20:16 22 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
7373
Subskrybuj nas na

Coraz więcej przedsiębiorców składa do Skarbu Państwa wezwanie do zapłaty odszkodowania za utratę dochodów z powodu zakazu i ograniczeń działalności firm w okresie pandemii koronawirusa. Pod koniec czerwca szacowano, że roszczenia już przekraczają dwieście milionów złotych. Czy przepisy w sprawach walki z koronawirusem były zgodne z konstytucją?

Rozpaczliwe pisma do rządowego skarbnika

Zaczęło się w maju. Właściciel sieci ekskluzywnych siłowni pozywa Skarb Państwa o odszkodowanie za straty, które już poniósł i rekompensatę za utracone korzyści. Poważne kłopoty zaczęły się pod koniec marca kiedy nakazano zamknięcie wszystkich siłowni w kraju.

Przychody spadły do zera, ale właściciele, nie znając terminu końca zakazu działalności, nie zwalniali fachowców – podobnie zresztą jak w tysiącach małych i większych firm w kraju. Tyle tylko, że fachowcom, na przymusowym urlopie trzeba było płacić, podobnie jak za wynajem nieczynnych lokali. Wspomniany właściciel sieci siłowni ocenił swoje straty na ponad 270 tysięcy złotych, a utracone zyski na następne prawie 200 tysięcy.

W czerwcu prawie setka przedsiębiorców zrzeszonych w Turystycznej Organizacji Otwartej skierowała do Skarbu Państwa wezwanie do zapłaty odszkodowania na łączną kwotę ponad 140 milionów zł za „niezgodne z prawem działania i zaniechania przy wykonywaniu władzy publicznej”. Jeżeli Skarb nie zapłaci, wystąpią do sądu z pozwem zbiorowym. Ponad czterdziestu przedsiębiorców z branży rozrywkowo-rekreacyjnej skierowało do SP wezwanie do zapłaty odszkodowania na łączną kwotę ponad 17 milionów zł.

Chodzi o utratę dochodów z zablokowanych parków rozrywki, parków trampolinowych, sal zabaw czy braku możliwości zarabiania przez organizatorów imprez integracyjnych. To czubek góry lodowej, bo odszkodowań chce się domagać branża ślubna (przyjęcia nowożeńców też były zakazane), gastronomicy (kawiarnie i restauracje), fryzjerzy czy właściciele salonów kosmetycznych. Pod koniec czerwca szacowano, że roszczenia już przekraczają dwieście milionów złotych, a przecież tylko nieliczni zdecydowali się na rozpaczliwy gest wysyłania pism do rządowego skarbnika.

Galerie i lekarze

Ogromne straty poniosły zamknięte małe i duże centra handlowe, które obsługują ponad 30 proc. handlu detalicznego i zatrudniają niemal milion pracowników. W czasie zakazów ci pracownicy nie zarabiali, a fiskus nie dostawał podatków ani od nich, ani od właścicieli galerii.

Dowodem na bałagan w zaleceniach, przepisach, zakazach wprowadzanych i zmienianych niemal z dnia na dzień jest sytuacja w prywatnych gabinetach lekarskich. Wszyscy medycy zostali wezwani do walki z pandemią (choć branie lekarzy „w kamasze” przewiduje tylko stan wojny) tylko nie bardzo wiedzieli, co to znaczy. Rozporządzenie o przeciwdziałaniu COVID-19 dało ministrowi zdrowia upoważnienie do określenia jedynie standardów ograniczeń przy udzielaniu świadczeń opieki zdrowotnej.

W „Sputniku” opisywaliśmy niedawno jak skomplikowanie wyglądała wizyta u dentysty – z podpisaniem odpowiedzialności karnej za nieprawdziwe zeznanie – tak do tej pory było tylko przy zeznaniach w policyjnym komisariacie. Większość lekarzy, bardziej skomplikowanych specjalności bała się otwierania gabinetów, bo grożono poważnymi grzywnami, a nawet procesami. Dzisiaj pytają: jak zapłacić zatrudnianemu tam personelowi za przymusowy postój, z czego opłacić czynsz za wynajmowane pomieszczenia?

Albo prawo albo partyzantka

Większość poważnych prawników nie ma wątpliwości: przygotowywane „ na kolanie” przepisy w sprawach walki z koronawirusem były niezgodne z konstytucją. Nie ma sensu przytaczanie szczegółowych analiz sędziów czy adwokatów, bo mało kto jest w stanie to ogarnąć. Więc tylko podstawowe spostrzeżenia. Państwo – czytaj rządzący – ma prawo wprowadzić szczególne regulacje w nasze codzienne życie tylko w przypadku ogłoszenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych (klęski żywiołowej, czy odpukać wojny).

Jednak tylko ustawą zgodną z wytycznymi konstytucji, a nie jakimiś rozporządzeniami premiera czy ministrów w sprawie walki z epidemią. Nie ma wątpliwości – mówią prawnicy – że po ogłoszeniu stanu nadzwyczajnego (klęski żywiołowej) państwo ma prawo ograniczać nasze prawa i wolności. Ale tylko w momencie ogłoszenia ustawy zgodnej z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP. Lecz premier nie chciał podjąć takiej decyzji, bo wtedy zbliżający się majowy termin wyborów prezydenta (zakładano: tego, który jest nasz) musiałby byś odłożony do końca trwania stanu nadzwyczajnego i jeszcze 90 dni dłużej.

Prawnicy, nie bez ironii, mówią: rząd sam sobie strzelił w kolano. Gdyby ogłoszono stan nadzwyczajny to przedsiębiorcom, ale i obywatelom wnoszącym roszczenia za poniesione straty, trzeba by było wypłacić odszkodowania. Lecz tylko do „miarkowanej wysokości” (termin prawniczy) i tylko za faktyczne straty. A tak w sądach cywilnych ludzie będą się domagać zadośćuczynienia za faktyczne straty i nieuzyskane (stracone) korzyści, bo zablokowano im możliwość zarabiania. Mają do tego prawo, bo rządzący posłużyli się bezprawnymi zakazami.

Jeżeli nie znajdą sprawiedliwości w Polsce to wystąpią do sądu europejskiego. Ponieważ ogłoszony przez rząd „stan epidemii” nie uwalnia Skarbu Państwa od całkowitej odpowiedzialności finansowej za „naruszenie wolności i praw obywateli” np. z tytułu strat majątkowych (znów termin prawny).

Trybunale ratuj...

Pies pogrzebany jest właśnie w tych zakazach, nie mających nic wspólnego z regulacjami konstytucji. Dzisiaj premier Morawiecki szuka sztuczek: jakby się wyplątać z tego galimatiasu. Najogólniej rzecz biorąc twierdzi, że „rozporządzenia”  mają taką samą moc prawną jak „ustawy”.

Chce prowadzić swój „lex” (prawo – wzorem różnych ministrów tego rządu – wprowadzane dla własnych, bądź grupowych interesów). Dość ciekawy prawnie projekt, który ma potwierdzić Trybunał Konstytucyjny – spolegliwy wobec rządzących. Decyzji nie należy oczekiwać szybko...

Przeciętny sędzia, nawet najbardziej przekonany o bezprawności takiej interpretacji konstytucji nie ma uprawnień do podważania dekretów państwowych – jeśli ma wątpliwości musi pukać do Trybunału Konstytucyjnego. I tu się koło zamyka. Ludzie przychodzą po odszkodowania, a sędzia bezradnie rozkłada ręce: trzeba do Trybunału.

No to budujemy

Kabaretowymi wręcz przykładami wykorzystywania nieprzemyślanych przepisów „covidowych” jest gwałtowna aktywność deweloperów. W ekspresowym tempie, powołując się właśnie na niekonstytucyjne rozporządzenia załatwiają pozwolenia na budowę czegokolwiek, gdziekolwiek uzasadniając: to domki na kwarantannę dla poszkodowanych pandemią (w rozporządzeniach mowa, że wszystko co służy opanowaniu pandemii jest dozwolone). A że to eleganckie szeregowce na wynajem lub sprzedaż, to już pryszcz. I urzędnicy, ogłupiani rozporządzeniami, zgadzają się i stemplują zezwolenia (pewnie trochę ze strachu, usłyszeli przecież od rządzących, że będą duże zwolnienia w administracji). Nawet w chronionym lesie, co miało miejsce ostatnio na warszawskiej Białołęce. Są też sygnały z Podkarpacia, gdzie właśnie kopią fundamenty na terenach od lat przewidzianych na rozkwit dzikiej przyrody. Kto i jak powstrzyma to szaleństwo...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Morawiecki: Konwencja stambulska trafi do Trybunału Konstytucyjnego
Trybunał Konstytucyjny w październiku zajmie się kwestią aborcji
Morawiecki znów „próbuje zatrzymać” budowę Nord Stream 2
Tagi:
pandemia, koronawirus, gastronomia, Ministerstwo Sportu i Turystyki, turystyka, odszkodowanie, polityka, Polska, Mateusz Morawiecki, konstytucja, reforma konstytucyjna
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz