17:35 27 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
5212
Subskrybuj nas na

Ulicami Warszawy przeszli aktywiści z Extinction Rebellion Polska i Strajku dla Ziemi. Odbyło się to w ramach Wielkiego Marszu dla Klimatu. Cztery różne marsze w czterech kolorowych „falach”, by wszyscy się spotkali na zielonych terenach Jazdowa, gdzie powstało miasteczko klimatyczne z wykładami, warsztatami i koncertami.

Jak wyjaśniali aktywiści, kolory poszczególnych tras symbolizowały emocje, które towarzyszą ludziom w związku z katastrofą klimatyczną: miłość (czerwony), smutek (niebieski), nadzieja (zielony) i bunt (żółty).

O godzinie 13.35 w sobotę wystartował z Ronda Waszyngtona marsz niebieski symbolizujący smutek.

Z ulicy Jasnej ruszyła fala czerwona. Na przodzie „fali czerwonej” szło około 30 postaci Czerwonych Wdów.

Zielona fala, symbolizująca nadzieję, wyruszyła z ogrodu Saskiego. Ten marsz do Jazdowa dotarł jako pierwszy.

Fala żółta, ta buntownicza, wyruszyła spod gmachu Ministerstwa Klimatu. Na czele tego marszu niesiono transparent z żądaniem ogłoszenia alarmu klimatycznego.

Żółto–czarna fala buntu miała przypominać rój pszczół. Uczestnicy chcieli w ten sposób pokazać, że kryzys klimatyczny wymaga współdziałania wszystkich ludzi.

Rebelia 2020

Organizatorzy zapowiedzieli, że protest zainicjuje cykl wydarzeń organizowanych w całej Europie. W Polsce odbędą się one pod nazwą Rebelia 2020. „Wrzesień, podobnie jak w zeszłym roku, będzie stał pod znakiem manifestacji ruchów klimatycznych w całej Europie. Miliony ludzi wyjdą na ulice, by protestować przeciw bezczynności rządzących wobec postępującego kryzysu klimatycznego” – zapowiadało Extinction Rebellion Polska. Zwracało też uwagę, że kryzys powoduje „potężne anomalie pogodowe, susze i powodzie na coraz większych obszarach Polski i świata”. Stowarzyszenie ostrzegało, że zmiany „zagrażają życiu miliardów ludzi i milionów gatunków roślin i zwierząt”.

Wśród moich rozmówców na pewno spotkałem wielu idealistów i aktywistów działań na rzecz powstrzymania zmian klimatycznych. Ludzi dobrej woli. Trudno się było jednak od nich dowiedzieć, jak konkretnie te zmiany powstrzymać?

Wołanie naszej Planety o ratunek

W Dniu Ziemi, 5 czerwca 2009 roku, w 85 krajach, w kinach, w telewizji, w Internecie miało miejsce największe na świecie multimedialne wydarzenie pro-ekologiczne – premiera filmu „S.O.S. Ziemia” („Home”). Był to wspólny projekt Luca Bessona i fotografa Yanna Arthusa-Bertranda. Film składał się z zapierających dech w piersiach pięknych i poruszających obrazów. Była to niesamowita podróż w głąb australijskiej rafy koralowej, wędrówka przez niebezpieczne amazońskie lasy, bezkresną pustynię Gobi i industrialne dzielnice Szanghaju... Podróż przez wszystkie kontynenty, której celem było zwrócenie uwagi świata na problemy i zagrożenia środowiska naturalnego: globalne ocieplenie, umierające lasy, wymieranie gatunków zwierząt i roślin, na kończące się zasoby naturalne. Ostrzegano wtedy, że efekt przewracającego się domina klęsk ekologicznych może zapoczątkować katastrofalne konsekwencje. Film „S.O.S. Ziemia” („Home”) był ostrzeżeniem przed zagładą, wołaniem naszej Planety o ratunek...

Od czasu premiery tego filmu, w którym wiele mówiono o tym, że jeśli nie nastąpią prawdziwe zmiany, nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych, i to natychmiast, bo inaczej wielu zmian na Ziemi nie da się już odwrócić, wiele się nie zmieniło. Czy naszą planetę i życie na niej da się jeszcze uratować?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Bezużyteczni celebryci: wyjeżdża do Szwecji, nie na banicję
Lokatorzy żądają ustawy reprywatyzacyjnej – wideo
Dialog ze sobą. Nie z Rosjanami
Parady nie było, ale balony też były ok – wideo
Estoński CIT odpowiedzią na kryzys?
„Ostatni bastion wolności na wschodzie Europy”: Polscy narodowcy za Łukaszenką – wideo
Tagi:
marsz, klimat, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz