16:12 25 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
7459
Subskrybuj nas na

Kreatywność polskojęzycznych środków masowego przekazu może budzić podziw. Przy okazji kolejnego 17 września mieliśmy w kraju coś na kształt „Dnia Rosji w Polsce”. Da się to porównać do… niezwykle wyszukanego restauracyjnego menu.

Śniadanie: barszcz czerwony wojskowy

Przede wszystkim, już od samego rana mogliśmy na chyba wszystkich nośnikach informacji nad Wisłą przeczytać wspomnienia o wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Polski podczas wojny obronnej w 1939 roku.

Relacje „godzina po godzinie”, mapki, ruchy wojsk i oczywiście ofiary Paktu Ribbentrop-Mołotow. I choć większość z tego co zostało napisane lub pokazane nosiło nawet znamiona prawdy, to jednak pełno w całym tym zestawie przeinaczeń, nadinterpretacji czy zwykłej propagandy.

Niezależnie od tego jak bardzo poczuliśmy się zawiedzeni 17 września 1939 roku, to jednak nie była data, która w jakiś istotny sposób zmieniła dla nas bieg wojny. Polskie wojsko broniło się bohatersko, ale miało przestarzały sprzęt, fatalny model dowodzenia i sojuszników zdecydowanie za daleko.

Swoją drogą - zasługuje to na pewno na osobny akapit – zadziwiająca jest nomenklatura używana do opisywania tamtych wydarzeń. Związek Radziecki „zaatakował zdradziecko”, „zawiódł oczekiwania” czy „wbił nóż w plecy”. Autorzy tego rodzaju określeń pewnie nie mają tego na myśli, ale z tego przecież wynikałoby, że musieliśmy mieć we wrześniu wobec ZSRR jakieś nadzieje. Że widzieliśmy w Armii Czerwonej potencjalnego sojusznika, a nie przeciwnika. Jak więc tłumaczyć to, że ci sami ludzie o wyzwoleniu narodu polskiego w latach 1944-1945 potrafią pisać jako o „drugiej okupacji”? Warto by było zapytać, choć gołym okiem widać, że w naszej debacie publicznej logika ma skłonność by cofać się przed szarżami emocji.

Nie chcę jednak by z tego tekstu wybrzmiała jakaś obojętność wobec zajęcia Kresów przez Armię Czerwoną.

Nie, to było coś strasznego, dzień w którym zakończyły się wszelkie polskie marzenia o uporządkowaniu naszych ziem wschodnich. Projekt ekspansji polskości w tym kierunku rozbił się o nieubłagane prawa historii.

Ksiądz modli się z żołnierzami Wojska Polskiego. 1944 rok.
© Sputnik . Mikhail Trakhman
System sojuszy skonstruowanych przez rządy sanacyjne okazał się najgorszym z możliwych. I przypominanie o tej dacie, po latach PRL, kiedy wymazywano ją z historiografii, miało nawet w pierwszych latach III Rzeczypospolitej sens, natomiast dzisiaj stało się tylko okazją do podgrzewania rusofobicznych nastrojów i tworzenia fałszywych analogii w rodzaju skojarzenia wojny obronnej 1939 z… rurociągiem i w ogóle jakimikolwiek pozytywami w relacjach z Rosją.

Obiad: chłodnik białoruski gospodarczy

Ale na poranku się nie skończyło. Na obiad dostaliśmy wyżej wspomniane nietrafione analogie i opowieści o „rosyjskim imperializmie”, a to przy okazji umowy białorusko-rosyjskiej. Długo jeszcze atlantyccy jastrzębie w Polsce nie przecierpią nieudanego Majdanu na Białorusi. Osiągnęli jednak swój cel minimum, czyli przekonali Mińsk, że jedyną szansą na zachowanie niezależności jest dla niego zaciśnięcie relacji z Moskwą, dzięki czemu polscy publicyści mogą sobie znowu do woli pisać o „odradzającym się rosyjskim rewanżyzmie” i tym podobnych bajkach dla dyletantów.

Przy tej okazji retoryka bywa jednak poszerzana o aspekt społeczny tzn. straszy się czytelnika, że na Białoruś czym prędzej wkroczą rosyjscy oligarchowie (bo przecież inni niż rosyjscy nie istnieją) by wykupić za półdarmo dobrze rozwinięte fabryki naszego sąsiada i pogrążyć go w krainie wiecznej nędzy. Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale zwolennicy tej tezy pomijają (zapewne celowo) istotną informację, że model rozwiniętego białoruskiego państwa socjalnego, mógł być realizowany głównie dzięki wsparciu rosyjskim, polegającym m.in. na bardzo niskich cenach surowców, których Białoruś nie posiada. Zresztą, Moskwa właśnie zdecydowała się udzielić Białorusi wsparcia w wysokości miliarda Euro. Świadomie bądź nie, ale to właśnie dzięki decyzjom Kremla istnieje jakiś obszar poradziecki, zachowujący pryncypia ekonomii ZSRR. Z korzyścią dla jego mieszkańców.

Nie o to jednak chodzi. Celem tego rodzaju wynurzeń jest przecież zakodowanie w świadomości polskiego czytelnika, że z Rosją nie ma możliwości prowadzenia dobrej współpracy na polu gospodarczym. Cel Rosji „z zasady” jest podły i taka też przyświeca mu intencja. Polemizować mogą z tym tylko opłacani agenci, trolle internetowe i tym podobni. Informacyjny „obiad” był więc o tyle zabawny, że Białorusinom narysowano scenariusz… dokładnie taki jaki zrealizowano w Polsce, acz z udziałem kapitału zachodniego.

Kolacja: odgrzany kotlet smoleński

„Polska prokuratura wnosi o areszt dla rosyjskich kontrolerów lotów!”, ogłosiły zgodnie media nad Wisłą. Drobnym druczkiem co prawda dodano, że procedura ma posłużyć wydaniu międzynarodowego listu gończego, ale zabrzmiało cudownie - Rosjanie na widelcu! To właściwie sprytny zabieg, którym często posługuje się w przestrzeni informacyjnej, by przekonać nieprzekonanych. No bo jeśli swoją najjaśniejszą powagą Prokuratura Krajowa sygnuje taki wniosek, to przecież musi chodzić o coś poważnego!

Z kolacji wyproszono jednak Antoniego Macierewicza. Biedak od ponad 10 lat wytwarzał kolejne teorie. A to o bombie, a to o dwóch bombach, a to o sztucznej mgle. I nagle cała robota w piach. No bo skoro winni są kontrolerzy lotu, to chyba nie oni zamontowali te bomby i rozpuścili mgłę? Narracja „ekspertów” Pana Antoniego posypała się za sprawą kontrolowanej przez Zbigniewa Ziobrę prokuratury. Trudno się wobec tego dziwić, że trzeszczy w koalicji rządowej.

Dalszego ciągu sprawy spodziewać się jednak nie należy. Informacja miała służyć tylko „przypomnieniu”, że za katastrofą smoleńską stoją Rosjanie, więc najlepiej to do nich nawet nie latać. Dla każdego jest oczywiste, że Federacja Rosyjska to na tyle poważne państwo, by nie pozwolić na zamykanie do polskiego aresztu swoich obywateli.

Przy czym nie chodzi o to, że ci ludzie są kryształowo czyści. Przy takich wypadkach zwykle tak bywa, że zawini więcej niż jeden czynnik. Piloci podjęli decyzję o próbie lądowania mimo kilkukrotnie mniejszej niż dopuszczalna widoczności (czego mieli świadomość), nie reagowali na ostrzeżenia urządzeń samolotu. Jeżeli o coś można mieć pretensje do samych kontrolerów to o formalną zgodę na próbę lądowania, ale to i tak nie ma charakteru decydującego. Tyle tylko, że – znów – chodziło tylko o to byśmy położyli się spać z przekonaniem, że wina za katastrofę absolutnie nie leży po polskiej stronie, a wręcz przeciwnie: odpowiedzialni są „ci sami co zawsze Ruscy”.

Aż wypada zakończyć staropolskim - smacznego!

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Przewodniczący Dumy Państwowej: Trzeba pamiętać, jaką ceną ZSRR zwyciężył w II wojnie światowej
Pompeo o „50 latach okupacji” państw bałtyckich przez ZSRR – wideo
Gigantyczny szczupak ze Smoleńska: wędkarz przecierał oczy ze zdumienia – foto
Jest wniosek o areszt dla kontrolerów ruchu ws. katastrofy smoleńskiej
Tagi:
17 września 1939, ZSRR, Polska, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz