01:24 27 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
15307
Subskrybuj nas na

Po raz pierwszy Komisja Europejska opublikowała raport o stanie praworządności w UE. Węgry i Polska były w nim głównymi obiektami krytyki. Zarzucano im sprzyjanie korupcji, łamanie wolności słowa i brak niezależnych sądów.

Warszawa i Budapeszt były gotowe na taki zwrot. Kilka dni wcześniej ministrowie spraw zagranicznych obu państw zapowiedzieli utworzenie instytucji, która będzie robić dokładnie to, czemu jest poświęcony raport – monitorować stan praworządności w Unii Europejskiej.

A węgierski przywódca wysłał list z żądaniem rezygnacji jednej ze współautorek raportu – wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej ds. wartości i transparentności Věry Jourovej – za antywęgierskie wypowiedzi . Věra Jourová m.in. nazwała Węgry pod przywództwem Viktora Orbana „chorą demokracją”.

Powszechnie wiadomo, że Polsce i Węgrom udało się zająć bardzo korzystną dla siebie pozycję w Unii Europejskiej. Z jednej strony otrzymują od niej wsparcie finansowe, którego skali mogą pozazdrościć ich sąsiedzi w regionie. Z drugiej strony, poziom suwerenności ich polityk jest poza zasięgiem większości, nawet starych członków UE. Ogólnie rzecz biorąc, oba kraje robią, co uważają za stosowne, a jednocześnie bezwstydnie żądają od niej hojnych dotacji.

Dlaczego UE nie ukarała renegatów „rublem”

Taki stan rzeczy wywołuje zdumienie wielu obserwatorów. Dlaczego UE, która od dawna i ostro krytykuje te państwa za nieprzestrzeganie europejskich standardów demokratycznych, mimo to nie podejmuje skutecznych działań, by zmienić sytuację, np. nie karze renegatów rublem, a raczej euro?

Odpowiedź jest prosta - nie ma takich narzędzi. To znaczy w teorii ma, ale procedury są na tyle złożone i wymagają tak wysokiego poziomu wewnętrznego konsensusu, że praktycznie niemożliwe jest ich zastosowanie.

Jednak teraz Budapeszt i Warszawa mają powody do niepokoju. Ich gwałtowne działania ostatnich dni zdradzają tylko, że w obu stolicach doskonale zdają sobie sprawę z bardzo niekorzystnej dla nich sytuacji.

Nadciągające zagrożenie

Europa wkrótce będzie musiała rozdzielić środki z funduszu pomocowego na odbudowę gospodarek narodowych dotkniętych pandemią. W lipcu odbył się nadzwyczajny szczyt ws. budżetu UE, na którym osiągnięto m.in. porozumienie w sprawie powiązania płatności z przestrzeganiem standardów praworządności i podstawowych wartości europejskich.

Niedawno Niemcy, które teraz przewodniczą Radzie UE, przygotowały projekt dekretu w sprawie sankcji gospodarczych wobec państw członkowskich UE za łamanie praworządności. Ważny szczegół – fakt naruszeń musi zostać potwierdzony „w dość bezpośredni sposób”. Można przypuszczać, że opublikowany raport Komisji Europejskiej zostanie uznany za dość bezpośrednie tego potwierdzenie.

Generalnie Polsce i Węgrom grozi utrata znacznej części otrzymywanych dotacji, co oznacza, że automatycznie pojawia się kwestia ich reakcji na taki rozwój wydarzeń.

Warszawa i Budapeszt się nie ugną

Jednak surowy ton ich ostatnich wypowiedzi, w tym obietnic nauczenia Europy praworządności i demokracji, wskazuje na to, co to prawdopodobnie nastąpi: szanse, że Warszawa i Budapeszt ugną się pod presją, nie wydają się zbyt duże. O wiele bardziej prawdopodobny wydaje się wynik odwrotny – ich dosłowne wycofanie z Unii Europejskiej.

O ile całkiem niedawno utrata jednego z jej członków przez Unię Europejską wydawała się zupełnie nie do pomyślenia, to w krótkim czasie wszystko się dramatycznie zmieniło – zarówno w sensie politycznym, ekonomicznym, jak i ideologicznym.

Idea pozostania w UE traci na atrakcyjności

© Sputnik . Aleksey Danichev
Gospodarki Węgier i Polski należą do najlepiej rozwijających się nie tylko na wschodzie, ale w ogóle w Europie. Oba państwa dobrze wykorzystały możliwości i pomoc finansową, jaką Bruksela zapewniała im przez półtorej dekady. Mają powody, by sądzić, że bez niej nie zginą. Ale idea pozostania w UE bez zwykłych zastrzyków w takich sytuacjach szybko traci na atrakcyjności.

Oczywiście Unia Europejska będzie miała wiele okazji, aby zaszkodzić finansowo Warszawie i Budapesztowi za odejście. Ale ostatecznie Wielka Brytania nie została powstrzymana. A Brexit, oprócz wielu innych aspektów, zdjął czysto psychologiczne tabu z samej idei wyjścia z UE, pokazując całemu światu, że jest to całkiem możliwe, a niebo wcale nie spada na ziemię.

Politycznie sytuacja zmusza również Polaków i Węgrów do eskalacji.
Co zrobić, żeby nie żałować

Następuje gwałtowna degradacja światowego systemu politycznego, ambitne mocarstwa włączyły się w walkę o miejsce pod słońcem i podniesienie swojego statusu. Polska i Węgry już uczestniczą w tych procesach, choć stosują bardzo różne strategie – to zresztą wynika z dużej części ich problemów ze zjednoczoną Europą.

Rezultat jest oczywiście nieprzewidywalny, ale opcja „zrobić coś i być może żałować” dla obecnego przywództwa obu państw bez wątpienia wydaje się lepsza niż porzucenie wszystkiego, złożenia rąk i zgodzenia się na bycie posłusznym wasalem starszych towarzyszy z zachodnioeuropejskich stolic, poddawszy się z góry w geopolitycznym wyścigu.

UE nie może pozwolić dwóm wschodnioeuropejskim stolicom na dalsze bezkarne podważanie jej autorytetu – i jest po prostu zobowiązana do ich przykładnego ukarania, aby zademonstrować swoją siłę. Tylko bardzo prawdopodobne jest, że utrata dwóch kolejnych członków UE mocno uderzy bumerangiem w zjednoczoną Europę, jej wagę, możliwości i prestiż.

Zatem, kto w końcu będzie bardziej żałował – oto wielkie pytanie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Sasin o wydatkach na majowe wybory-widmo: „Demokracja kosztuje”
Polska wprowadzi sankcje wobec Białorusi bez UE?
Czechy i Polska: Wsparcie dla Białorusinów powinno być priorytetem dla UE
Tagi:
demokracja, Węgry, Komisja Europejska, Polska, UE
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz