20:18 27 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
561004
Subskrybuj nas na

Płk Grzegorz Małecki, funkcjonariusz UOP, ABW, AW i dyplomata w wywiadzie dla onet.pl oświadczył: „Z Rosjanami trzeba grać ostro”. W dowód gry na ostro wylicza osiągnięcia ukraińskich służb specjalnych: „zmartwychwstanie” Arkadija Babczenki, porwanie Wołodymyra Cemacha, likwidacja donieckich separatystów, zatrzymanie wagnerowców na Białorusi.

Tekst sponsorowany

Pułkownik Małecki udzielając wywiadu postawił sobie za cel obnażyć słabość służb rosyjskich i podprogowo pokazać swój profesjonalizm, jako eksperta ds. bezpieczeństwa energetycznego i cyberbezpieczeństwa. Całość rozmowy bardziej przypomina tekst sponsorowany, niż rzeczową rozmowę na temat służb, ale dotychczasowe CV Małeckiego nie pozwalają przejść obojętnie obok tego, co mówi.

Zwłaszcza, że takich pułkowników w polskich służba jest dość wielu, i to oni strzegą bezpieczeństwa Polski i w jakiejś mierze mojego.

Kto stoi za morderstwem? Polak wie

Prezydent Andrzej Duda
© Sputnik . RIA Novosti
Jeśli wierzyć temu, że płk Małecki jest specjalistą i wie, co mówi, to właśnie wyjawił tajemnice ukraińskich służb, które nie przyznają się, że dokonały zamachu terrorystycznego na Aleksandra Zacharczenkę. Więcej, rzeczniczka ukraińskich służb specjalnych uznała zamordowanie Zacharczenki za „efekt konfliktu między separatystami a ich rosyjskimi patronami”.

Nawet Kreml w swoim oświadczeniu nie wskazał Ukrainy, jako odpowiedzialnej za mord na przywódcy Donieckiej Republiki Ludowej, a tymczasem polski pułkownik służb specjalnych objawił światu, kto stoi za tym morderstwem. Rosyjski komitet śledczy, który wszczął śledztwo w tej sprawie, traktując morderstwo, jako akt międzynarodowego terroryzmu, powinien poprosić Polskę o pomoc prawną, a płk Małeckiego przesłuchać, jako świadka.

Powagi sprawie dodaje to, że w podobnych okolicznościach, tj. zamachy terrorystyczne, zginęli: podpułkownik Sił Zbrojnych Donieckiej Republiki Ludowej Michaił Tołstych oraz pułkownik tych sił Arsen Pawłow. Oni także zostali „zlikwidowani, jako donieccy separatyści”.

Jeśli dodamy do tego nieudany zamach na Igora Płotnickiego, przywódcę Ługańskiej Republiki Ludowej, to będziemy mieli prawdziwy obraz ukraińskich służb specjalnych – według płk Małeckiego.

Nie wiem, kto w tym zestawie okazuje się mniej profesjonalnym, polski pułkownik z „długim językiem” czy ukraińskie służby, które po takich rewelacjach można byłby wpisać na listę obok ISIS czy Al-Kaidy.

Nieporozumienie w czystej postaci

O ile teza o likwidacji „separatystów donieckich” brzmi jak zdrada tajemnicy „sojuszniczej” służby ukraińskiej, o tyle teoria z aresztowaniem „wagnerowców” jest, co najmniej, wątpliwa. Bowiem w sprawę bardziej dał się „wkręcić” prezydent Łukaszenka, który uwierzył lub wymyślił sobie rosyjskie „wmieszatielstwo” w wybory.

Przyjmowanie zaś za sukces „szopki” z Arkadijem Babczenką – to nieporozumienie w czystej postaci, które zaświadcza o braku profesjonalizmu służb ukraińskich. Można zadać pytanie: Babczenko, przepraszam, kto zacz?

Jeśli jednak dalibyśmy wiarę temu, co mówi polski pułkownik o „doskonałości” ukraińskich służb specjalnych, to można byłoby dodać kilka innych „sukcesów” owych służb. Np., zestrzelenie malezyjskiego samolotu, akcja z Siergiejem Skripalem i obecna z Aleksiejem Nawalnym, „ręka w rękę” z MI6.

Ostatnie trzy przypadki przyniosły prawdziwe „straty wizerunkowe” rosyjskim służbom i Rosji. Niezależnie, kto je zaplanował i zorganizował, ten odniósł sukces. Jeśli są to Ukraińcy, jak można domniemywać z zachwytu nad ich działaniami płk Grzegorza Małeckiego, to „chapeau bas”.

Etycznie uwrażliwionych może to szokować, ale państwowe tajne służby z „jakichś” powodów są tajne. W Polsce tajne już nie są, bo przejrzystość i transparentność zrozumieliśmy dość dosłownie i opacznie, i mamy to, co mamy.

Piorunująca skuteczność medialna

Niezaprzeczalnym faktem jest, że po niewątpliwym sukcesie tych, co „otruli Skripala”, kolejna ich akcja z Nawalnym majstersztykiem nie jest, ale jej skuteczność medialna jest piorunująca.

Wmontowanie w akcję niemieckiej kliniki, błyskawiczny transport do Niemiec i wsparcie medialne zmusiły kanclerz do zabrania głosu w sprawie, czyniąc Angelę Merkel i Niemcy zakładnikiem w walce o przerwanie projektu Nord Stream 2, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie o Nawalnego, ale o gazociąg chodzi.

Opinia publiczna otrzymuje przekaz w rodzaju: oni trują swoich opozycyjnych polityków, a wy chcecie robić z nimi interesy? Kupcie nasz skroplony gaz, my zabijamy na ulicach „tylko” czarnoskórych.

Oczywiście jeden nie do końca „otruty” biały Aleksiej Nawalny jest wart więcej niż 10 zabitych „na amen” i 2891 rannych w trakcie protestów żółtych kamizelek we Francji, czy ponad 20 ofiar śmiertelnych i kilkanaście tysięcy aresztowanych wśród protestujących po policyjnym morderstwie George’a Floyda w Stanach Zjednoczonych.

Na tę okoliczność powraca w mej pamięci fraza usłyszana, przez mnie, w kościele w Karwi nad Bałtykiem, gdzie proboszcz upraszał parafian: „Nie róbcie jak ja robię, róbcie jak ja mówię”.

Znak „rozpoznawczy” rosyjskich służb

„Otrucie Nawalnego” to sprawdzony schemat ze Skripalem, kiedy nikomu niepotrzebny szpieg zostaje „nie do końca otruty” w Wielkiej Brytanii. Słaba politycznie premier brytyjskiego rządu Theresa May podnosi larum, oskarża Rosję i wydala 23 jej dyplomatów, bo dowodem w sprawie wydaje się być brak skuteczności w truciu byłych szpiegów, który stanowi swego rodzaju znak „rozpoznawczy” rosyjskich służb.

Zgodnie z zasadą „kto nie z nami, ten przeciw nam” inne kraje UE symbolicznie przyłączają się do akcji, wysyłając do domu jakąś liczbę rosyjskich dyplomatów. Prawdziwy cel zostaje osiągnięty i opinia publiczna została zainfekowana wirusem podejrzliwości wobec wszystkiego, co rosyjskie.

Zamordowano nie tylko przywódcę państwa, ale i laureata Nagrody Nobla

W tym miejscu przypomnę, że skuteczne otrucie radioaktywnym polonem 210 przywódcy Palestyny Jasira Arafata, nie wywołało oburzenia światowej opinii publicznej i przeszło bez echa, nie mówiąc już o jakimś międzynarodowym śledztwie. Zamordowano nie tylko przywódcę państwa, ale i laureata Nagrody Nobla.

Expose premiera Mateusza Morawieckiego
© AP Photo / Czarek Sokolowski
I co? I nic.

Tak w ogóle to morderstwa państwowych przywódców – Jasir Arafat, Muammar al-Kaddafi, Saddam Husajn – wywołują mniejszy rezonans społeczny niż sfingowane otrucie szpiega czy politycznego celebryty.

W światowej polityce coraz bardziej daje się zauważać równoległość dwu płaszczyzn na jakich ona funkcjonuje. Światowej gawiedzi macha się w „telewizorach” fiolkami z „bronią biologiczną”, a wojsko przygotowuje się „do skoku” na iracką ropę, wyzwala się Afganistan od Talibów. No i przy okazji tej szlachetnej misji zwiększyła się kilkakrotnie produkcja narkotyków, płynąca z tego regionu, Kaddafiego oskarżono o wspieranie terroryzmu, aby z Libii uczynić nową przestrzeń dla rozwoju terroryzmu, dehumanizuje się prezydenta Syrii Assada, aby usprawiedliwić wspomaganie terrorystycznych korporacji.

Mierzenie dwóch takich samych rzeczy, spraw czy wydarzeń różnymi miarami stało się standardem, a co gorsza – argumentem w sporze.

Kiedy organizacja terrorystyczna al–Zenki ścięła głowę 10-letniemu Palestyńczykowi i pochwaliła się tym w sieciach społecznościowych, Stany Zjednoczone przyjęły usprawiedliwienie bandytów, że egzekucja była „indywidualną pomyłką”. Wypadałoby życzyć wszystkim, którzy uwierzyli w takie wyjaśnienia, aby stali się ofiarami takich pomyłek.

Polski pułkownik służb specjalnych zdaje się hołdować takiej właśnie „grze na ostro”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tradycyjna „polska wrażliwość”
Młyny Kremla. Lektura dla „moderatorów” historii
Bo nie ma elit
Ale w pole trzeba iść
Białorusini mają prawo „liznąć zachodu”
Tagi:
Ukraina, Białoruś, Aleksiej Nawalny, polityka, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz