06:25 31 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
23154
Subskrybuj nas na

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski na spotkaniu z dziennikarzami stwierdził, że sytuacja finansowa stolicy jest „piekielnie trudna”. Tak źle nie było jeszcze nigdy, nawet podczas krachu po 2008 roku. Teraz sytuacja jest ekstraordynaryjna, a rząd prowadzi cyniczną politykę wobec samorządów. Mamy COVID-19 i recesję, która się właśnie zaczyna.

Zaległe rachunki

Trzeba pamiętać, że samorządy dostały porządnie po kieszeni już ponad rok temu. Wtedy wprowadzano „kosmiczną” reformę oświaty, której kosztami obarczono władze samorządowe miast, powiatów, gmin. Niespotykany dotąd pomysł wymagał modernizacji szkół, np. przystosowywania łazienek i toalet do wzrostu (w centymetrach) najmłodszych uczniów nagle wchodzących do budynków przeznaczonych pierwotnie dla starszych (czyli trochę wyższych). Ale też rozdzielania na korytarzach maluchów od uczniów bardziej wyrośniętych. W klasach zrobiło się gęsto od podwójnego rocznika, więc lekcje trwały od świtu niemal do wieczora. Potrzeba było więcej wyposażenia sal i więcej nauczycieli.

W Warszawie na te modernizacje wydano ponad 60 milionów zł, a resort edukacji obiecujący refundację kosztów przysłał... 3,5 mln.

Tylko Białystok, Gdańsk i Wrocław domagają się zwrotu ponad stu milionów złotych poniesionych na przygotowanie reformy. Ale jak naucza stare porzekadło: kiedy władza mówi, że da, to mówi; kiedy mówi, że zabierze, to zabierze...

Sami szukajcie pieniędzy

Pandemia to nieszczęście dla całego kraju. W tak szczególnej sytuacji uruchamia się pieniądze rządu (powiedzmy wprost – podatników, czyli każdego z nas) na walkę z wirusem – po to chowane są dochody i oszczędności z lat dobrej koniunktury. Tyle, że szczodrobliwa władza już wcześniej rozdała prawie wszystko, co miała zachomikowane i teraz domaga się, aby to samorządy finansowały walkę z COVID-19. Samorządy raczej nie planowały wydatków na przerabianie szkół, a już na pewno na walkę z zarazą. I teraz muszą ciąć wszelkie ambitne projekty. W dużych miastach na ogół rządzą przedstawiciele aktualnej opozycji, więc ci od partii rządzącej krytykują ograniczanie wydatków. Ale jak kiedyś zauważył filozof: i Salomon z próżnego...

W Poznaniu tegoroczny deficyt budżetu szacowany jest nawet na 200 mln zł, dużo więcej niż sobie wcześniej wyobrażano.

Gorzko pocieszają się, że oszczędności wynikną z ograniczeń epidemicznych – do końca roku nie będzie masowych imprez dla ludności, zabaw na świeżym powietrzu i innych tego typu brewerii.

We Wrocławiu na walkę z wirusem wydali już ponad 30 mln zł. Na zakup dwóch karetek, respiratorów, miliona maseczek, testów, dezynfekcję szkół i przedszkoli. Do tego trzeba jednak dodać straty wynikające ze zmniejszenia wpływów z podatku PIT (od osób), CIT (od przedsiębiorców), od nieruchomości, czy wreszcie 32 mln mniej ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej. Ogółem dochody miasta mogą spaść nawet o 500 mln zł.

lotnisko
© Sputnik . Dmitriy Petrochenko
W Sopocie tną wydatki bieżące, nie będzie też remontu ratusza. W Gdyni czy Olsztynie liczą straty z miesiąca na miesiąc, nie chcą prorokować, czym to się skończy w grudniu, ale wiedzą, że będzie źle. I jak planować przyszły rok?

W stolicy opóźnienia i wstrzymania

Warszawski ratusz oblicza, że spowolnienie gospodarcze, brak wpływów z podatków czy choćby biletów komunikacji miejskiej (minus 200 mln zł) to dziura w kasie przekraczająca miliard złotych. Przewiduje, że od stycznia będzie jeszcze gorzej, nadwyżka między dochodami a wydatkami bieżącymi stopnieje do jakichś 600 mln zł (z ponad 3 mld w poprzednich latach). A jednocześnie miasto będzie musiało oddać państwu ponad miliard zł „janosikowego” – niby na wsparcie biedniejszych gmin. Stąd władze miasta odsuwają lub spowalniają ponad dwieście inwestycji wcześniej planowanych na najbliższe lata. Prezydent Trzaskowski, ze zmęczoną twarzą, powiedział wręcz: epidemia opóźnia dziś wiele budów i to nasze szczęście. Mamy trochę więcej czasu na zgromadzeni pieniędzy, by móc za te roboty zapłacić.

Warszawiacy nie są zbyt szczęśliwi, kiedy słyszą o spowolnieniach w budowie metra, tras komunikacyjnych, modernizacji ulic, stawianiu nowych przedszkoli, pływalni czy mieszkań komunalnych. Jak głosił niedawny tytuł w „Gazecie Wyborczej”: „Koronawirus topi Warszawę”.

Ratusz nie daje za wygraną i chce pozyskać 1 mld zł długoterminowego kredytu w Europejskim Banku Inwestycyjnym, 317 mln zł z Banku Rozwoju Rady Europy, a także wyemitować warte 400 mln zł obligacje. Zadłużenie stolicy do 2025 roku wzrośnie do 9,4 mld zł. Pożyczki niestety mają to do siebie, że trzeba je kiedyś spłacić...

Lotniska też kosztują

Mało kto o tym pamięta, ale większość z czternastu lotnisk w Polsce jest w całości lub w części finansowana z budżetów samorządowych marszałków lub gmin. Dzisiaj świecą pustkami, bo albo państwo zabrania lotów do konkretnych krajów, albo zagraniczne linie lotnicze zawieszają rejsy. Trudno tu spekulować kiedy sytuacja wróci do normy. Lecz te porty trzeba jakoś utrzymywać w poprawnym stanie technicznym, aby „trawa nie zarosła pasów startowych”. Więc szefowie lotnisk domagają się wsparcia finansowego od gmin zarządzających tym terenem.

Tylko że lokalne władze widzą pustkę w kieszeniach. Rząd obiecuje wsparcie: 142 mln złotych dla tych czternastu lotnisk. Ale jednocześnie zastrzega: najpierw potrzebna jest zgoda Unii Europejskiej na udzielenie pomocy publicznej. No i niezbędna jest opinia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. No to poczekają...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Złoża bursztynu na Mierzei Wiślanej: to zaledwie promil pieniędzy, które zostaną tam utopione
Wójt Lipinek: „Strefy wolne od LGBTI” to kłamstwo. Nikt nie może sprzedać duszy za pieniądze
Spór między „Lewym” a jego menedżerem. „Robert ukrywał pieniądze przed skarbówką”
Tagi:
gospodarka, polityka, Warszawa, Polska, budżet, budżet, pomoc finansowa, dofinansowanie, finansowanie, finanse
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz