00:56 01 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
501721
Subskrybuj nas na

Kiedy Ameryka, łamiąc prawo międzynarodowe, napadła na Irak w 2003 roku, ktoś zapytał ponoć prezydenta Rosji, czy George W. Bush znajdzie tam broń masowego rażenia, która była oficjalnym pretekstem agresji. Władimir Władimirowicz miał odpowiedzieć: „Ja bym znalazł”.

Nie wiem, czy anegdota ta jest autentyczna – ale trudno mi uwierzyć, że już trzeci raz Putinowi nie udało się zamordować kogoś za pomocą „najbardziej zabójczej broni chemicznej na świecie”.

Miał umrzeć co najmniej 40320 razy!

Pod tekstem na temat jej okrucieństwa, zatytułowanym emocjonalnie „Nowiczok to potworna trucizna”, opublikowanym w piątek na jednym z poważnych polskich portali informacyjnych, ktoś napisał w komentarzu: „Już obliczyłem. Skoro ruscy podali mu Nowiczoka 20 sierpnia 2020 roku, a owa substancja zabija w 30 sekund, to w chwili pisania przeze mnie tego postu, Nawalny umarł co najmniej 40320 razy!”. W odpowiedzi natychmiast odezwał się inny internauta, tym razem rozumujący zgodnie z obowiązującym w polskich mediach kierunkiem, który pouczył dysydenta: „Nie chcieli go zabić, tylko dla przykładu, otruć, tak żeby go wyleczono. To sposób zastraszenia innych”.

To obowiązująca w polskim komentariacie metoda redukcji dysonansu poznawczego: jeśli bezwzględnie skuteczny Putin każe kogoś zabić, a ten ktoś nie umiera, to znaczy, że od początku nie miał umrzeć i to wszystko było tylko na postrach.

Ale tak serio: czy skuteczniejszą metodą zastraszenia dysydentów i zdrajców nie byłoby rzeczywiste wykończenie jakiegoś od czasu do czasu? Czy podejmowanie nieudanych prób nie podważa autorytetu bezwzględnego prezydenta Rosji i jej służb?

I wreszcie – skoro Putin jest kagebistą bez sumienia – dlaczego miałby oszczędzać życie swoich wrogów i ograniczać się do podtruwania? Skutki polityczne są takie same, niezależnie od tego, czy zabójstwo jest dokonane czy tylko usiłowane, zachodni politycy nie mają problemów z przypisaniem rosyjskim władzom odpowiedzialności, mimo braku dowodów, ale nie mają też żadnych skutecznych metod ukarania ich; stosunki między Rosją a Zachodem są dziś tak złe, ze trudno byłoby je wymiernie pogorszyć. W sumie, pytanie do którego zmierzam, brzmi: czemu Skripalowie i Nawalny wciąż żyją?

Jeśli wersja o otruciu ich na polecenie prezydenta Rosji byłaby prawdziwa – ich uparte trwanie przy życiu nie ma żadnego wytłumaczenia.

 „Najgroźniejszy rywal Putina”

Może zatem w tym momencie przydałoby się zadać inne pytanie: dlaczego rosyjskiemu prezydentowi miałoby zależeć na wykończeniu Nawalnego? Polskie media nazywają go z entuzjazmem „najgroźniejszym rywalem Putina” – ale nie jestem pewna, czy Putin o tym wie. Nawalny raz w życiu kandydował w dużych wyborach: na mera Moskwy w 2013 roku. Dostał 27 procent – dużo jak na polityka bez zaplecza, ale doprawdy niewiele jak na kogoś, kto chce przejąc władzę w Rosji wolą ludu.

W 2012 roku wygrał internetowe wybory do rady Komitetu Koordynacyjnego antyputinowskiej opozycji – ale wzięło w nich udział 80 tysięcy ludzi, co w kraju liczącym 144,5 mln ludzi nie jest jakimś oszałamiającym sukcesem. Podobnie jak 4 miliony jego subskrybentów na YouTube, czy 2,2 mln na Twitterze. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Nawalny jest bardziej popularny na Zachodzie niż wśród rosyjskich obywateli, których ma wywieść z Putinowskiej niewoli w kierunku demokracji.

Zachód usiłuje wybierać Rosji nie tylko prezydenta, ale także opozycję

Nawiasem mówiąc – i to już uwaga do wszystkich polskich entuzjastów Nawalnego – jego zamiłowanie do „demokracji” w jedynie słusznej, zachodnioeuropejskiej formie, nie jest przesadne. Poglądy Nawalnego mają w sobie wyraźny rys nacjonalistyczny; a wszak mało czego boimy się równie mocno jak wielkoruskiego nacjonalizmu. Warto też przypomnieć, że w kwestii, będącej w opinii polskiego komentariatu przyczyną, dla której stosunki Rosji z Zachodem już nigdy nie będą mogły zostać naprawione – „aneksji” Krymu – lider „prozachodniej opozycji” orzekł jednoznacznie: „Krym jest nasz”.

Kiedy Zachód – a zwłaszcza Polska – usiłuje wybierać Rosji nie tylko prezydenta, ale także opozycję, robi to we właściwym dla siebie stylu, opartym na pryncypialnym lekceważeniu rzeczywistości, jeśli jest ona dla nas niewygodna. Prawda jest taka, że jedyna realną opozycją w Rosji są komuniści: w latach 90. zdarzało im się wygrywać wybory, a od początku millenium i panowania Władimira Putina Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej jest drugą siłą w Dumie, zdobywając kilkanaście procent głosów. To oczywiście niedużo – ale znacznie więcej, niż kiedykolwiek śniło się jakimkolwiek faworytom Zachodu, z Nawalnym na czele.

Ale przecież my, Polacy, nie możemy popierać ruskich komunistów. Znacznie lepiej jest ich nie zauważać. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

MSZ Polski odmówiło komentarza ws. doniesień Łukaszenki o Nawalnym
Niemcy zdementowały słowa Łukaszenki o Nawalnym i rozmowie Warszawy i Berlina
Czechy poinformowały o ryzyku zerwania konsultacji z Rosją z powodu Nawalnego
Tagi:
Polska, opozycja, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, prawo międzynarodowe, otrucie, Aleksiej Nawalny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz