05:48 30 Wrzesień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
10213
Subskrybuj nas na

Jaworzno gości ostatnio często w mediach. Właśnie ogłoszono, że w miejscowej elektrowni ruszyło uruchamianie ogromnego bloku o mocy 910 MW. To jedna z najwięksych inwestycji realizowanych obecnie w Polsce, warta ponad 6 miliardów złotych. Energetycy zachwyceni, ekologowie mniej, bo kocioł będzie opalany węglem. A ogólnie: czy to będzie opłacalne?

Inny wytwórca prądu – Polska Grupa Eneretyczna ogłosiła, że będzie zamykać swoje elektrownie opalane węglem, bo nie są w stanie wytrzymać finasowo gigantycznych kosztów opłat za emisje CO2.

Rada Miejska w Jaworznie śle apel do premiera o wsparcie dla dalszego funkcjonowania lokalnej kopalni Sobieski i kontynuowania budowy szybu „Grzegorz”. W imię „bezpieczeństwa energetycznego kraju”.

Jakby czuł coś w powietrzu Michał Kurtyka, minister klimatu, na niedawnym Kongresie Gospodarczym w Katowicach zasugerował, że Jaworzno jest „dobrze dostosowanym terenem inwestycyjnym” do zbudowania tu fabryki przyszłościowych samochodów elektrycznych. Czyżby już wiedział, że górnicy z Sobieskiego będą niedługo szukać pracy? Naturalnie wymienienie miejsca wytwarzania elektryków wywołało zgrzytanie zębów w Rudzie Śląskiej, gdzie pierwotnie obiecywano lokalizację takiej fabryki i pracę dla zwalnianych górnikówz trzech okolicznych zakładów wydobywczych. Mało kto wie o jaki tu pomysł chodzi.

Ani polskie...

W roku 2016 państwowe koncerny energetyczne: PGE, Enea, Energia i Tauron stworzyły spólkę ElectroMobility Poland. Niedługo potem premier Morawiecki ogłosił, że zaleje ona Polskę milionem samochodów elektrycznych (wspominaliśmy już o tym w „Sputniku”). Do końca ubiegłego roku na ten projekt akcjonariusze (państwowi, każdy po 25 proc. udziałów) wydali ponad 70 mln zł, co stanowi szacunko 1 procent kosztów wdrożenia auta do produkcji. Jak ono miałoby wyglądać pokazano niedawno na prezenatcji w wynajętej, w okolicach podwarszawskiego Pruszkawa, hali. Nazwali go „Izera”.  Niestety na prasowej premierze marki zabrakło ważnych, z najważniejszym z pomysłodawcą na czele, polityków. Czyżby nie wierzyli w powodzenie koncepcji, czy po prostu nie podobały się im plastikowe skorupy w blasku kolorowych reflektorów? Bo to dopiero modele koncepcyjne, bez podwozia i silników.

Fachowcy mówią prosto: tu nie ma podstawowej platformy do zbudowania pojazdu. Miała powstać własnymi siłami, ale szybko okazało się, że to kompletnie nierealne. Spółka EM-P przyznała, że „możliwości polskich firm mających uczestniczyć w projekcie okazały się mniejsze niż pierwotnie zakładano”. Bo pospolite ruszenie sprawdzało się przed wiekami, a poważne techologie wymagają lat pracy i doświadczenia. Więc na integratora technicznego projektu wybrano teraz niemiecką firmę EDAG Engineering współpracującą z wieloma liczącymi się na świecie producentami aut, a za wygląd pojazdów ma odpowiadać włoska firma Torino Desing z konsultantem projektu Tadeuszem Jelcem na czele. Przez lata bawił się w stylizację samochodów Jaguara. Silniki to na razie tylko założenia: szybkość do 160 km/h, zasięg na akumulatorach ok. 400 kilometrów.

Ani szybko...

Na koniec 2019 roku spółka ElectroMobility wygenerowała pona 4 miliony zł strat. W przyszłym roku ma powstać fabryka za minimum 5 mld zł. Udziałowcy firmy czyli koncerny energetyczne tej inwestycji nie udźwigną, bo właśnie policzyły, że dużo więcej włożyły we własne, deficytowe kopalnie. Więc zamiast w wydobywanie węgla lepiej inwestować w pojazd „Izera” – rodzimy elektryk? To nie takie proste, podobnie jak kombinowanie: co zrobić, aby spełnić marznia premiera. Ekonomista Jacek Karcz z Wyższej Szkoły Bankowej proponuje banalne rozwiązanie: rozpocząć od składania w kraju gotowego modelu na sprawdzonej, światowej licencji. Przecież tak zacząl się u nas szał motoryzacji – fiaciki różnych wielkości i kolorów zaczęliśmy produkować na włoskiej licencji. To oszczędza czas i pieniądze wyrzucane na wyważanie otwartych drzwi. Z naciskiem – na czas. Mało kto pamięta, że przebojowa Tesla zaczęła działalność w 2003 roku pracując z najlepszymi producentami samochodów sportowych. Po trzynastu latach doszła do 100 tysięcy aut rocznie.

Dodajmy: mając zaplecze w postaci miliardów dolarów i raczej nie licząca przejściowych strat. W tym roku dochodzi do miliona schodzących z taśmy. EM-P po czterech latach działania pokazała prototyp (wspomniane skorupy) – i co dalej? W jaki sposób pierwsze egzemplarze polskiego elektryka mają pojawić się pod koniec 2023 roku, jeżeli nawet nie wiadomo, gdzie ulokować wytwórnię?

Kiedy plaster?

Praga, Czechy
© Fotolia / Patryk Michalski
Na Śląsku robi się gorąco, każda informacja o ograniczaniu wydobycia węgla jest śledzona równie emocjonalnie i uważnie jak opowieści o nowych miejscach pracy dla zwalnianych górników. A fedruje ich dziś prawie 80 tysięcy. Do tego dziesiątki tysięcy zatrudnionych w zakładach pracujących dla kopalń. Ewentualna fabryka elektryków zatrudni jakieś trzy tysiące ludzi, a w firmach pomocniczych ponad dziesięć. To plaster na ten wrzód, ale przecież ważny. Tylko czasu coraz mniej aby go przykleić...

Jeżeli jednak ktoś uwierzył, że w Polsce niebawem powstanie milion samochów elektrycznych, to kilka konkretnych informacji. Na rynku jest już dostępnych ponad 20 w pełni elektrycznych modeli. Od Skody za ponad 80 tyś zł po Jaguara za 360 tysięcy. Niestety, według fachowych wyliczeń, po przejechaniu przez te cuda motoryzacji 45 tysięcy kilometrów (mniej więcej trzy lata wojaży) stracą na wartości 40 – 50 procent. Gdybyśmy chcieli auto sprzedawać. Na razie, po polskich drogach, jeździ ich jakieś 20 tysięcy...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Na Śląsku wrze: brak postępów w rozmowach z rządem. Górnicy o krok od strajku?
Śląsk: Ciężarówka z niespodzianką – zatrzymano ponad 30 nielegalnych migrantów
Znowu przyrost zakażeń. Najgorzej na Śląsku
Tagi:
samochody elektryczne, energia elektryczna, elektryczność, samochód, auto, Śląsk, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz