18:29 29 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2130
Subskrybuj nas na

W legendarnej już grze komputerowej Heroes III, zjawiska pogodowe zapowiadały przełomowe wydarzenia w wirtualnym świecie. Czy zbliżająca się równonoc jesienna zwiastuje przemiany na szczytach władzy w Polsce?

Czarne chmury nad koalicją

Zanim jednak zastanowimy się nad możliwym rozwojem sytuacji w rządzie Zjednoczonej Prawicy, trzeba sobie uzmysłowić, że kryzys dosięgnął co najwyżej samą koalicję, a nie PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego nadal cieszy się poparciem oscylującym wokół 40% i kolejne tarcia w obozie władzy albo na to nie mają wpływu, albo w każdym razie jest on niewielki i nie zmienia tego co kluczowe.

To Solidarna Polska Ziobry i Porozumienie Gowina mają dziś problemy, bo ewentualny upadek rządu i samorozwiązanie sejmu byłyby dla nich polityczną zagładą.

Nie pojawił się ani jeden sondaż wskazujący na to, by oba byty były w stanie samodzielnie przekroczyć pięcioprocentowy próg wyborczy. Poparcie dla „P” i „SP” nie przekracza poziomu zawartości orzeszków arachidowych w produktach spożywczych. Badania opinii publicznej, które symulują wariant osobnego startu trójki koalicjantów w wyborach, pokazują też bardzo niewielką utratę poparcia przez sam PiS, choć to akurat znaczenie mogłoby mieć, bo przecież większość sejmowa i tak opiera się o kilka szabel.

Ucieczką do przodu dla „mniejszych braci” mogłoby być zawarcie sojuszu z innym ugrupowaniem, lub aliansu między sobą. Dużo mówi się o puszczaniu oka przez ludzi Ziobry do polityków Konfederacji, którzy przynajmniej na gruncie obyczajowego konserwatyzmu mogliby okazać się dla Solidarnej Polski wiarygodnym sojusznikiem. Jarosław Gowin z kolei nie raz już udowadniał, że polityczny transfer to dla niego rutyna. Można za nim przepadać lub nie, ale ma on też doskonałe wyczucie co do kierunku wiejącego wiatru. Dodatkowo, jego Porozumienie prezentuje dość liberalną ekonomicznie agendę, która otwiera mu drogę do ewentualnych rozmów z Koalicją Obywatelską czy Koalicją Polską pod auspicjami PSL. Ta ostatnia mogłaby taki sojusz potraktować jako wizerunkowy ratunek w obliczu utraty poparcia.

Nie można też wykluczyć np. transferów ludzi Gowina do Polski 2050 Szymona Hołowni, który – tak się akurat złożyło – poszukuje z pewnymi sukcesami kolejnych posłów do wyjęcia z innych klubów parlamentarnych.

Oryginalnym posunięciem byłaby próba zawarcia wyborczej koalicji między samymi zainteresowanymi. „Porozumienie Solidarnej Polski”, co byłoby pewną powtórką z historii, choć oczywiście o nieco innym obliczu. Taki wariant próbowali zrealizować Roman Giertych i Andrzej Lepper, gdy powstać miał LiS czyli „Liga i Samoobrona”. Szybko jednak okazało się, że niewiele łączy obu liderów poza niechęcią do PiS i ostatecznie do wyborów poszły osobno. Pomimo prób poszerzenia oferty wyborczej (to wtedy narodowcy sięgnęli po raz pierwszy po libertariański zaciąg Janusza Korwin-Mikkego, a Samoobrona wpuściła na listy działaczy społecznych kojarzonych niekiedy z radykalną lewicą) obie wypadły z głównego obiegu polskiej polityki. W taką ewentualność, gdy Ziobro i Gowin stają w jednym szeregu, doprawdy trudno więc uwierzyć.

Krajobraz po burzy

Szczerze mówiąc to nowe wybory byłyby dla PiSu rozwiązaniem najlepszym. Dziś konfiguracja poparcia jest dla Jarosława Kaczyńskiego jeszcze korzystna, natomiast nie wiadomo jak będzie za rok i później. Tym bardziej gdyby rządy miały zyskać charakter mniejszościowy. Utrata sterowności mogłaby bardzo szybko odbić się na poparciu dla władzy, bo nic tak nie zniechęca elektoratu jak brak skuteczności. Oczywiście poza tym taki rząd nadal ma sporo kart w grze, bo przecież ciągle posiada wpływ na obsadzane stanowiska czy dostęp do olbrzymiego tortu jakim jest budżet państwa, ale w tym wypadku istnieje niewielka szansa, że przy nowych wyborach PiS by cokolwiek takiego ryzykował. Przy 40-stu procentach poparcia i w sytuacji gdy opozycja startuje rozdrobniona, szansa na ponowną bezwzględną większość sejmową jest dość duża, a może nawet jeszcze większa niż rok temu, bo wejście do gry Szymona Hołowni mogłoby wypchnąć z parlamentu PSL i Lewicę, co tylko zwiększyłoby ilość głosów nieefektywnych i tym samym premię dla zwycięzcy wyborów.

Za możliwą należy też przyjąć sytuację w której nawet obóz liberalnej opozycji staje do walki o głosy rozbity na KO i Nową Solidarność Rafała Trzaskowskiego. Sytuacja naprawdę sprzyja Prawu i Sprawiedliwości. Przynajmniej na ten moment. Żadna arytmetyka nie daje w tej chwili możliwości utworzenia rządu bez PiS, bo przecież ciężko sobie wyobrazić Konfederację w rządzie na przykład z Polską 2050.

Co jednak jeśli PiS nowych wyborów nie zechce lub nie będzie mógł ich przegłosować? To jest całkiem możliwe, bo do samorozwiązania sejmu potrzeba większości, a ta jak na złość może się nie zebrać. Nie jest to w interesie Gowina i Ziobry, a reszta opozycji może celowo blokować taką inicjatywę Jarosława Kaczyńskiego. Wówczas „król panuje, ale nie rządzi”, ale PiS zapewne zintensyfikowałby kroki w celu pozyskania nowej większości, szukając jej to w Konfederacji to w Koalicji Polskiej. Tyle, że tych szabel mogłaby być liczba niewystarczająca. Taki wariant to miód dla wszelkiej maści opozycji, która jedną ręką mogłaby totalnie blokować wszelkie inicjatywy władzy, a drugą wskazywać na jej nieskuteczność. PiSowki rower, który od 2015 roku pędzi przez Polskę, zacząłby hamować, by w końcu się przewrócić tzn. stracić poparcie społeczne na tyle, że opozycja w końcu doprowadziłaby do nowych wyborów, ale w momencie dla siebie korzystnym.

Ale może być i tak, że ten „trójkąt z rozsądku” Kaczyńskiego, Ziobry i Gowina, wróci do zgodnej współpracy. Należy pamiętać, że samo głosowanie nad „piątką dla zwierząt” było nie tyle zarzewiem konfliktu co jego efektem.

Rozmowy o rekonstrukcji rządu niedawno stanęły w martwym punkcie i być może koalicjanci PiS chcieli po prostu zaznaczyć, że bez jasnego podziału wpływów, potrafią stanowić byty odrębne. I taki rozwój zdarzeń również znamy z historii najnowszej, gdy w 2006 roku upadła koalicja PiS-Samoobrona-LPR, a mimo ostrych słów publicznie wypowiadanych przez Andrzeja Leppera, Romana Giertycha i Jarosława Kaczyńskiego, Panowie po krótkim czasie jednak się porozumieli. Opcja ta jest jak najbardziej możliwa, ale dla Gowina i Ziobry oznaczałaby tylko odłożenie wyroku w czasie. Doprawdy ciężko jest uwierzyć, żeby lider PiS chciał iść z nimi wspólnie do wyborów po tym wszystkim co miało miejsce w ostatnich miesiącach.

Słońce ciągle w zenicie

Rafał Trzaskowski
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Myśleniem życzeniowym jest więc obecnie oczekiwanie na upadek rządu, nowe wybory i przejęcie władzy przez opozycję. PiS nadal dysponuje poparciem tak dużym, że pozostaje elementem decydującym na polskiej scenie politycznej. Problemem rządzących nie jest taka czy inna polityka przeciwników, ale nieumiejętność poradzenia sobie z własnym zwycięstwem. Jarosław Kaczyński, poza dużymi miastami i kilkoma województwami, ma dziś w ręku całe państwo, a chętnych do dzielenia się płynącymi z tego korzyściami jest po prostu dużo. PiS i jego koalicjanci mają prawo czuć się pewnymi siebie co do zachowania władzy w dającej się przewidzieć perspektywie, więc głównym problemem pozostaje zarządzanie tym układem tak, by wszyscy jego sygnatariusze czuli się usatysfakcjonowani. I to jest na teraz większym wyzwaniem niż rozbita i pozbawiona pomysłów opozycja.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

MON: zależy nam, aby jednostki wojskowe powstawały na wschodzie Polski
Polskie uczelnie otwierają się na Białorusinów: „Żeby nie gasili karier ze względu na politykę”
Maszynista z Polski upchał 850 paczek papierosów w lokomotywie. Rosjanie nie dali się nabrać – foto
Kraje bałtyckie i Polska będą współpracować przy wdrażaniu sieci 5G
Tagi:
Janusz Korwin-Mikke, polityka, politycy, partie polityczne, Prawo i Sprawiedliwość, PiS, Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz