmowania drewna. A jak już to to trzeba wybudować ciepłownię, jak choćby w Płońsku, gdzie spala się tylko drewno, a węgiel stosowany jest w sytuacjach awaryjnych.

Dobrym przykładem problemów jest tu Połaniec, gdzie kilka lat temu uruchomiono Zielony Blok o mocy ponad 200 MW, wtedy największy na świecie. Po kilku miesiącach okazało się, że brakuje drewna do systematycznego zasilania i pomysł padł. Jak tłumaczy dziś dyrekcja Połańca (jednej z największych naszych elektrowni) – nas nie interesują jednorazowe, nawet tanie, po wiatrołomach,  zakupy drewna. To musi być ciągła dostawa. Czyli lasy trzeba ciąć...

Ponieważ naciski Unii na zastępowanie węgla biomasą wciąż rosną to inne elektrownie deklarują chęć spalania drewna. Bo będą mieli zaliczone punkty za, teoretyczną choć mocno iluzoryczną, ochronę powietrza. A, że przy okazji kotły trochę ucierpią, jak choćby w Dolnej Odrze gdzie wybuchły importowane łupki kokosowe – no cóż straty w ludziach i sprzęcie zawsze muszą być...

To absurd

Zdecydowana większość poważnych naukowców wskazuje, że dodawanie w elektrowniach drewna do węgla nie zmniejsza emisji dwutlenku węgla do atmosfery, o co walczą ekologowie. Choćby dlatego, że wartość energetyczna biomasy jest praktycznie dwa razy mniejsza niż węgla, więc trzeba jej spalić więcej, tak dużo, że tego wstrętnego gazu będzie jeszcze więcej. To szokujące, ale naukowcy policzyli: już bardziej dla klimatu warto w elektrowniach palić węglem niż drewnem...

Na świecie, a ostatnio w Polsce też uprawia się różne rośliny energetyczne. Szybko rosną, szybko się je ścina i do elektrowni. Ale one wyjaławiają glebę i zajmują miejsce dla upraw zboża czy kukurydzy. Kręcimy sznur na własną szyję... Fachowcy zauważają też, że to lasy pochłaniają większość CO2, a jak znikają to nie ma przebacz. I absurdalne są argumenty, że przecież sadzi się nowe choinki. One nam będą pomagać dopiero za kilkadziesiąt lat... Przez ten czas cały ekosystem leśny, który żyje także na upadłych, czy schnących drzewach diabli wezmą. Przyrodnicy wyrywają sobie włosy z głowy...

Nabijanie kabzy leśnikom

Tu dochodzimy do strategii finansowej: po co Lasom ta nowelizacja ustawy. Lasy Państwowe to od dawna bastion dzisiaj rządzących, wspomagające swoich towarzyszy tak czy inaczej. Więc firma musi mieć pieniądze. Widać to było gołym okiem przy niedawnej rzezi w Puszczy Białowieskiej. Pod pretekstem inwazji kornika cięto tysiące drzew zupełnie zdrowych aby zarobić na sprzedaży drewna. Ale powstał mur: tradycyjnych odbiorców wyrębów nie stać na zakup drewna po paskarskich cenach narzucanych przez monopolistę czyli Lasy Państwowe.

To nie są żarty, bo chodzi o przemysł papierniczy, meblarski, budownictwo wreszcie o miliony ludzi ogrzewających domy spalanym drewnem lub biomasą. Meblarze są skłonni kupować nawet gorszy surowiec, bo wiedzą jak z niego zrobić płyty drewnopochodne. Podobnie mówią wytwórcy płyt szalunkowych dla budownictwa. Tylko ceny nie mogą być zaporowe.

Zaskakujące są wyliczenia z rynku pracy.  1 tona drewna wykorzystana w przemyśle papierniczym przekłada się na aż 124 roboczogodziny. Jeśli ta sama tona surowca trafi do fabryki płyt drewnopochodnych — przełoży się na 54 roboczogodziny. A w energetyce, gdzie wykorzystuje się drewno jako paliwo : 1 tona to raptem 2 roboczogodziny. Tu chodzi o liczbę zatrudnionych i podatki jakie płacą, czyli w końcu: finanse państwa.

Nowa ustawa była potrzebna leśnikom, aby to wszystko mieli w nosie. Teraz elektrownie będą miały dotowany zakup drewna, więc łykną wszystko, ustalając swoje ceny. Ale skala robi pieniądz: leśnikom będzie się opłacało stworzyć specjalne duże transporty dla energetyków. A reszta – jak chce kupić drewno to musi zapłacić ile nam się podoba. Bo jak nie to bez łaski – kłody pójdą do pieca...

Żal róż

Trawestując Słowackiego: czas żałować róż. To przemysł papierniczy, a więc poniekąd podstawa kultury w formie książek i innych wydawnictw, które będą droższe. Także wszelkie podręczniki dla młodzieży szkolnej, studentów i bestsellery dla zjadaczy literatury. To meble, których jesteśmy jednym z największych producentów w Europie. To budownictwo, które nie tylko leje cement i stawia cegły, ale z czegoś musi stworzyć pierwowzór konstrukcji. To ludzie, głównie na prowincji, którzy będą musieli drożej zapłacić za każdą szczapkę do pieca czy kominka. Wreszcie knieje, które szumią cicho, ale kardynalnych błędów nie wybaczają... 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
zanieczyszczenie środowiska, ekologia, Komisja Europejska, Senat RP, gospodarka, biznes, Energia, Andrzej Duda, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz