13:50 27 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
5272
Subskrybuj nas na

Niezwykle trudno jest prorokować przyszłość inicjatyw politycznych, w sytuacji gdy kilka lat trzeba czekać na możliwość ich weryfikacji. Ambitny projekt Prezydenta Warszawy zaczyna z kulą u nogi, którą ciężko mu będzie zrzucić.

Kalendarzowy pech

Rafała Trzaskowskiego nawiedza to samo nieszczęście, z którym boryka się już Szymon Hołownia. Czas. Nie da się go przyśpieszyć, posiada prędkość wiecznie i nieubłaganie jednostajną. Jeżeli szumnie ogłaszana „Nowa Solidarność” ma być lokomotywą wyborczą, to jej pierwszym sprawdzianem będą wybory samorządowe, w których niczego Trzaskowski nie wygra, za to stanu posiadania będzie musiał bronić. I choć nie wydaje się na dzień dzisiejszy, by ktoś mu zagrażał w walce o fotel Prezydenta Warszawy, to jednak trudno zrobić z tego sukces na skalę ogólnopolską.

A przecież niedawny kandydat na Prezydenta RP, będzie musiał zmierzyć się także z oporem wewnętrznym, we własnym środowisku politycznym. Choćby i on i Borys Budka zarzekali się, że „wszystko jest w porządku”, to jednak sytuacja zmierza nieuchronnie w kierunku konfliktu, nawet jeśli nie czysto politycznego (obie inicjatywy wystartują razem w jednym komitecie wyborczym) to na pewno personalnego, bo przeciętny działacz Platformy Obywatelskiej nie może być dzisiaj tak samo blisko Budki i Trzaskowskiego. Z kolei, jeśli kierownictwo PO przyzwoli Nowej Solidarności na coś w rodzaju „regionalnej autonomii”, to automatycznie podważa w ten sposób jedność organizacyjną i siłą rzeczy dezorientuje własnych wyborców.

Co zabawne, te przepychanki nie będą miały większego wpływu na wynik wyborczy formacji liberalnych. Może i szyld odwołujący się do tradycji „Solidarności” nosi ze sobą formę atrakcyjną dla wszystkich poczuwających się do spadku tego ruchu (czyli także aktywu i wyborców PiS), ale wysoce wątpliwe, by postać Trzaskowskiego, głównego rywala popieranego przez PiS Prezydenta Dudy, mogła kogokolwiek z konkurencyjnego obozu przekonać. Jeżeli Trzaskowski może komuś zabrać elektorat, to tylko… Platformie Obywatelskiej, co akurat partię rządzącą musi bardzo cieszyć.

Obecny prezydent Warszawy zachowuje się jakby nie chciał zrozumieć, że te prawie 49% poparcia zawdzięcza temu, iż w tamtym momencie był jedynym kandydatem, który nie nazywał się „Andrzej Duda” i nie był kojarzony z obozem władzy. Jest więc oczywiste, że w sytuacji w której na rynku znajduje się więcej niż dwa podmioty (a taka konfiguracja ma miejsce przy wszystkich innych wyborach niż prezydenckie) to poparcie będzie odpowiednio mniejsze i widać to ewidentnie w sondażach, w których nawet uwzględniona NS otrzymuje już dużo mniej niż sam Trzaskowski dostał przed dwoma miesiącami. Czyli tendencja jest (bo musi być) spadkowa. Jakie mogą być w takim razie możliwe scenariusze rozwoju?

Nowa Samodzielność

Trzaskowski idzie na konflikt z PO, nie dogaduje się z nikim, ściąga na swoje listy kilku rozpoznawalnych samorządowców. Kampania negatywna wobec PiS, ustępuje konkurencji NS i PO, które walczą o tych samych wyborców. Taki scenariusz jest możliwy przy słabym poparciu dla PiS, kiedy rządząca partia przestaje być jedną z osi kampanii, a jej zwycięstwo jest na tyle mało prawdopodobne, że uwaga wyborców skupiona jest na innych formacjach. Taka sytuacja miała miejsce w 2001 roku, kiedy upadała koalicja AWS-UW, opuszczona nawet przez własny establishment, a do władzy dziarsko szedł Sojusz Lewicy Demokratycznej, nie wiadomo było tylko czy do władzy pełnej i samodzielnej, czy może do współrządzenia z koalicjantami. Podobnie było 4 lata później, gdy targany aferami rząd SLD-UP stracił poparcie na tyle, że do wyścigu o palmę pierwszeństwa stanęły PiS, PO i Samoobrona. W takim zestawieniu Nowa Solidarność mogłaby nawet powalczyć, dzięki efektowi świeżości, ale scena polityczna byłaby mocno zdekonstruowana.

Wielka Koalicja AntyPiS

A więc coś, co znamy poniekąd z wyborów 2019 do senatu, albo z niedalekich Węgier, gdzie wszystkie istotne „nieorbanowskie” formacje zawarły sojusz w celu odsunięcia od władzy Fideszu. W przypadku pierwszym dało to zresztą efekt, w drugim ograniczył się on do sukcesu regionalnego w Budapeszcie. Prawdopodobieństwo tego wariantu wzrasta wraz z siłą PiS. Rządzący, jeśli będą utrzymywać poparcie powyżej 40%, nie będą mieli możliwości przegrać z kimkolwiek z rozdrobnionej sceny politycznej, co może owocować po stronie opozycji tendencją do (przynajmniej taktycznego) zjednoczenia, nie wyłączając z tego nacjonalistycznych liberałów z Konfederacji. Już przed drugą turą wyborów prezydenckich widzieliśmy zresztą przetarcie szlaków, które kiedyś wydawałoby się czymś niemożliwym. Tyle tylko, że Nowa Solidarność mogłaby być co najwyżej tylko uczestnikiem takiej koalicji, na pewno nie liderem. Szyld zostałby więc roztopiony, a beneficjentem w sensie wizerunkowym mógłby być tylko sam Rafał Trzaskowski.

Platforma Platformy

Wariant pośredni, czyli coś podobnego do scenariusza wyborów parlamentarnych, gdzie opozycja grupuje się w kilku blokach, nie chcąc tracić żadnego skrzydła własnych elektoratów. Wówczas Prezydent Warszawy może nawet stanąć na czele takiej odnowionej Koalicji Obywatelskiej, o ile zdąży obdzielić wszystkich kawałkami przewidzianego tortu na tyle hojnie, że zaspokoi to ambicje kadr PO i sojuszników. To paradoksalnie najlepszy z możliwych scenariuszy zarówno dla lidera jak i dla szyldu. Przy dobrym wyniku Trzaskowski zostaje wówczas przywódcą obozu liberalnego i to bez konieczności bezpośredniego starcia z Borysem Budką w ramach wojny domowej w PO.

Walka bynajmniej nie o Polskę

Nikt tego oczywiście głośno nie powie, ale wyraźnie widać, że Rafałowi Trzaskowskiemu (jak na razie) wcale nie chodzi o to, by pokonać rządzących bo nie ma po temu nawet możliwości, ale o to by zostać liderem liberalnej opozycji i dopiero z tej perspektywy próbować podkopać niezagrożoną na ten moment siłę Prawa i Sprawiedliwości. Wbrew pozorom, nazwa „Nowa Solidarność” wcale nie będzie się kojarzyć powszechnie tylko dobrze. Owszem, zwolennicy mitu Solidarności w dużej mierze wygrali wojnę o rząd dusz w polskim społeczeństwie, ale efekt ten został wzmocniony zwyczajną cenzurą wobec ludzi mających inne zdanie. W końcu – czy ktoś widział robotnika świętującego kolejne rocznice utworzenia Solidarności? Bezkrytyczna refleksja obozu Trzaskowskiego wobec przemian po roku 1989 to raczej coś, co formacje liberalne zamyka pod szklanym sufitem i ogranicza ich możliwości rozwojowe. Im bardziej ten obóz słabnie, tym więcej kandydatów na syndyków masy upadłościowej.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Prezydent Duda o spotkaniu z Rafałem Trzaskowskim: „To była spokojna rozmowa”
Trzaskowski uspokaja: Awaria „Czajki” nie ma wpływu na jakość wody
Rafał Trzaskowski krytykowany przez Lewicę. Broni się: „To błędne decyzje Lecha Kaczyńskiego!”
Tagi:
ideał, Rafał Trzaskowski, projekt, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz